Włosi do Rzeszowa przyjechali wygrać jednego seta. Po zwycięstwie w Trento 3:0 tylko tyle potrzebowali, by zapewnić sobie awans do Final Four Ligi Mistrzów, który na początku kwietnia odbędzie się w Łodzi. Cel osiągnęli już po 25 minutach, bo tyle trwała pierwsza partia wtorkowego spotkania.
Goście wyszli na boisko niezwykle skoncentrowani i zdeterminowani, by jak najszybciej zapewnić sobie grę w Final Four. A z grającymi na swoim normalnym poziomie siatkarzami z Trento ciężko walczyć na równi. Nie udało się to po raz kolejny także Asseco Resovii, która robiła, co mogła, ale po drugiej stronie siatki napotkała na zespół grający momentami siatkówkę kosmiczną. Zagrywki praktycznie każdego z rywali latały z niesamowitą szybkością, a "bomby" posyłane przez Brazylijczyka Leandro Vissotto i Kubańczyka Osmany Juantorenę regularnie przekraczały 120 km na godz. Takie piłki ciężko przyjąć, a gdy to już się nawet udawało, to na resoviaków czekał na skrzydłach bardzo wysoki mur. Rzeszowianie nie mieli argumentów, by przeciwstawić się tak grającym Włochom, u których trójka skrzydłowych "łapała" piłki w ataku na takim pułapie, jakiego w hali na Podpromiu kibice jeszcze nie widzieli. Rzeszowscy fani zresztą docenili klasę rywali, nagradzając ich brawami.
Resoviacy próbowali jeszcze zaskoczyć rywali nietypowym jak dla nich ustawieniem. Na boisku od początku pojawił się Krzysztof Gierczyński, a nie jak zazwyczaj Marcin Wika. Trener dał temu drugiemu nieco odpocząć, bowiem rzeszowski przyjmujący razem z żoną oczekują w najbliższych dniach narodzin pierwszego potomka. Zmiana w ustawieniu niewiele jednak dała.
Mecz bardziej się wyrównał, gdy jego stawka spadła. Pewni awansu Włosi pozwolili odpocząć Bułgarowi Mateyowi Kaziyskiemu i rozgrywającemu z Brazylii Raphaelowi. W ich miejsce pojawili się rezerwowi Renaud Herpe i Polak Łukasz Żygadło. Przez długi jednak czas spadku wartości Trentino nie było widać. Goście prowadzili już 14:9 i 19:15. Rzeszowianie jednak się nie poddali. Trzy razy z rzędu skutecznie zafunkcjonował blok Resovii (dwa razy zablokowany został Juantorena), a dodatkowo asem popisał się Gierczyński. Zrobiło się 20:19 dla miejscowych. Za chwilę jednak znowu dwa razy zagrywką podgonili przyjezdni i prowadzili dwoma "oczkami". Resovia jednak odrobiła straty, a w grze na przewagi okazała się lepsza od rywali. Tym samym sprawiła sobie i kibicom miły prezent, urywając faworytom całych rozgrywek seta.
W kolejnych jednak ponownie górą byli faworyzowani Włosi, których nie zaskoczyło nawet pojawienie się w ataku Aleha Akhrema, który od trzeciej partii grał za Mikko Oivanena. Na przyjęciu natomiast doświadczenie zbierał młody Mateusz Mika.
Tym meczem resoviacy zakończyli udany, debiutancki sezon w Lidze Mistrzów. - Z całych rozgrywek jestem bardzo zadowolony. Dziś jednak Trento pokazało, że jest dużo lepszą drużyną. Są lepsi zarówno jako zespół, jak i w indywidualnych umiejętnościach - mówił po spotkaniu Ljubo Travica, szkoleniowiec rzeszowian.
| ASSECO RESOVIA | 1 (18, 28, 21, 18) |
| TRENTINO VOLLEY | 3 (25, 26, 25, 25) |
Asseco Resovia: Redwitz 1, Gierczyński 13, Kosok 10, Oivanenn 5, Akhrem 20, Grzyb 13 oraz Ignaczak (libero), Ilić, Papke 2, Mika.
Trentino: Raphael 1, Juantorena 17, Riad 13, Vissotto 9, Kaziyski 13, Sala 14 oraz Bari (libero), Sokolov, Żygadło 3, Herpe 9, Birarelli, Corsini.
Sędziowali: Viktor Feldshtein (Ukraina) i Zdravko Zdraveski (Macedonia). Widzów: 4,5 tys.
W pierwszym meczu 3:0 dla Trentino Volley. Awans do Final Four: Trentino Volley.