W Słupsku było gorąco. Już przed meczem z głośników popłynęło "Requiem dla snu", a w czasie spotkania ani na moment nie zabrakło głośnego dopingu (choć momentami był on niekulturalny, np. kiedy kibice Czarnych krzyczeli: "Arka Gdynia, kur.., świnia"). Emocje były też oczywiście na parkiecie (trenerzy Igors Miglinieks i Tomas Pacesas niemal non stop wbiegali na boisko), gdzie Prokom długo się męczył.
Kiedy w pierwszej kwarcie pierwszych 12 pkt dla drużyny mistrza Polski zdobył Qyntel Woods, wydawało się, że z tak grającym Amerykaninem Prokom nie może mieć w Słupsku żadnych kłopotów. A jednak. Woods grał już potem słabiutko, w drugiej połowie pojawił się na boisku zaledwie na niecałe pięć minut, a Czarni ambitnie walczyli.
Prokom stracił kontrolę nad meczem w połowie drugiej kwarty. To wtedy pogubili się rezerwowi z Gdyni, sytuacji nie poprawiły też zmiany i wejście kluczowych graczy. Czarni odrobili straty dzięki licznym rzutom wolnym, akcjom Dalibora Djapy i przede wszystkim Marcina Sroki. W ostatniej akcji drugiej kwarty Sroka oddał świetny rzut za trzy, a kiedy trójką rozpoczął też trzecią część meczu, Czarni wyszli na prowadzenie 44:42. W Prokomie z boiska zszedł wtedy Woods, źle grał też David Logan (choć miał osiem asyst). Amerykanin trafił w całym meczu tylko 3 z 11 rzutów (0/6 za trzy), spudłował nawet w sytuacji sam na sam z koszem! Pacesas długo szukał lidera, aż w końcu go znalazł. Został nim niespodziewanie Seweryn, były koszykarz drużyny ze Słupska. To on trafił trzy trójki w trzeciej kwarcie, a w ostatniej części miał dwie ważne zbiórki. Prokom do znudzenia grał akcje, w których Seweryn dostawał piłkę w rogu boiska i trafiał za trzy. A Logan, nawet kiedy miał dobrą pozycję do rzutu, oddawał piłkę do Seweryna.
Czarni nie mogli sprawić niespodzianki, bo mieli zbyt dużą dziurę pod koszem. Walkę o zbiórki przegrali aż 23:46, dzięki 15 zbiórkom w ataku Prokom miał mnóstwo ponowień akcji. I często zdobywał z nich punkty. Gra pod koszami okazała się decydująca także w czwartej kwarcie, kiedy po niecelnych rzutach skutecznymi dobitkami (i to wsadami) popisywali się Ronnie Burrell czy Pape Sow. W Prokomie przestał trafiać Sroka (bez punktów w ostatniej części), chaotycznie grał były rozgrywający Prokomu Tyron Brazelton. A mistrz Polski dzięki rozsądniejszej i spokojniejszej grze kontrolował grę w ostatnich pięciu minutach.
W Czarnych zabrakło ognia pod koszem, m.in. kontuzjowanego Chrisa Danielsa, który poleciał do USA leczyć chore plecy. W drugiej kwarcie podkoszowym Prokomu potrafił się jeszcze postawić Djapa, który ogrywał słabszego fizycznie Sowa, ale za chwilę wszedł Adam Hrycaniuk i dobra gra Djapy się skończyła. Udało nam się jednak ustalić, że zaraz po wyleczeniu pleców Daniels wróci do Słupska, do Czarnych dołączy też nowy zawodnik podkoszowy z przeszłością w Eurolidze.
| Energa Czarni Słupsk | 68 |
| Asseco Prokom Gdynia | 79 |
Kwarty: 14:23, 27:19, 19:20, 8:17.
Czarni: Sroka 18 (3), Brazelton 12, Clark 6 (1), Harris 4 (1), Przybyszewski 0 oraz Cesnauskis 12 (2), Djapa 10 (1), Żurawski 6, Sulowski 0.
Prokom: Woods 17 (3), Sow 9, Logan 8, Harrington 2, Szczotka 0 oraz Seweryn 11 (3), Burrell 11, Hrycaniuk 8, Jagla 7 (1), Ewing 6, Kostrzewski 0.
DLA GAZETY Tomas Pacesas - trener Prokomu Zagraliśmy dobre spotkanie, choć nie wiem, dlaczego w trzeciej kwarcie nie trafialiśmy spod kosza. Cała hala czarowała, żeby kolejne rzuty nam nie wpadały i im się udało. Nie byliśmy w najlepszej dyspozycji rzutowej, ale cieszy mnie, że znów mieliśmy dużo asyst - w poprzednim meczu w Oldenburgu 17, w Słupsku - 18. No i wyraźnie wygraliśmy zbiórkę. W drugiej połowie mniej grał Woods, bo w dobrej dyspozycji był Seweryn i musiałem to wykorzystać. Poza tym chcę, aby młodsi zawodnicy też nauczyli się grać pod presją, w trudnych meczach. Sezon jest długi, każdy musi grać, każdy musi też czasem odpocząć. Jeśli chodzi o pojedynek rozgrywających, to zmusiliśmy Brazeltona do niewygodnych rzutów. Taki był nasz plan i Amerykanin dał się sprowokować. Harrington natomiast po raz kolejny dobrze zagrał w obronie. W Oldenburgu dobrze krył Fostera, w Słupsku Brazeltona.
Igors Miglinieks - trener Czarnych Solidnie przygotowywaliśmy się do tego meczu. Chcieliśmy go wygrać, nie patrzyliśmy, że naszym rywalem jest Prokom. Szkoda, że pod koszem zabrakło Danielsa, bo z nim na pewno nie przegralibyśmy tak wyraźnie walki pod tablicami. To jest teraz nasz największy problem.
Wojciech Żurawski - skrzydłowy Czarnych Długo potrafiliśmy się postawić, walczyliśmy do połowy ostatniej części. W końcu jednak pękliśmy. Kluczowa była gra na tablicach. Prokom miał wyższy skład i silniejszych graczy podkoszowych.
not. gesi