Stracone punkty ŁKS

Skazywani na porażkę piłkarze ŁKS prowadzili w Wodzisławiu aż do 88. minuty dwiema bramkami. Ale w ciągu 100 sekund stracili dwa cenne punkty
Wynik z rewelacją rundy wiosennej poprzedniego sezonu na pewno ełkaesiakom ujmy nie przynosi, ale zamiast cieszyć się z punktu, wszyscy sympatycy łódzkiego zespołu zastanawiają się, jak to się stało, że drużyna nie zdołała utrzymać prowadzenia. - Niektórym zawodnikom po prostu zabrakło doświadczenia. Dlatego podarowaliśmy punkt Odrze - tłumaczył trener Wojciech Borecki.

Łódzki szkoleniowiec przed meczem z Odrą wybrał wariant z piątką pomocników i jednym napastnikiem. Borecki wystawił w podstawowym składzie aż czterech debiutantów - Adriana Woźniczkę, Łukasza Trałkę, Jacka Dąbrowskiego i Mieczysława Sikorę. W drugiej połowie szansę na pierwszy występ w ŁKS dostał też Marcin Klatt.

Rok temu ŁKS pokonał Odrę 2:1 i było to pierwsze zwycięstwo łodzian w Wodzisławiu od dziewięciu lat. - Teraz także wygramy - zapewniał przed sobotnim meczem Łukasz Madej, który w tamtym spotkaniu pokonał Krzysztofa Pilarza. I już w dziewiątej minucie skopiował swój wyczyn. Akcję rozpoczął Woźniczka, który podał do Roberta Szczota, a ten bez problemów poradził sobie z Dariuszem Dudkiem i zagrał do Madeja, który technicznym uderzeniem nie dał szans Pilarzowi. Piłka po drodze odbiła się jeszcze od Grzegorza Jakosza, co dodatkowo zaskoczyło bramkarza Odry.

Odra łatwo odzyskała inicjatywę. Miała ułatwione zadanie, bo Dąbrowski miał wiele strat i nie potrafił pokierować grą zespołu. Słabo rozpoczął Woźniczka, ale po kilku wygranych pojedynkach z Damianem Sewerynem i Janem Wosiem uwierzył we własne siły. Mało skoncentrowany był za to Bogusław Wyparło, który w 11. min po strzale Marcina Nowackiego wybił piłkę przed siebie. Dobiegł do niej Arkadiusz Aleksander i skierował do siatki. Sędzia nie uznał gola, bo dopatrzył się pozycji spalonej napastnika gospodarzy. W 27. min piłka po raz drugi wpadła do łódzkiej bramki, ale i tym razem sędzia nie wskazał na środek boiska, bo Jakub Grzegorzewski był na spalonym.

W ŁKS zaskoczeniem była postawa Trałki występującego na pozycji defensywnego pomocnika. Poprawnie zagrał też Robert Łakomy, który opiekował się Wosiem. Kapitan Odry pokazał niewiele i po kilkunastu minutach uciekł na drugą stronę boiska. Szkoda tylko, że Łakomy za mało atakował.

Goście starali się zagrozić Pilarzowi szybkimi kontrami. W 26. min Madej idealnie wypuścił w pole karne Sikorę, ale ten strzelił niecelnie. Później indywidualne próby Ensara Arifovicia kończone były niecelnymi lub zbyt słabymi uderzeniami.

Po zmianie stron lepszy był ŁKS, który między 48. a 58. minutą powinien zdobyć trzy gole. Najpierw po lobie Arifovicia Sikora nie trafił w piłkę, stojąc przed pustą bramką. Po chwili Madej zamiast zagrać do będącego w lepszej pozycji Bośniaka, zdecydował się na uderzenie, lecz piłka trafiła tylko w boczną siatkę. Następnie po solowej akcji Sikora popisał się mocnym uderzeniem, po którym Pilarz musiał ratować się wybiciem piłki poza boisko. Dopiero czwarta próba przyniosła sukces. Rozgrywający doskonałe spotkanie Madej zagrał do Szczota, a ten po drodze ograł Bartosza Hinca i ze stoickim spokojem posłał piłkę między nogami bramkarza Odry do siatki. Dla Szczota był to debiutancki gol w ekstraklasie, zdobyty po pierwszym występie w podstawowym składzie.

