Mimo że przegrały dwa mecze nie zdobywając w nich nawet seta, to ich gra może napawać optymizmem. Zważywszy szczególnie na to, że zespół białostockich siatkarek miał kompletnie rozbite przygotowania do sezonu i w zasadzie teraz wykonuje pracę, którą inne drużyny już dawno mają za sobą
Zamieszanie z trenerem, kontuzje, brak sparingów - to główne bolączki, z którymi ekipa Pronaru Zeto Astwa AZS borykała się w trakcie przygotowań do nowego sezonu w ekstraklasie. Dlatego też można było się spodziewać, że białostoczanki rozpoczną rozgrywki od porażek. Tym bardziej że na początku sezonu zmierzyły się odpowiednio z czwartą (Centrostal Bydgoszcz) oraz piątą (MKS Dąbrowa Górnicza) ekipą z poprzednich rozgrywek. Co więcej w pierwszym spotkaniu, porażka 0:3, nasz zespół z powodów kontuzji zagrał bez rozgrywającej.
W piątek białostoczanki poniosły kolejną porażkę w trzech setach. Jednak momentami prezentowały się bardzo dobrze. W starciu we własnej sali z MKS-em powinny zdobyć chociaż punkt, a co najmniej wygrać jednego seta. W pierwszej odsłonie tego pojedynku gospodynie prowadziły już bowiem 21:15. W trzeciej partii z kolei 20:16. Niestety żadnego z tych setów nie rozstrzygnęły na swoją korzyść. W decydujących momentach w ekipie białostoczanek szwankowało przyjęcie. Ponadto niezbyt pewnie w ataku spisywała się Małgorzata Cieśla, czy też powracająca do gry po kontuzji Katarzyna Wysocka. Na wyróżnienie za to zasługuje Ilona Gierak. Przyjmująca, która w poprzednim sezonie stała zazwyczaj w kwadracie dla rezerwowych, była najlepiej punktującą z białostoczanek (zdobyła 13 pkt). Starała się atakować nawet z trudnych piłek i to do niej najczęściej rozgrywała akcje Magdalena Godos. Białostocka rozgrywająca zagrała w piątek po raz pierwszy po kontuzji i pokazała, jak dużo będzie znaczyć dla zespołu.
- A trzeba zaznaczyć, że Magda nie grała jeszcze na sto procent swych możliwości. Poza tym my teraz jesteśmy na innym etapie niż rywalki. Takich spotkań jak to z zespołem z Dąbrowy Górniczej powinniśmy sporo rozegrać przed startem ligi, a tego zabrakło - stwierdza trener białostoczanek Wiesław Czaja.