Do 22 listopada kluby, które nie dostały licencji, mają prawo do odwołania. I Włókniarz, i Atlas Wrocław takie odwołania złożą. Bądźmy szczerzy - Włókniarz nie przedstawi w nim argumentów, które bezwzględnie wyjaśniałyby trzydniowe spóźnienie w spłacie należności zawodnikom i sprawiły, że prezydium będzie mogło bez kontrowersji przyznać licencję. Nie przedstawi - bo takich argumentów nie ma - termin został przekroczony i tyle.
Pocieszamy się jednak, że oprócz przepisów jest jeszcze zdrowy rozsądek. Bo w tym przypadku kara byłaby niewspółmierna do winy. To, że Włókniarz przelał pieniądze na konta zawodników o kilkadziesiąt godzin później niż powinien, nie miało i nie ma żadnego negatywnego wpływu na zawodników, ligę czy inne kluby. Prezydium powinno wziąć to pod uwagę.
Poza tym byłaby to kara nie tylko dla Włókniarza, byłoby to podcinanie cienkiej gałęzi na której "wisi" cały polski żużel. Klubów w kraju mamy niewiele, a jest wielce prawdopodobne, że nieprzyznanie licencji oznaczałoby w przypadku Włókniarza nie degradację do I ligi, a... zaprzestanie działalności. Nie wiadomo też, czy na starty w I lidze byliby chętni we Wrocławiu.
Dlaczego? Wbrew opiniom kibiców, które można przeczytać na żużlowych forach, nie jest tak, że po spadku do I ligi można by przez dwa-trzy lata podreperować klubową kasę, oszczędzając na ponowną budowę silnego zespołu na miarę ekstraligi. I liga to wbrew pozorom wcale nie mniejsze obciążenie finansowe niż ekstraliga. Globalne wydatki, jakie ponoszą kluby są tu mniejsze niż w najwyższej klasie rozgrywkowej, ale trzeba sobie zdać sprawę, że znacząco mniejsze są także wpływy. Trudniej tu o sponsorów (z wiadomych przyczyn), poza tym sam fakt karnej degradacji na pewno popsułby wizerunek Włókniarza (już nieprzyznanie licencji w pierwszej instancji narobiło sporo złego) i zniechęcił nowych sponsorów do inwestowania w klub. Spadłyby zapewne także wpływy z biletów. Bo pamiętajmy, że I liga to mecze np. ze Startem Gniezno, GKM-em Grudziądz czy PSŻ-etem Poznań. Nic tym klubom nie ujmując, nie przyciągną one na trybuny kilkunastu tysięcy widzów. Niewielu także zapłaciłoby za bilet na takie spotkanie 25 czy 30 złotych. A chcąc zbudować drużynę, która liczyłaby się w walce o czołowe miejsca w I lidze, trzeba by wyłożyć spore kwoty. Wystarczy powiedzieć, że w zakończonym sezonie RKM Rybnik wydał 2 mln 700 tysięcy złotych, a ma jeszcze 500 tysięcy zaległości. A mowa o zespole, który zajął szóste miejsce (wśród ośmiu) i nawet jak na ten szczebel rozgrywek nie miał w składzie drogich gwiazd. Starty w I lidze to więc kiepski biznes. Jaki wniosek? W obecnej sytuacji Włókniarza ratuje tylko ekstraliga. Perspektywy na zbudowanie silnej drużyny są co prawda mizerne, ale jest przynajmniej sporo czasu na znalezienie wyjścia z trudnej sytuacji. A nawet gdyby się nie udało i Włókniarz spadł z ekstraligi, to jednak byłoby to zupełnie co innego niż karna degradacja.
Kiedy zapadnie decyzja w sprawie licencji? Prawdopodobnie w przyszłym tygodniu czyli po 23 listopada. Ostateczny termin to 5 grudnia, ale z punktu widzenia interesów Włókniarza - im szybciej, tym lepiej.