26-letni Marek Suszka zdążył już zadebiutować w ekipie Pogoni Handball. W spotkaniu z Samborem w Tczewie był nawet najskuteczniejszym zawodnikiem. Uniwersalny rozgrywający przeszedł z macierzystego klubu Gwardii Koszalin, a w swojej karierze grał m.in. w Sparcie Oborniki, Nielbie Wągrowiec i VfL Fredenbeck.
Rozmowa z nowym rozgrywającym PH
Natalia Jąder: Co pana skłoniło do zmiany klubu pod koniec sezonu?
Marek Suszka: Z inicjatywą wyszła Pogoń Handball, ale decyzję podjąłem dopiero wtedy, gdy było już pewne, że Gwardia jest bezpieczna; nie musi bić się o ligowy byt, a i na awans nie ma perspektyw. W Pogoni jest inaczej - tutaj mogę się przydać w walce o promocję do I ligi, a w przypadku awansu przecierać szlaki na zapleczu elity. To fajne wyzwanie. Jest w drużynie sporo młodych zawodników, kilku doświadczonych i całość bardzo dobrze współgra. Przy wzmocnieniach są szanse, by w końcu na serio powalczyć w wyższej klasy rozgrywkowej. Cieszę się, że działacze Gwardii wiedząc, jaka jest moja sytuacja, zrozumieli moją argumentację i nie robili mi najmniejszych problemów. Chciałbym zostać w Szczecinie przez trzy sezony. Z działaczami jesteśmy w tej sprawie dogadani.
Pierwsze spotkanie i od razu 6 bramek. Na powitanie sztab szkoleniowy ustawił taktykę specjalnie pod pana?
- (śmiech ) Nie, aż tak ulgowo mnie nie potraktowano. Ogólnie z debiutu jestem zadowolony, choć trudno mi siebie oceniać. Udało mi się opanować kilka zagrywek i tyle. Mam już pewne doświadczenie, ale pomogło także to, że chłopaki grają naprawdę fajną piłę. Nie ma tu miejsca na źle rozumianą ambicję, jeśli ktoś zaliczy kilka asyst, a bramkę strzeli tylko jedną, nie ma poczucia niedosytu, bo i tak wie, że zrobił coś dla drużyny.
W jakiej roli na boisku widzi pana trener Ryszard Czyż?
- Najlepiej czuję się na lewej połówce, ale myślę, że nie będzie problemu, jeśli trener zdecyduje się mnie wystawić na środek lub prawe rozegranie. Na wszystkich tych pozycjach czuję się swobodnie, a to daje większe pole manewru. Dla mnie podstawą jest obrona, zawsze na ten element starałem się zwracać uwagę w trakcie szkolenia.
Grę w zespole będzie pan chciał połączyć z pracą ratownika medycznego?
- W Koszalinie pracowałem na oddziale intensywnej terapii i nie ukrywam, że nadal chciałabym pracować jako ratownik medyczny lub wodny. To mój zawód. Gdy grałem w Niemczech, nie praktykowałem, ale w Polsce zdecydowanie mnie do tego ciągnie. Pociąga mnie ryzyko na dyżurze, nigdy nie wiadomo, co może się zdarzyć. Biorąc pod uwagę wielką odpowiedzialność, jest to słabo opłacany zawód, a z drugiej strony w pewnym stopniu rekompensuje nam to wdzięczność ludzi, którym udaje nam się pomóc.
Sytuacja w tabeli II ligi jest klarowna. O awans walczą dwa zespoły - Pogoń Handball Szczecin i AZS Bydgoszcz. Rywale szczecinian mają kilku doświadczonych graczy, ale wydaje się, że mocniejszą kadrę ma PH. W Bydgoszczy górą byli akademicy i to 7 bramkami. Na szczęście - dla naszego zespołu - bydgoszczanie zremisowali w Koszalinie i przed sobotnim rewanżem - jedno jest pewne: kto wygra - będzie jedną nogą na zapleczu ekstraklasy. Do końca sezonu pozostanie kilka spotkań, ale rywale są słabsi. Ekipa PH Szczecin ogromnie liczy na wsparcie kibiców. Wstęp na mecz będzie wolny, emocje zapewnione. Początek o godz. 17.