Przed WDŚ wspomnijmy bohaterów jednych derbów

Wojciech Todur, Marcin Fejkiel
2009-02-24 , aktualizacja: 24.02.2009 21:52
A A A Drukuj
Włodzimierz Siudek jako piłkarz Ruchu ćwierć wieku temu (archiwum Włodzimierza SIudka) Włodzimierz Siudek jako piłkarz Ruchu ćwierć wieku temu (archiwum Włodzimierza SIudka)
Włodzimierz Siudek nie dowierza, że chcemy z nim porozmawiać o meczu sprzed ćwierć wieku. - A ktoś mnie w Chorzowie jeszcze pamięta? - dopytuje się piłkarz, którego gole w 1983 roku zapewniły Ruchowi historyczne zwycięstwo nad Górnikiem. Bohaterem derbów, które odbyły się siedem lat później był Ryszard Kraus. Urodzony w podbeskidzkiej Bestwinie piłkarz strzelił w tamtym meczu dwie bramki, a zabrzanie zwyciężyli 3:0.
ZOBACZ TAKŻE
Wielkie Derby Śląska to nie tylko wspaniałe gry Włodziemierza Lubańskiego, Huberta Kostki, Bronisława Buli czy Eugeniusza Lercha. To także świetne mecze piłkarzy z drugiego planu, którzy akurat podczas derbów mieli swój dzień.

Wiedział kiedy błysnąć

Do historii rywalizacji Ruchu z Górnikiem na zawsze przeszedł Włodzimierz Siudek. Na Cichej pojawił się latem 1983. Na transfer 26-letniego napastnika z Warszawy uparł się nieżyjący już prezes Zbigniew Noras. Siudek miał w nogach świetny sezon, był najlepszym strzelcem drugoligowej Polonii Warszawa. - Kończyłem właśnie studia na Politechnice i zastanawiałem się, co ze sobą począć. I jak to bywa, problem rozwiązał się sam. Rudolf Kapera, ówczesny trener Polonii porozumiał się z prezesem Norasem. Na początku nie byłem przekonany do przeprowadzki, ale Ślązacy skusili mnie mieszkaniem - opowiada Siudek, który był pierwszym piłkarzem z tytułem magistra inżyniera w historii chorzowskiego klubu. Według "Piłki Nożnej" Siudek kosztował Ruch 2,8 mln zł. Dla porównania, w tym samym czasie Widzew zapłacił Gwardii Warszawa sensacyjne 21 mln za Dariusza Dziekanowskiego.

Niebiescy rozpoczęli sezon 6. sierpnia wyjazdowym spotkaniem z Górnikiem. Na Cichej było trudno o optymizm. Jak dotąd Ruch jeszcze nigdy w Zabrzu nie wygrał, gdy stawką były ligowe punkty. - Straszono nas, że będzie jak zwykle. Ja miałem podwójną tremę - bo to nie dość, ze mój debiut, to jeszcze z takim rywalem! Gdy wyszedłem na rozgrzewkę i usłyszałem ryk tych kilkudziesięciu tysięcy kibiców, nogi się pode mną ugięły - mówi. Siudek wspomina, że to Górnik dyktował warunki gry. - Spotkanie było bardzo zacięte, ale przewagę mieli jednak zabrzanie - dodaje.

Cóż jednak z tego, skoro już w 2. minucie Siudek trafił po raz pierwszy. - Akcję przeprowadził Mirek Bąk. Kropnął mocno, a Eugeniusz Cebrat zdołał tylko odbić piłkę. Miał pecha, bo piłka potoczyła się prosto pod moje nogi. Dobitka była formalnością - opowiada.

Piłkarze z Zabrza wyrównali za sprawą Joachima Klemenza, który w 61. minucie trafił z karnego. Siudek jednak nie rezygnował. - Ach, ten drugi gol! Szkoda, że nie mam go nagranego, bo był naprawdę piękny. Dostałem piłkę z 40 metrów przed bramką Górnika. Kogoś kiwnąłem i oddałem piłkę Bąkowi. Szybka klepka i już miałem za plecami Tadeusza Dolnego, stopera Górnika. To już była 83. minuta, więc ze zmęczenia pot zalewał mi oczy. Strzeliłem płasko w róg. Cebrat sparował piłkę na słupek, ale znowu miał pecha, bo ta wróciła mi przed nos. Rzuciłem się szczupakiem i trafiłem! - śmieje się Siudek. Po tym golu piłkarze Ruchu cieszyli się kilka minut. - Byliśmy koszmarnie zmęczeni. Chcieliśmy, żeby ten mecz już się skończył.

Po meczu w Zabrzu prezes Noras wypłacił chorzowskim piłkarzom ekstrapremie a Siudek zyskał szacunek kolegów. - Wcześniej co chwilę słyszałem "warszawiak to, warszawiak tamto". To na pewno nie była sielanka - podkreśla.

Zwycięstwo w Zabrzu to był tylko początek dobrej serii Ruchu i Siudka, który pomógł niebieskim wygrać też trzy następne mecze z ŁKS-em, Legią i GKS-em Katowice. - Zaświeciłem jak meteor, a potem wielka forma gdzieś odpłynęła. Wie pan, ja nie byłem wielkim piłkarzem. Takich jak ja to było na pęczki. Miałem jednak nosa i jak Wojciech Fortuna wiedziałem, kiedy błysnąć formą. Po latach przeczytałem w "Gazecie" o dziesięciu wydarzeniach, które wstrząsnęły Wielkimi Derbami Śląska - a tam słynny Włodzimierz Lubański, a obok niego... Siudek. Czy to nie piękne? - pyta.

Co ciekawe, Siudek trafił też w rewanżowym meczu z Górnikiem na Cichej (Ruch przegrał 1:2). Trenerem niebieskich był już wtedy Alojzy Łysko. Orest Lenczyk zrezygnował, gdy dowiedział się, że na zimowy obóz z zespołem pojedzie (przy aprobacie działaczy) Tadeusz Bagier, skonfliktowany z nim emerytowany redaktor naczelny "Sportu". - To było niezwykłe. Bagier wsiadł do autobusu a Lenczyk wysiadł. Potem to już nie był ten sam zespół. Na koniec sezonu zajęliśmy 7. miejsce - mówi.

Siudek nie rozgrywał już potem wielkich meczy w niebieskich barwach. Najpierw został wypożyczony do Victorii Jaworzno, potem został wymieniony na Grzegorza Kapicę i via Lech Poznań trafił do Wisły Kraków. Karierę zakończył w austriackiej drużynie SV Hoheneich. W miasteczku położonym nieopodal czeskiej granicy mieszka do dziś. Ma dom, pracuje w zakładzie elektrycznym w Gmund, gdzie nadzoruje pracę jednego z działów. - Gdy mam czas, to trenuję dzieci w miejscowym klubie - mówi.

Siudek nie wyklucza, że pojawi się na sobotnim meczu. - Na Śląskim zagrałem tylko raz w życiu! Miałem wtedy 12 lat i reprezentowałem Warszawę w turnieju dzikich drużyn o tzw. złotą piłkę. Wygraliśmy i w nagrodę pojechaliśmy na spotkanie z mistrzem Śląska. Zagraliśmy przedmecz przed spotkaniem Górnika ze słynnym Glasgow Rangers [12 listopada 1969 r. zabrzanie wygrali 3:1 w ramach Pucharu Europy Zdobywców Pucharów - przyp.red.]. Fajnie byłoby zobaczyć wypełniony po brzegi Stadion Śląski - kończy Siudek.

Dyrektor nie zdążył z interwencją

Bohaterem derbów z 11 maja 1990 r. był napastnik Górnika Zabrze Ryszard Kraus. Urodzony w podbeskidzkiej Bestwinie piłkarz strzelił w tamtym meczu dwie bramki, a zabrzanie zwyciężyli 3:0. - Czy to pamiętam?! Proszę pana, takich spotkań się nie zapomina - mówi 45-letni dziś Kraus i zaciągając się kolejnym papierosem powoli, ale precyzyjnie odtwarza z pamięci: - Pierwszą bramkę strzeliłem szczupakiem. Była wrzutka z prawej strony, prosto na moją głowę. Ładny gol... W Ruchu bronił wtedy młodziutki Piotr Lech a z interwencją nie zdążył obecny dyrektor Ruchu Mirosław Mosór. Potem strzałem lewą nogą dołożyłem drugiego gola. Na trybunach full... Niesamowite przeżycie - wzdycha Kraus, który kilka lat później, w spotkaniu inaugurującym sezon 1993/1994, ponownie trafił do chorzowskiej siatki, tyle że wówczas to Górnik poległ na Cichej 1:3. - Już w pierwszej minucie bramkarz Ruchu Ryszard Kołodziejczyk przypadkowo zderzył się z Grzegorzem Wagnerem, a ja wykorzystałem okazję i wpakowałem piłkę do pustej bramki z piętnastu metrów. Jakoś do tego Ruchu to miałem farta. A w Górniku na bramce debiutował wówczas Alek Kłak - wspomina Kraus, podkreślając ogromne zaangażowanie zawodników w dawnych derbach.