Wydawało się, że dobrze grający łodzianie pójdą za ciosem i rozbiją Odrę. Było wręcz przeciwnie. Gospodarze rzucili się do odrabiania strat, a trener Borecki próbował ratować sytuację zmianami. Bardzo aktywnego Arifovicia zastąpił Klatt, a zmęczonego Sikorę (- Nie miałem już sił - tłumaczył) - Michał Łochowski. Jak się okazało, obie zmiany okazały się fatalne w skutkach. Gra ŁKS się nie poprawiła, nadal Odra rozpędzała się z każdą minutą. - Chyba zbyt wcześnie zaczęliśmy bronić wyniku - zastanawiał się Arifović, który nie ukrywał zaskoczenia, że został zmieniony. A forma jego zastępcy pozostawia wiele do życzenia. Łochowskiemu w debiucie pierwszoligowym przyszło niestety odegrać rolę negatywnego bohatera. Po dośrodkowaniu Wosia przegrał pojedynek powietrzny ze znacznie niższym Jakubem Biskupem, który zagrał do Bartosza Iwana, a ten zdobył kontaktowego gola.

Ale mało kto przypuszczał, że dramat łodzian dopiero się zaczyna. 60 sekund później do wyrównania doprowadził Bartłomiej Socha, któremu piłkę w pole karne zagrał Iwan. Syn prezesa Odry strzałem przewrotką pokonał Wyparłę. Tak więc o losach spotkania w zaważyły zmiany. Wodzisławianom remis uratowali dublerzy Iwan i Socha, a w ŁKS - Klatt i Łochowski nie pomogli kolegom utrzymać prowadzenia.

Spotkanie w Wodzisławiu oglądał Tadeusz Dąbrowski, który pośredniczy w rozmowach ŁKS z niemiecką firmą Global Sportnet. - Po pięciu latach wracam do piłki - zdradził Dąbrowski. Zapowiedział, że najpóźniej jutro na treningu pojawi się pięciu, sześciu nowych piłkarzy. - Wśród nich będzie Marcin Komorowski, obrońca GKS Bełchatów - zapewnił.

Odra Wodzisław2 (0)
ŁKS2 (1)
STRZELCY BRAMEK

Odra: Iwan (87, po dośrodkowaniu Biskupa), Socha (88, po wrzutce Iwana)

ŁKS: Madej (9, po dośrodkowaniu Szczota), Szczot (56, po akcji Madeja)

Widzów: 2900.

Sędziował: Tomasz Mikulski (Lublin).

Odra: Pilarz - Dudek (76, Socha), Hinc, Jakosz, Szary Ż - Seweryn (46. Biskup), Malinowski Ż, Nowacki, Woś - Aleksander, Grzegorzewski (64. Iwan Ż).

ŁKS: Wyparło 3 - Łakomy 4, Kłos 3, Cerić 3, Woźniczka 3 - Sikora 3 (70. Łochowski 1), Trałka 4, Dąbrowski 3, Madej 4,5 (90. Przybyszewski), Szczot 4 - Arifović 3,5 (61. Klatt 1).

Piłkarz meczu

Łukasz Madej - Zdobył jedynego gola dla ŁKS, a drugiego wypracował

Młodzi też na remis

W pierwszej kolejce Młodej Ekstraklasy ŁKS zremisował z Odrą Wodzisław 2:2 (1:1). Gole: dla ŁKS - Kujawa (5), Lasyk (88.); dla Odry - Świerzyński (18. 51.). Skład ŁKS: Sabela - Dopierała, Przybyszewski, Mordzakowski, Gieraga - Ostalczyk (70. Maliszewski), Jarmuda (46. Wasilewski), Potocki (83. Witoń), Rubinkowski (78. Kuklis) - Kujawa (46. Lasyk), Rozkwitalski.

Terminarz