Już dawno nie było na meczu Pogoni Handball Szczecin tylu widzów. Na 20 minut przed pierwszym gwizdkiem parter był zajęty, a na trybunie wysokiej co lepsze miejsca. Kto się spóźnił - znów "walczył" z filarami, które są zmorą kibiców na hali przy Twardowskiego. W sumie spotkanie na szczycie oglądało ponad pół tysiąca widzów. Szkoda, że podopieczni Ryszarda Czyża wygraną nie przekonali ich, by częściej zaglądali na obiekt.
- Przej... - nie ukrywał po meczu złości i żalu Czyż.
Nastrój nie może dziwić. Wszyscy w obozie PH liczyli, że uda się pokonać AZS Bydgoszcz i awansować z 1. pozycji do I ligi. Szacunek dla przeciwnika był, w rozmowach przewijała się obawa przed kilkoma doświadczonymi przeciwnikami i ich warunkami fizycznymi. Może przez nerwy szczecinianie źle rozpoczęli bitwę? Pod każdym względem byli słabsi - bydgoszczanie nie grali nic nadzwyczajnego, ale konsekwentnie wypracowywali sobie pozycje rzutowe.
- Rozciągaliśmy grę, by dochodziło do pojedynków jeden na jednego z obrońcą. A takie pojedynki wygrywaliśmy, więc rzucaliśmy z czystych pozycji - mówi Dariusz Kawczyński. Najskuteczniejszy gracz AZS wrócił do gry po kontuzji specjalnie na mecz w Szczecinie i był najlepszy na parkiecie: - Korzystałem z pracy zespołu - podkreślał.
Gospodarzom nie wychodziło nic: mnożyły się błędy w obronie (słabsi fizycznie zawodnicy dawali się przepychać lub ogrywać; średnio wychodziła gra z wysuniętym zawodnikiem), w kontrach (zawodnicy biegali jakby sparaliżowani - byle szybciej pozbyć się piłki) i ataku pozycyjnym. A już koszmarem były rzuty karne. Na pięć prób w pierwszej połowie - 4 pudła!
- Jeśli zawodnik nogami pokazuje, co chce zrobić i tak robi, to ja mogę jedynie wymienić rzucającego. Mieliśmy rzucać w górę, a 80 procent rzutów było w dół - zauważył Czyż.
Przewaga gości systematycznie rosła, tym bardziej że sami mało się mylili.
- Bałem się o młodszych, ale wytrzymali. Także starsi - w tym ja - grali spokojnie i konsekwentnie - podkreślał bramkarz Szymon Ligarzewski. - Karne? Czasami ma się taki dzień!
- Szymon wybijał pogoniarzom pomysł na pogoń za nami - stwierdził Andrzej Kaczorowski. Trener AZS kłaniał się swojemu bramkarzowi na kolanach, a końcówkę meczu oglądał siedząc na piętach. - Przed meczem mówiłem zawodnikom, że mamy przewagę w doświadczeniu i trzeba to wykorzystać. To nam się udało.
Druga połowa była lepsza w wykonaniu Pogoni. Na 10 minut przed końcem przewaga gości zaczęła topnieć, ale było zbyt mało czasu.
- Jesteśmy jedną nogą w I lidze - cieszył się bramkarz AZS.
Czemu tak skromnie? Przecież awans AZS praktycznie jest przesądzony.
- Dobra, pięty pozostają jeszcze w II lidze. Ale już nie odpuścimy - stwierdził Ligarzewski. - Cieszę się z tego awansu, nigdy nie wchodziłem do I ligi. Grałem spotkania o zdecydowanie większą stawkę, ale stres był ten sam.
Kwadrans przed końcem doszło do zgrzytu. Po faulu na Wojtku Szymaniaku trener Czyż nie wytrzymał. Skrytykował rywali, coś tam w mocniejszych słowach powiedział do Kaczorowskiego. Ten nie pozostał dłużny. Obaj dostali żółte kartki.
- Niech zostanie między nami, co tam zaszło. Wszystko jest w porządku - zamknął temat szkoleniowiec z Bydgoszczy.
Warto przedstawić dwa aspekty, które mogły mieć wpływ na końcowy wynik. Pierwszy - kłopoty klubu z Bydgoszczy. W ostatnich dniach wycofał się sponsor i jest niepewność jutra. - Miasto zaoferowało, że jak awansujemy, to dadzą większe pieniądze, by w I lidze powalczyć o coś więcej. Teraz czas na konkrety - wyjaśnił ambitną grę Kawczyński.
Drugie - i to już gdybanie - jak wyglądałby sobotni mecz, gdyby Paweł Biały wykorzystał swój przechwyt i trafił na 1:0. Co by było, gdyby szczecinianie rzucali na choćby przyzwoitym poziomie (4/5) z karnych? Gdyby w końcówce - sędziowie dostrzegli faul na Białym w kontrze, czy Rafał Rojek nie trafiał w poprzeczkę, bo wtedy nasi grali w przewadze i szybko odrabiali straty?
- Bydgoszcz była silniejsza, miała lepszą skuteczność, koncentrację. My byliśmy spięci, może za bardzo chłopakom zależało. Później było dużo walki, pościg, ale wszystko pod kontrolą rywali - podsumował Paweł Pawłaszek, niegrający w sobotę zawodnik PH. - Były momenty, że dobrze grał Rojek, były momenty Pawła Krupy i innych, ale nie było to w jednym czasie. Nie udało się dziś tego złożyć w całość. A drużynę dobijały te nieszczęsne karne.
Czyż: - Nie wiem, co mam mówić. Na ostatnich treningach chłopcy wyglądali bardzo dobrze, a dziś od początku nie szło. Starałem się zachować spokój, bo przecież każdy może spudłować, zrobić stratę. Tyle, że nie nadrabialiśmy tego pracą w obronie. Ktoś zauważył w szatni, że źle się ustawialiśmy, że nie zrealizowaliśmy założeń taktycznych. Może za mało było adrenaliny, choć wszyscy znali stawkę meczu?
Szczecinianie stracili szansę na bezpośredni awans do I ligi, ale to nie koniec emocji związanych z ich grą. O wyższą klasę powalczą w barażach i liczą, co podkreślali po meczu, na kibiców.
- Wyciągniemy wnioski, powalczymy w barażach o upragniony awans. Szczecin zasługuje na I ligę, a później ekstraklasę piłki ręcznej - stwierdził trener Czyż.
Pogoń Handball Szczecin - AZS Bydgoszcz 23:26 (10:17)
PH: Matkowski - Krupa 7, Rojek 6, Szymaniak 3, Suszka 2, P. Biały 2, Wolski 1, Marcinkian 1, Hofman 1, Guzek 0, R. Biały 0, Kaczyński 0.
AZS: Ligarzewski - Kawczyński 8, Królik 4, Bystram 4, Płosiński 3, Hanis 3, Knopik 2, Derdzikowski 2, Nawrocki 0, Burliński 0.