- Mam satysfakcję, że nigdy nie było żadnego układu, podkładania się, chociaż znaliśmy się doskonale. Mogę to powiedzieć z czystym sumieniem. W derbach była tylko istna rąbanka po kościach. Nie było "zmiłuj się" - przekonuje były napastnik Górnika. Na dowód tego przywołuje przykry dla niego incydent z udziałem prawoskrzydłowego Ruchu, Józefa Nowaka. - Eee, tam... Po latach mogę powiedzieć. Koleżka splunął mi prosto w twarz - zdradza Kraus, który z chorzowskich piłkarzy ma respekt dla obecnego trenera Piasta Gliwice Dariusza Fornalaka.

- Na boisku to był baaardzo nieprzyjemny gość. Nie grał złośliwie, ale twardo jak diabli. Poza murawą - fajny kumpel - twierdzi Kraus. Po chwili dorzuca: - Ale jak człowiek był formie, to nie zważał na żadnego rywala.

A Kraus miał swoje dni chwały. Cztery razy zagrał w kadrze, w sezonie 1990/1991 marzył nawet o koronie króla strzelców. Na siedem kolejek przed końcem sezonu tę szansę odebrał mu bramkarz Stali Mielec, Piotr Wojdyga. - Pierwsza minuta meczu, no i mogłem zapomnieć o tytule. Czysty przypadek, ale piszczel mi poszła. W klasyfikacji strzelców wyprzedzili mnie Tomasz Dziubiński i Mirosław Waligóra - przypomina Kraus. Odsłaniając nogawkę spodni, dotyka kość palcami: - Ooo, tu zostało nawet takie zgrubienie. 15 centymetrów nad kostką - wskazuje.

Z trenerów Górnika Kraus najlepiej wspomina Jana Kowalskiego, który postawił na niego po odejściu nieprzychylnego mu Zdzisława Podedwornego. - Z Podedwornym po latach żeśmy sobie wyjaśnili pewne sprawy. Okazało się, że to był jego odruch obronny. Sprowadzeni przez niego zawodnicy nie grali [Kraus przywędrował do Zabrza z GKS - Jastrzębie - przyp. red.], a on, żeby ocalić swoją posadę, musiał nas odstawić. Tak uczciwie mówiąc, to ja też wtedy grałem kiepsko. Wie pan, to jest tak, jak przy rozwodzie: wina nigdy nie leży tylko po jednej stronie - przyznaje z perspektywy czasu Kraus.

Obecnie pracuje fizycznie w 10-osobowej firmie budowlanej. - Niektórzy ludzie widząc mnie na rusztowaniu trochę się dziwią. "Pan, taki wielki piłkarz, a teraz pracownik fizyczny" - mówią. A co w tym dziwnego? Ja się tego nie wstydzę. Widocznie tak musiało być, choć ciężko było mi się przestawić w nowych czasach - odpowiada. - Uważam jednak, że jeśli mnie gdzieś nie chcą, to ja się na siłę nie pcham. Nie będę nikogo po rękach całował, żeby mnie zrobił asystentem w jakimś klubie - przekonuje Kraus.

Ostatnim klubem, w którym pracował był LKS Bestwina (1997 r.). - Po pół roku miałem dość. Nie godziłem się na to, aby tapicer [prezes klubu - przyp. red.] ustalał mi skład - mówi krótko.

Co sądzi o dzisiejszym Górniku? - Nie znam osobiście żadnego z zawodników. Ostatnimi, z którymi wspólnie grałem byli Brzęczek i Hajto. Sportowo może i dobrze się stało, że obaj odeszli, ale jeśli idzie o osobowości oraz umiejętność mobilizacji kolegów, już niekoniecznie - twierdzi. - Ale idzie ku lepszemu. Górnik nie powinien się pałętać po ligowych ogonach. Kasperczak? Hmmm... Tak to sobie poustawiał, że jest w klubie bogiem. Każdy sposób jest dobry, jeśli przynosi efekty. Życzę mu jak najlepiej. Trzeba dać mu czas - przekonuje Kraus.

Kto jego zdaniem wygra sobotnie derby? Jakbym miał obstawiać w totalizatorze, to dałbym pewniaka na Górnika. Po pierwsze dlatego, że ten klub wciąż leży mi na sercu, a po drugie ze względu na lepszy od Ruchu skład. Nowi gracze powinni decydować o obliczu Górnika - wierzy Kraus. W sobotę na Stadionie Śląskim na pewno go jednak nie będzie.



Podziel się