Ewald Lachmann z Vorwärts Rasensport Gleiwitz - historia piłkarza, który mógł zostać pisarzem

Zapomniani śląscy futboliści. Przez piłkę wyrzucili go ze szkoły i nie zdał matury. Bolał nad tym przez całe życie, bo miał ambicje literackie. Jednocześnie okazało się, że piłkarski talent ma nieprzeciętny. Ewald Lachmann był mózgiem Vorwärts Rasensport Gleiwitz - najlepszej śląskiej drużyny przełomu lat 30. i 40. Nie wrócił spod Stalingradu.
Kilka dni temu w chorzowskim Teatrze Rozrywki odbył się spektakl zatytułowany "Hamlet gliwicki. Próba albo Dotyk przez szybę". Jego autorem jest mieszkający w Warszawie Piotr Lachman - pisarz, tłumacz, poeta, przyjaciel m.in. Tadeusza Różewicza, którego poznał jeszcze w Gliwicach. Na Śląsk przyjeżdża rzadko, więc wykorzystałem okazję, żeby powspominać jego ojca Ewalda. Spotkaliśmy się po spektaklu.

Nie będziesz piłkarzem, synu

Ewald Lachmann - rocznik 1911. Pochodził z Zaborza Wsi, więc nic dziwnego, że szybko trafił do Preussen Zaborze, która w jego młodości była najlepszym śląskim zespołem po niemieckiej stronie granicy. Zaczynał jako napastnik. W 1929 młodziutki piłkarz zdobył z Preussen mistrzostwo nie tylko Provinz Oberschlesien, ale całych Południowo-Wschodnich Niemiec.

Szybko przeniósł się do Gliwic, gdzie powstawała jeszcze silniejsza drużyna. Vorwärts Rasensport. Ówcześni kibice z Zaborza mieli do gliwiczan ogromne pretensje o sposób, w jaki budują zespół. Były piłkarz Preussen Sykstus Waluga w liście do Joachima Waloszka, niedawno zmarłego byłego dziennikarza "Gazety", pisał, że działacze VR osłabiali skład Preussen w perfidny sposób - przed decydującymi o mistrzostwie meczami załatwiali nagłe powołania na przeszkolenie wojskowe czołowym zawodnikom Preussen...

Faktem jest, że Ewald Lachmann szybko zadomowił się w Gliwicach. W 1935 roku urodził mu się syn Peter. - Ponoć kiedy zobaczył mnie po urodzeniu, spojrzał na moje nogi i ocenił, że piłkarzem nie będę. Miał rację, choć jako dzieciak sporo w piłkę grałem - uśmiecha się Piotr Lachman.

Wspomina, że ojciec zawsze bolał nad brakiem starannego wykształcenia, ale bez problemów potrafił zapewnić byt rodzinie. W całych Gliwicach znany był jego elegancki sklep sportowy przy reprezentacyjnej Wilhelmstrasse (dziś Zwycięstwa). Jednocześnie był jednym z idoli miejscowych kibiców. Grał na pozycji środkowego pomocnika (mittellaufer). Kierował grą drużyny, w której było wielu znakomitych piłkarzy. Gliwiczanie sześć razy triumfowali przecież w mistrzostwach niemieckiej części Górnego Śląska. Nic więc dziwnego, że selekcjoner Josef "Sepp" Herberger powoływał gliwiczan do kadry Niemiec - trzech zagrało w oficjalnych meczach reprezentacji - lewy łącznik Reinhard Schaletzki, obrońca Richard Kubus i prawoskrzydłowy Ernst Plener. Lachmann się do niemieckiego "mannschaftu" nie załapał, ale nic w tym dziwnego, jeśli pozna się jego konkurentów; w latach 30. na środku pola królował as monachijskiego Bayernu Ludwig Goldbrunner, który w latach 1933-1940 rozegrał aż 39 meczów w reprezentacji (dziś ta liczba nie robi wrażenia, ale przed wojną był to to wyczyn). - Czy ojciec zabierał mnie na mecze? Na pewno choć ja tego nie pamiętam. Wiem, że z pasją zbierał gazetowe wycinki o swojej grze, robił z nich albumy - wspomina Piotr Lachman.

Czy jego ojciec miał kontakty z przedwojenną Polską? Sportowe na pewno. VR Gleiwitz rozgrywał przecież towarzyskie mecze z polskimi drużynami m.in. we Lwowie. Warto także pamiętać, że Lachmann był członkiem kadry niemieckiego Górnego Śląska, która corocznie rozgrywała mecze z polskim Górnym Śląskiem. Wystąpił w tych meczach co najmniej czterokrotnie (nie wszystkie składy z tamtych spotkań udało mi się ustalić).W 1929 roku jeszcze jako napastnik wystąpił na stadionie Pogoni w Katowicach (0:1). Potem jako as VR grał jeszcze w trzykrotnie w meczach zorganizowanych w Bytomiu (0:0 w 1934, 1:3 w 1936 i 2:4 w 1937).

Cztery marki za wiersz

Kiedy nadeszła wojna, Lachmann trafił do Wehrmachtu. Najpierw stacjonował we Francji. Do żony pisał długie listy. W jednym z nich cieszył się z... nagrody literackiej. W 1941 roku gazeta w Metzu opublikowała wiersz Lachmanna "Der grosse Frieden" ("Wielki pokój") nagrodzony w konkursie dla żołnierzy Wehrmachtu. "Ojciec pochwalił się przed matką nie samym utworem, co łatwością jego napisania i faktem otrzymania za niego honorarium w wysokości 4 reichsmarek" - wspominał syn w zbiorze esejów i szkiców "Wywołane z pamięci" (Olsztyn 1999). - Ojciec miał literackie zacięcie, dobrze pisał. Listy, które od niego docierały z Francji, a potem z frontu wschodniego były napisane bardzo dobrym językiem - wspomina Piotr Lachman.

Piłkarz VR Gleiwitz opisywał w nich ciężkie walki o Stalingrad. Zdawał sobie sprawę z beznadziejności położenia. "Tworzymy tu losową wspólnotę, którą nurtuje tylko jedno pytanie: być albo nie być" - pisał w listopadzie 1942 roku, kilka miesięcy przed kapitulacją VI Armii gen. Paulusa.

Do domu rodzinnego nigdy nie nadeszła oficjalna informacja o jego śmierci, został uznany za zaginionego. Ścierały się rozmaite, sprzeczne ze sobą wersje o jego losach: śmierć? niewola? „Pojawił się wariant o jego » dezercji «, w zamian za co miał zostać najpierw zawodnikiem, a potem trenerem jakiejś azjatyckiej drużyny piłkarskiej”. Jedno jest pewne: Piotr Lachman ojca już nie zobaczył.

Skomentuj:
Ewald Lachmann z Vorwärts Rasensport Gleiwitz - historia piłkarza, który mógł zostać pisarzem
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX