Sport.pl

Marek Worach: Jestem gotów do dymisji

Rozmawiał Maciej Blaut
2010-02-25 , aktualizacja: 25.02.2010 19:51
A A A Drukuj
Marek Worach Fot. Grzegorz Celejewski/Agencja Gazeta Marek Worach
Podczas rozmów z prezydentem zadeklarowałem, że jeśli w czymś miałoby to pomóc, to w każdej chwili jestem gotów zrezygnować - mówi prezes GKS-u Katowice.
Maciej Blaut: W poniedziałek twierdził Pan, że nie może udzielać wywiadów. Co się zmieniło od tego czasu?

Marek Worach, prezes GKS-u: Pojawił się tekst w "Gazecie", na który muszę odpowiedzieć. Wcześniej chodziło mi o to, że nie powinienem udzielać wywiadów. Nie chcę informować o pewnych faktach, bo mogłyby zaszkodzić np. finansowaniu klubu przez miasto.

Jeszcze niedawno oceniał Pan, że "współpraca z Józefem J. okazała się niewypałem". To aktualne?

- Tak, podtrzymuję tę opinię.

Czy prawdą jest, jak napisała "Gazeta", że w okresie Pana prezesury KHW wypowiedział klubowi umowę sponsorską?

- Tak.

Czy prawdą jest, jak napisała "Gazeta", że w okresie Pana prezesury w klubie pojawił się komornik?

- Tak, i to wielu. Choć wcześniej byli również.

Prezesem jest Pan od czerwca i - jak sam Pan przyznał - do września nie były prowadzone rozmowy z wierzycielami.

- W tym okresie odpowiadał za to Marek Gintrowicz.

Prezes klubu też chyba za to odpowiada?

- Też.

Ilu i jakich sponsorów załatwił Pan dla GKS-u?

- Kilku drobnych. Nie pamiętam wszystkich nazw. Dodam jednak, że gdybym to ja miał być sponsorem GKS-u Katowice, tobym się na to nigdy nie zgodził. Marka GKS-u jest zszargana. Kojarzenie firmy z klubem jest dla niej żadnym interesem. Uważam, że znalezienie sponsorów dla klubu jest niemożliwe!

Mówił Pan też, że znalazł czterech inwestorów na akcje GKS-u.

- To Sabri Bekdas, firma z Katowic, firmy hiszpańska i włoska. Te dwa pierwsze już odpadły ze względu na stanowisko miasta.

Czy prawdą jest, jak napisała "Gazeta", że w okresie Pana prezesury w akcje klubu nie zainwestował żaden podmiot?

- To prawda.

Sprawa CentroPromSportu. Z jednej strony mówi Pan, że nie było żadnego terminu na złożenie przez was oferty inwestycyjnej, a z drugiej, że wasz prawnik się spóźnił. To się wyklucza.

- Żadnego terminu nie było.

Czyli wiceprezes CentroPromSportu Tomasz Karczewski kłamał, zarzucając wam spóźnienie?

- Mija się z prawdą. Nie było ustalonej konkretnej daty.

To skąd słowa o spóźnieniu waszego prawnika?

- Chodziło o ustalenia między nami, a nie między mną a firmą CentroPromSport.

Twierdzi Pan, że klubu nie stać na dyrektora sportowego. A GKS stać na to, żeby go nie mieć?

- Nie. W normalnie funkcjonującym klubie powinien być dyrektor, ale GKS nie funkcjonuje normalnie.

Czy prawdą jest, jak napisała "Gazeta", że w okresie Pana prezesury w klubie nie ma dyrektora sportowego.

- Nie ma go.

Czy prawdą jest, jak napisała "Gazeta", że w okresie Pana prezesury z klubu odszedł trener Adam Nawałka?

- Tak. Skończył mu się kontrakt.

A Pan nie zdołał go przedłużyć.

- Tak.

Czy prawdą jest, jak napisała "Gazeta", że w okresie Pana prezesury z GKS-u odeszło pięciu ważnych piłkarzy?

- Tak.

Kiedy doszedł Pan do porozumienia z Bekdasem?

- W listopadzie.

Dlaczego do lutego nie potrafiliście ustalić, jakie zdanie ma w tej sprawie prezydent Katowic?

- My nie byliśmy w stanie się tego dowiedzieć. Z prezydentem próbowała się skontaktować kancelaria Bekdasa. To było po ich stronie. Kancelaria twierdziła jednak, że nie ma pełnomocnictw, a Bekdas wyjechał na miesiąc. Nie było go od połowy grudnia.

Gdyby nie wywiad Uszoka dla "Gazety", czekalibyście do dzisiaj na stanowisko prezydenta?

- Straty czasu nie było, bo cały czas szukaliśmy także innego inwestora. Wskazaliśmy przecież jeszcze jedną firmę.

Czy to prawda, że klub nie dostał w tym roku dotacji na młodzież?

- Nie dostał, bo ma zaległości. Ale może jeszcze dostaniemy.

Sprawa zjazdu PZPN-u. Twierdzi Pan, że walne nie pomogło Panu zostać delegatem. A był Pan w czasie obrad zjazdu w Warszawie?

- ...

Spółka akcyjna GKS-u. Według Pana deklaracji miała być powołana do końca poprzedniego roku.

- Nie było pieniędzy na kapitał założycielski. Udało się go zebrać dopiero na początku stycznia.

Prawdą jest teza "Gazety", że przekazanie zespołu ze stowarzyszenia do spółki tej zimy może zakończyć się fiaskiem?

- Nie wiadomo jeszcze, ale będzie to trudne.

Czy dla GKS-u pracuje Pan społecznie?

- Nie. Pobieram pensję, ale z sześciomiesięcznym opóźnieniem. Dodam, że pensja jest stosunkowo niska w porównaniu z problemami, z jakimi muszę się borykać.

Czy jeśli pojawi się firma gotowa przejąć GKS, to Pan bez problemu odda fotel prezesa?

- W piątek podczas rozmów z prezydentem zadeklarowałem, że jeśli w czymś miałoby to pomóc, to w każdej chwili jestem gotów zrezygnować.

A sam zamierza Pan odejść w najbliższym czasie?

- Tak. Nie zamierzam być tu wiecznie.

Podziel się