Sport.pl

Po Śląskim Klasyku: Ludzie na dachu? To nie moja brocha!

Rozmawiał: Piotr Płatek
2010-03-09 , aktualizacja: 09.03.2010 18:18
A A A Drukuj
Trybuny na Bukowej podczas niedzielnego meczu GKS - Górnik Fot. Dawid Chalimoniuk / Agencja Trybuny na Bukowej podczas niedzielnego meczu GKS - Górnik
Za organizację Śląskiego Klasyka delegat dał nam dziewiątkę w dziesięciostopniowej skali - chwalą się w Katowicach. - Ja żadnych not nie wystawiam. To nie moja rola - dziwi się delegat Jan Grzelka.
Delegatem PZPN na ten mecz był Jan Grzelka, który od kilkunastu lat jest prezesem OZPN Skierniewice.

Piotr Płatek: Jak się Panu podobała organizacja meczu w Katowicach?

Jan Grzelka, delegat PZPN: Na ten mecz trzeba patrzeć przez pryzmat historii i tradycji. Jestem pozytywnie zbudowany tym co się działo na trybunach. Kibice w czapeczkach Górnika siedzieli ramię w ramię z tymi w żółtych czapeczkach GKS-u. Były wspólne przyśpiewki i doping.

Nie miał Pan zastrzeżeń co do nadmiernej liczby widzów?

- Nie. Na stadion weszło tyle osób ile mogło wejść. 1300 kibiców Górnika i 6700 fanów gospodarzy. Wszystko było zgodnie z przepisami.

Dziennikarze podali, że mecz obserwowało dziesięć tysięcy widzów. Prezes Górnika mówił w poniedziałek nawet o 12, 13 tysiącach kibiców na stadionie przy Bukowej. Tymczasem obiekt miał zezwolenie na pomieszczenie maksimum siedmiu tysięcy osób...

- Mogło być ludzi ze sto więcej lub sto mniej. Gdzie by się niby pomieściło te dodatkowe pięć tysięcy? Moim zdaniem to nieprawdziwe doniesienia.

Przejścia między sektorami były zablokowane przez kibiców. Były obawy, że w razie jakiegoś incydentu nie będzie dróg ewakuacji. Co Pan na to?

- To nieprawda. Ja widziałem nawet trochę wolnych miejsc. To, że niektórzy ludzie stali, to był wyłącznie ich wybór, bo w każdej chwili mogli usiąść.

Na obiekcie odpalono ogromne ilości rac, dymiły świece, odbył się wielki pokaz pirotechniki. To wszystko złamanie przepisów?

- Zauważyłem to i odnotowałem w protokole. To było jedyne niepokojące zjawisko, choć mi akurat to nie przeszkadzało. Te materiały pirotechniczne zła nie czyniły, były skierowane do góry.

A co z kibicami, którzy beztrosko biegali po dachu "blaszoka"? To przecież grozi wypadkiem, zresztą w Katowicach zdarza się to nie po raz pierwszy.

- Fakt, to jest niebezpieczne. Ale to bym powiedział, nie moja "brocha". Tam wisiało takie wielkie hasło, oni je zwijali i dlatego pojawili się na dachu. W 10. minucie ściągnęli ten transparent i potem już po dachu nie biegali.

"Delegat PZPN-u ocenił organizację derbowego meczu z Górnikiem Zabrze na dziewięć punktów w dziesięciostopniowej skali", powiedział "Gazecie" rzecznik GKS-u. Mimo tych wszystkich uchybień było tak znakomicie?

- To jakieś nieporozumienie. Ja not nie wystawiam. Wpisałem do protokołu te swoje uwagi i tyle.

Będzie kara dla "Gieksy"?

- Protokół z moimi uwagami powędruje do Wydziału Dyscypliny PZPN. Oni zdecydują o ewentualnych karach.

Podziel się