Sport.pl

Podbeskidzie przed historyczną szansą

Piotr Płatek
2009-06-04 , aktualizacja: 04.06.2009 17:23
A A A Drukuj
Bilety już wyprzedane. W piątek mecz sezonu w Bielsku-Białej. Trzy punkty zapewnią Podbeskidziu upragniony baraż o ekstraklasę.
ZOBACZ TAKŻE
W ostatnim meczu poprzedniego sezonu Podbeskidzie wygrało u siebie ze Zniczem Pruszków i pozbawiło rywali niemal pewnego awansu do ekstraklasy. Dziś wielki rewanż. Znowu w ostatniej kolejce, znowu w Bielsku, znowu Podbeskidzie kontra Znicz. Tym razem stawka jest wielka dla obu zespołów. Podbeskidzie w razie zwycięstwa będzie pewne gry w barażu o ekstraklasę, Zniczowi trzy punkty mogą też przynieść sukces. - Tamten mecz wszyscy mamy w pamięci. Gol z karnego Martina Matusza pozbawił Znicz ekstraklasy. A teraz znowu gramy z nimi. Życie przynosi takie rewelacje, że aż trudno uwierzyć - wzdycha Marcin Brosz, trener Podbeskidzia.

Jeszcze pod koniec kwietnia Znicz był liderem tabeli, miał aż 6 punktów przewagi nad Podbeskidziem. Wtedy na futbolowy Pruszków zwalił się prawdziwy kataklizm, drużyna w sześciu kolejnych meczach zanotowała pięć porażek i remis! Zwolniony został trener Dariusz Kubicki, na jego miejsce zatrudniono Krzysztofa Chrobaka. Pojawiły się plotki, że Znicz nie myśli o awansie, że ewentualna ekstraklasa przerosłaby możliwości niewielkiego klubu. - To nieprawda. Oni bardzo chcą awansować! Jeździ pan starym gruchotem, a jest okazja przesiąść się do limuzyny. Kto by nie chciał? Dla tych chłopaków to wielka szansa na życiowy awans - przekonuje Jacek Grembocki, który był trenerem Znicza i doskonale pamięta porażkę sprzed roku.

- Karny był, bo nasz zawodnik przypadkowo dotknął piłkę ręką. Brakło nam wtedy szczęścia, sam na sam był Robert Lewandowski, a w doliczonym czasie gry znakomitą okazję zmarnował Igor Lewczuk. Ale jestem przekonany, że tym razem Znicz w Bielsku wygra. Wie pan dlaczego? Bo nic w życiu dwa razy się nie zdarza - podkreśla Grembocki, który niedawno wprowadził do europejskich pucharów Polonię Warszawa.

Znicz wie jak wygrywać na wyjazdach. Drużyna z Pruszkowa w całej pierwszej lidze ma najlepszy bilans na obcych boiskach, wygrała na wyjazdach aż 8 razy. - Karty są wciąż w naszych rękach. Jeśli wygramy, wtedy bez oglądania się na przeciwników awansujemy do barażu - przekonuje Jerzy Wolas, prezes Podbeskidzia.

Trener Brosz zwykle jest ostrożny w przedmeczowych opiniach. Tym razem jednak nawet młody szkoleniowiec zapowiada wielką walkę. - Za daleko zaszliśmy, by teraz zatrzymywać się w połowie drogi. Chcemy ten sezon zakończyć sukcesem - mówi Brosz, który będzie miał do dyspozycji wszystkich zawodników. Kontuzjowany wcześniej Clemence Matawu trenuje normalnie, Słowak Martin Matus, który utykał po ostatnich derbach z GKS-em Katowice, jest już w pełni sił. Do zajęć po operacji barku wrócił nawet Jarosław Białek. Ten ostatni jednak na boiska wróci zapewne w nowym sezonie.

W ekipie Podbeskidzia wiele będzie zależało od dyspozycji Rafała Jarosza. Doświadczony pomocnik, który ma za sobą ponad 150 meczów w ekstraklasie, swoimi podaniami otwiera drogę do bramek dla bielskich napastników. - Oni pamiętają mecz sprzed roku, ale i my też pamiętamy. Będzie ciekawie. Nastroje są bojowe. Przed nami najważniejszy mecz sezonu i liczę na trzy punkty - zapewnia Jarosz. Czy presja nie sparaliżuje górali? - Presja to nieodłączna część naszego zawodu. Adrenalina musi być - zapewnia pomocnik, który przed laty grał w ekstraklasie w barwach klubów z Zabrza, Wodzisławia i Radzionkowa.

Okrojone z powodu przebudowy trybuny stadionu przy ulicy Rychlińskiego wypełnią trzy tysiące widzów. Mecz będzie transmitowany przez TVP Sport. Początek godzina 17.30.

Podziel się