Sport.pl

Widowisko, które rozczarowało

Jakub Lisowski
2010-03-07 , aktualizacja: 07.03.2010 18:14
A A A Drukuj
Paweł Krupa (11) tylko fragmentami zagrażał bramce AZS Fot. Cezary Aszkiełowicz / Agencja Gazeta Paweł Krupa (11) tylko fragmentami zagrażał bramce AZS
W meczu o awans do I ligi ręcznych wygrał zespół lepszy. Tylko nie ten, co miał wygrać
ZOBACZ TAKŻE
Już dawno nie było na meczu Pogoni Handball Szczecin tylu widzów. Na 20 minut przed pierwszym gwizdkiem parter był zajęty, a na trybunie wysokiej co lepsze miejsca. Kto się spóźnił - znów "walczył" z filarami, które są zmorą kibiców na hali przy Twardowskiego. W sumie spotkanie na szczycie oglądało ponad pół tysiąca widzów. Szkoda, że podopieczni Ryszarda Czyża wygraną nie przekonali ich, by częściej zaglądali na obiekt.

- Przej... - nie ukrywał po meczu złości i żalu Czyż.

Nastrój nie może dziwić. Wszyscy w obozie PH liczyli, że uda się pokonać AZS Bydgoszcz i awansować z 1. pozycji do I ligi. Szacunek dla przeciwnika był, w rozmowach przewijała się obawa przed kilkoma doświadczonymi przeciwnikami i ich warunkami fizycznymi. Może przez nerwy szczecinianie źle rozpoczęli bitwę? Pod każdym względem byli słabsi - bydgoszczanie nie grali nic nadzwyczajnego, ale konsekwentnie wypracowywali sobie pozycje rzutowe.

- Rozciągaliśmy grę, by dochodziło do pojedynków jeden na jednego z obrońcą. A takie pojedynki wygrywaliśmy, więc rzucaliśmy z czystych pozycji - mówi Dariusz Kawczyński. Najskuteczniejszy gracz AZS wrócił do gry po kontuzji specjalnie na mecz w Szczecinie i był najlepszy na parkiecie: - Korzystałem z pracy zespołu - podkreślał.

Gospodarzom nie wychodziło nic: mnożyły się błędy w obronie (słabsi fizycznie zawodnicy dawali się przepychać lub ogrywać; średnio wychodziła gra z wysuniętym zawodnikiem), w kontrach (zawodnicy biegali jakby sparaliżowani - byle szybciej pozbyć się piłki) i ataku pozycyjnym. A już koszmarem były rzuty karne. Na pięć prób w pierwszej połowie - 4 pudła!

- Jeśli zawodnik nogami pokazuje, co chce zrobić i tak robi, to ja mogę jedynie wymienić rzucającego. Mieliśmy rzucać w górę, a 80 procent rzutów było w dół - zauważył Czyż.

Przewaga gości systematycznie rosła, tym bardziej że sami mało się mylili.

- Bałem się o młodszych, ale wytrzymali. Także starsi - w tym ja - grali spokojnie i konsekwentnie - podkreślał bramkarz Szymon Ligarzewski. - Karne? Czasami ma się taki dzień!

- Szymon wybijał pogoniarzom pomysł na pogoń za nami - stwierdził Andrzej Kaczorowski. Trener AZS kłaniał się swojemu bramkarzowi na kolanach, a końcówkę meczu oglądał siedząc na piętach. - Przed meczem mówiłem zawodnikom, że mamy przewagę w doświadczeniu i trzeba to wykorzystać. To nam się udało.

Druga połowa była lepsza w wykonaniu Pogoni. Na 10 minut przed końcem przewaga gości zaczęła topnieć, ale było zbyt mało czasu.

- Jesteśmy jedną nogą w I lidze - cieszył się bramkarz AZS.

Czemu tak skromnie? Przecież awans AZS praktycznie jest przesądzony.

- Dobra, pięty pozostają jeszcze w II lidze. Ale już nie odpuścimy - stwierdził Ligarzewski. - Cieszę się z tego awansu, nigdy nie wchodziłem do I ligi. Grałem spotkania o zdecydowanie większą stawkę, ale stres był ten sam.

Kwadrans przed końcem doszło do zgrzytu. Po faulu na Wojtku Szymaniaku trener Czyż nie wytrzymał. Skrytykował rywali, coś tam w mocniejszych słowach powiedział do Kaczorowskiego. Ten nie pozostał dłużny. Obaj dostali żółte kartki.

- Niech zostanie między nami, co tam zaszło. Wszystko jest w porządku - zamknął temat szkoleniowiec z Bydgoszczy.

Warto przedstawić dwa aspekty, które mogły mieć wpływ na końcowy wynik. Pierwszy - kłopoty klubu z Bydgoszczy. W ostatnich dniach wycofał się sponsor i jest niepewność jutra. - Miasto zaoferowało, że jak awansujemy, to dadzą większe pieniądze, by w I lidze powalczyć o coś więcej. Teraz czas na konkrety - wyjaśnił ambitną grę Kawczyński.

Drugie - i to już gdybanie - jak wyglądałby sobotni mecz, gdyby Paweł Biały wykorzystał swój przechwyt i trafił na 1:0. Co by było, gdyby szczecinianie rzucali na choćby przyzwoitym poziomie (4/5) z karnych? Gdyby w końcówce - sędziowie dostrzegli faul na Białym w kontrze, czy Rafał Rojek nie trafiał w poprzeczkę, bo wtedy nasi grali w przewadze i szybko odrabiali straty?

- Bydgoszcz była silniejsza, miała lepszą skuteczność, koncentrację. My byliśmy spięci, może za bardzo chłopakom zależało. Później było dużo walki, pościg, ale wszystko pod kontrolą rywali - podsumował Paweł Pawłaszek, niegrający w sobotę zawodnik PH. - Były momenty, że dobrze grał Rojek, były momenty Pawła Krupy i innych, ale nie było to w jednym czasie. Nie udało się dziś tego złożyć w całość. A drużynę dobijały te nieszczęsne karne.

Czyż: - Nie wiem, co mam mówić. Na ostatnich treningach chłopcy wyglądali bardzo dobrze, a dziś od początku nie szło. Starałem się zachować spokój, bo przecież każdy może spudłować, zrobić stratę. Tyle, że nie nadrabialiśmy tego pracą w obronie. Ktoś zauważył w szatni, że źle się ustawialiśmy, że nie zrealizowaliśmy założeń taktycznych. Może za mało było adrenaliny, choć wszyscy znali stawkę meczu?

Szczecinianie stracili szansę na bezpośredni awans do I ligi, ale to nie koniec emocji związanych z ich grą. O wyższą klasę powalczą w barażach i liczą, co podkreślali po meczu, na kibiców.

- Wyciągniemy wnioski, powalczymy w barażach o upragniony awans. Szczecin zasługuje na I ligę, a później ekstraklasę piłki ręcznej - stwierdził trener Czyż.

Pogoń Handball Szczecin - AZS Bydgoszcz 23:26 (10:17)

PH: Matkowski - Krupa 7, Rojek 6, Szymaniak 3, Suszka 2, P. Biały 2, Wolski 1, Marcinkian 1, Hofman 1, Guzek 0, R. Biały 0, Kaczyński 0.

AZS: Ligarzewski - Kawczyński 8, Królik 4, Bystram 4, Płosiński 3, Hanis 3, Knopik 2, Derdzikowski 2, Nawrocki 0, Burliński 0.

Podziel się