Porażki w Bydgoszczy należało się spodziewać. Zespół Pronaru Zeto Astwy AZS Białystok miał kompletnie rozbite przygotowania do nowego sezonu w ekstraklasie. Drużyna przeszła kadrową rewolucję, było zamieszanie z trenerami, ale przede wszystkim gros siatkarek zmagało się z urazami. W Bydgoszczy trener Wiesław Czaja nie mógł skorzystać w obu rozgrywających (Godos oraz Eleny Bernatowicz). Dlatego też za grę białostockiej drużyny odpowiadała rezerwowa libero Paulina Gajewska.
- Paulina starała się jak mogła i dzięki niej nie mieliśmy całkowitej dziury w drużynie - ocenia trener Czaja. - Ale cudem byłoby, gdybyśmy w Bydgoszczy zdobyli punkt czy wygrali seta.
Mimo problemów kadrowych białostoczanki mogły pokusić się o zwycięstwo w drugiej partii. Po przegranej w pierwszym secie (14:25) w kolejnej odsłonie nasz zespół toczył wyrównaną walkę z rywalkami. Ostatecznie przegrał 25:27.
- Dziewczyny zaczęły grać odważniej i praktycznie przez cały set prowadziliśmy. W końcówce było jednak parę nieporozumień między rozgrywającą a atakującymi - tłumaczy Czaja. - W trzecim secie przegraliśmy natomiast wysoko [9:25 - red.], co było konsekwencją porażki w drugiej partii. Zespół znajduje się obecnie w takiej sytuacji, że trudno cokolwiek więcej od niego oczekiwać. Jakby wypuścić na boisko reprezentację Polski w piłce nożnej bez bramkarza albo wystawić na tej pozycji zawodnika z pola to też trudno byłoby liczyć na dobry wynik, a my właśnie jesteśmy w takiej sytuacji.
Kolejne spotkanie w ekstraklasie białostoczanki rozegrają już w piątek. Podejmą wówczas we własnej sali MKS Dąbrowę Górniczą. Być może w tym starciu sytuacja kadrowa białostockiego zespołu będzie zdecydowanie lepsza. Do dyspozycji szkoleniowca może być nominalna druga rozgrywające Elena Bernatowicz, która ostatnio miała rękę w gipsie. Przede wszystkim jednak niewykluczone, że zagra Godos. Z przejściem tej zawodniczki do Białegostoku związane były duże nadzieje. Niestety okazało się, że ma ona problem ze ścięgnem Achillesa i musi poddać się zabiegowi. Ostatnio jednak Godos trenuje bardziej intensywnie i być może już w piątek pokieruje grą drużyny.
- Na razie ciężko ostatecznie odpowiedzieć na pytanie, kto w piątek zagra na rozegraniu w naszym zespole. Wszystko może zmienić się w dzień bądź dwa - mówi Czaja. - Rozmawiałem z Magdą, która ma jednak na razie pewne opory, czuje jeszcze ból i jest jakaś blokada psychiczna. Dlatego jak będzie trzeba to poczekamy dłużej na jej powrót do gry. Ponieważ nie ma sensu, żeby teraz grała na 50 procent. Sezon nie trwa dwa tygodnie i lepiej spokojnie poczekać niż potem czegoś żałować.
- Bardzo chciałabym już zagrać, ale niczego nie można przesądzać - stwierdza Godos. - W poprzednim tygodniu trenowałam już z zespołem, ale podczas zajęć byłam ustawiana w drugiej linii, gdzie nie musiałam za dużo biegać oraz skakać. Teraz spróbuję już trenować normalnie i zobaczymy, jak to będzie wszystko wyglądać. Cały czas jednak odczuwam ból, chociaż oczywiście jest lepiej niż było.
Na pewno w meczu z ekipą z Dąbrowy Górniczej, a najprawdopodobniej w żadnym innym w składzie białostockiej drużyny nie zagra Maja Batina. Atakująca od razu po zwolnieniu trenera Albina Mojsy, który sprowadził ją do Białegostoku, zapowiadała, że odejdzie z drużyny i teraz wyjechała do Chorwacji. Tym samym w zespole została tylko jednak atakująca Małgorzata Cieśla.
- W drużynie powinny być dwie atakujące i będę przekonywał działaczy o sprowadzeniu kogoś - mówi Czaja. - Na razie z atakujących mamy tylko Cieślę, która w Bydgoszczy nie zagrała najlepiej. Może to być oczywiście skutek nie najlepszego rozegrania przez Gajewską, ale na dłuższą metę na pewno nie da się grać z jedną atakującą.
- W zasadzie liga się zaczęła, a my jesteśmy można powiedzieć w trakcie okresu przygotowawczego - twierdzi Godos. - Dziewczynom brakuje kondycji, zgrania, w meczu w Bydgoszczy było widać, że jesteśmy daleko w tyle za innymi drużynami z ekstraklasy. Mamy jednak wszystkie świadomość, że przed nami dużo pracy, a trener na pewno wszystko odpowiednio poukłada.