Sport.pl

Mówi skrzydłowy i prezes Pogoni Handball

Not. lis
2010-03-07 , aktualizacja: 07.03.2010 18:15
A A A Drukuj
Paweł Biały Fot. Cezary Aszkiełowicz / Agencja Gazeta Paweł Biały
ZOBACZ TAKŻE
Nadal będziemy zbroić drużynę

Jakub Lisowski: Zgodzisz się, że Bydgoszcz wygrała zasłużenie?

Paweł Biały: Tak, jak najbardziej. Mają bardzo dobry, doświadczony zespół. Najlepszy był 36-letni bramkarz. Co to dowodzi? W Szczecinie panuje taka opinia, że zawodnicy powyżej 30 powinni kończyć kariery. Widać, że nie warto rezygnować z takich zawodników.

Odniosłem wrażenie, że mecz mógł się inaczej ułożyć. Pierwsza akcja - twój przechwyt, kontra i... pudło.

- Jak najbardziej mogłem rzucić, później jeszcze skutecznie trafić z karnego i do przerwy miałbym 100-procentową skuteczność. Ale problem nie tkwił tylko w tej sytuacji. Myślę, że w pierwszej połowie źle zagraliśmy w obronie, za dużo piłek na środku gubiliśmy. Rywale - bardzo silni fizycznie - tłamsili nas na rozegraniach. Ja z Pawłem Krupą nie wiedzieliśmy, czy mamy trzymać swoich, czy podwajać jednego z zawodników. I straciliśmy tam 3-4 bramki, plus karne i różnica urosła. W takich meczach błędy decydują o wyniku. Wspominaliśmy przed dzisiejszym meczem spotkanie z Energetykiem Gryfino sprzed 2 lat, które też decydowało o awansie. Fajnie wtedy walczyliśmy, pokazaliśmy, że konsekwencja daje efekty. A w tym sezonie - w meczach z Bydgoszczą - pokazaliśmy, że błędów mieliśmy za dużo.

Energetyk wtedy popełniał masę błędów w ataku, grał zbyt nerwowo, a AZS spokojnie, w zasadzie bezbłędnie.

- Dokładnie. Mamy naleciałość od młodości, że chcemy wygrać atakiem. I mimo że w kółko sobie powtarzamy, że musimy wygrywać obroną, to brakuje nam na boisku konsekwencji, a wychodzi to dobitnie w meczach z tak silnymi ekipami. A wracając jeszcze do tej pierwszej akcji. Czy ona by inaczej ustawiła mecz, czy coś by pomogła? Można gdybać, ja jedynie starałem się, by nie miała ona wpływu na moją dalszą grę. I to mi się chyba udało. Zabrakło obrony zespołu w pierwszej połowie, bo w drugiej wyglądało to już całkiem nieźle, i skuteczności, bo nie mogliśmy się przebić przez fajną i mocną defensywę Bydgoszczy.

Obserwując mecz z trybun odnosiłem wrażenie, że na swoim poziomie zagrał tylko bramkarz Paweł Matkowski.

- Nie zgodzę się, bo taka opinia może być krzywdząca dla pozostałych kolegów. Paweł w pierwszej połowie też bronił gorzej niż w drugiej, w której pomógł mu cały blok obronny. Za to w ataku nasz wysiłek też był ukierunkowany, by w ataku rzucało nasze prawe i lewe skrzydło. Ja z Markiem Suszką "podjechaliśmy się", by Rafał Rojek i Wojtek Szymaniak mogli rzucić kilka bramek. Wcześniej skrzydła nie były widoczne, ale na ich dorobek pracowała obrona i kontra. Faktem jest też, że znów grałem na rozegraniu - bo wymagała tego sytuacja, a to nie o to chodzi. Inaczej powinniśmy wejść w mecz, może z innym systemem gry. Mamy teraz dużo rzeczy do przeanalizowania, bo pierwsza - słaba - połowa ustawiła spotkanie i nawet lepsza gra po przerwie nic nie zmieniła. Najgorsze jest to, że w Bydgoszczy zagraliśmy identycznie. Zamykaliśmy się sami z rzutami z rozegrań, bramkarz je łapał i kontrował. Gdy rozciągnęliśmy grę - było lepiej.

Jaki ten wynik może mieć przełożenie na losy klubu, zespołu?

- Powiem tak - nie mamy trochę szczęścia. Jak byliśmy w I lidze, to trafiliśmy na naprawdę silniejszy zestaw przeciwników w porównaniu z tymi, z którymi teraz rywalizuje Energetyk. Dziś w czubie tabeli są zespoły, z którymi my walczyliśmy o utrzymanie. Nasze wzmocnienia skończyły się kontuzjami i musieliśmy grać "starym" składem. W tym sezonie chcieliśmy wygrać II ligę i wrócić do I, ale trafiliśmy na bardzo mocny zespół Bydgoszczy. Pojawił się tam duży sponsor, był plan awansu i zmontowano silny skład. Teraz się okazało, że sponsor ma dołek finansowy i się wycofuje, więc za chwilę tego zespołu może nie być. Ale siłą motywacji nas ograli. Tu chciałbym podkreślić, że u nas w klubie nie ma wielkich kontraktów, ale jest stabilizacja. Od trzech lat staramy się zapewnić spokój, by, jak wycofa się jeden sponsor, to nie wycofywać drużyny z rozgrywek. Co może być z nami, jak nie awansujemy? Możliwe, że część zawodników odejdzie, ale nadal mamy cel, by wzmacniać drużynę, zbroić ją finansowo i sportowo. Tylko mozolną pracą zarządu - jest możliwe zbudowanie tu silnej ekipy.

Widzisz szansę na awans do I ligi z baraży, czy jednak zdajesz sobie sprawę, że będzie to zadanie bardzo trudne?

- Na razie to my musimy wygrać z Malborkiem i Koszalinem na wyjeździe, by w tych barażach zagrać. Mam nadzieję, że będzie nam łatwiej niż z Bydgoszczą. Myślę, że jesteśmy na pograniczu I i II ligi, a szanse mamy bardzo duże. Czy uda się? Decydować będzie taktyka, a z Bydgoszczą ten element nie był naszą silną stroną.

Podziel się