Piłkarska II liga: efektowne zwycięstwa Ruchu Chorzów i Polonii Bytom

Chorzowianie przeciwko Śląskowi Wrocław zagrali w sobotę z pomysłem i rozmachem. Jeszcze efektowniej od Ruchu wypadła Polonia Bytom, która na wyjeździe strzeliła Stali Stalowa Wola aż pięć goli.




Kolejna kompromitacja piłkarzy Zagłębia. Tym razem sosnowiczanie okazali się słabsi od Ludowego Klubu Sportowego z podkrakowskiej wsi. Dla Kmity Zabierzów było to pierwsze historyczne zwycięstwo w drugiej lidze.

Ruch Chorzów - Śląsk 3:0

Bardzo dobrze wypadli chorzowianie w meczu z wrocławianami. Byli tak mocni, jak stal, którą przed laty wytapiała Huta Batory, dawny sponsor niebieskich. Piłkarze Śląska prezentowali się na ich tle słabo i bezbarwnie.

- Śląsk to mocny rywal, a nam z takimi drużynami gra się najlepiej. Już nie pamiętam, kiedy miałem tak wymagających przeciwników w środka pola - chwalił Michał Pulkowski, pomocnik gospodarzy, ale opinię o wrocławianach wyrobił sobie chyba jeszcze przed wyjściem na boisko.

To właśnie od zagrania Pulkowskiego zaczęło się wszystko, co dobre. Blondwłosemu pomocnikowi wystarczył tylko rzut oka na ustawienie defensywy Śląska. Chwilę później zagrał piłkę tak dokładnie (na kilkadziesiąt metrów), że Piotr Ćwielong sam wbiegł z nią w pole karne i trafił tuż przy słupku. - Ta asysta sprawiła mi dużo radości. Obiecałem ją Piotrkowi przed meczem! Proszę go zapytać - uśmiechał się Pulkowski.

- Szybko zdobyty gol tylko nam pomógł. Idzie nam i potrafimy to wykorzystać - podkreślał Tomasz Fornalik. Drugi trener Ruchu cieszył się w sobotni wieczór podwójnie, bowiem dzień przed meczem na świat pierwszy raz spojrzała jego córeczka Ola.

Piłkarze wystawili szkoleniowca na próbę nerwów i podbiegli do niego z "kołyską" dopiero po zdobyciu trzeciej bramki. Fornalik przyłączył się do zabawy i razem z piłkarzami symbolicznie utulił Olę do snu.

Dlaczego piłkarze nie zadedykowali trenerowi jednej z dwóch pierwszych bramek? - Chyba nam wypadło z głowy - żartował Grzegorz Bonk, który przymierzył do siatki po szybko rozegranym rzucie wolnym.

- Na rozgrzewce nie strzelałem wcale, więc nawet nie wiedziałem, czy mi siedzi, czy nie. Trener jednak mówił, żebym zaryzykował - opowiadał Bonk.

Trzeci gol rozłożył wrocławian na łopatki. Wcześniej i tak zupełnie nie mieli pomysłu, jak ograć obrońców Ruchu (bardzo pewny Jarosław Paśnik!). Dość powiedzieć, że najlepszą okazję do zdobycia bramki miał Radek Sourek, który przypadkowo trącił piłkę kolanem, a ta wpadła wprost w ręce Paśnika.

Tymczasem chorzowianie grali koncertowo. Kibice tak się rozochocili, że zaczęli się już cieszyć na... awans do ekstraklasy. Do tego jeszcze daleka droga, ale jeżeli chorzowianie utrzymają tak wysoką formę, to w końcu stanie się to faktem.

Gdy bramki przestał strzelać Grażvydas Mikulenas (po meczu zdenerwowany Litwin szybko zbiegł do szatni), w dobrym stylu zastąpił go Ćwielong.

Zimą, gdy Ruch przygotowywał się do sezonu w Grecji, działacze zastanawiali się, czy "Pepe" Ćwielong nie zastąpi w przyszłości Krzysztofa Warzychy, który zawładnął sercami kibiców Panathinaikosu Ateny. Wczoraj "Gucio", który przebywa w Polsce na krótkim urlopie, oklaskiwał zagrania młodszego kolegi, a gdy Ćwielong strzelił z półwoleja w sam górny narożnik bramki (świetna asysta Grzegorza Misiury), aż wstał z miejsca.

- Bardzo dobry mecz, szczególnie dla kibiców, którzy oczekują bramek, ciekawych akcji. Graliśmy z trudnym przeciwnikiem, bo Śląsk uważam za bardzo silną drużynę. Udało nam się zdobyć trzy bramki, a ponadto stworzyliśmy jeszcze kilka sytuacji. Ważne jest też to, że zachowaliśmy czyste konto. Dziękuję moim zawodnikom za zaangażowanie i kibicom za stworzenie świetnej atmosfery - podkreślał trener Ruchu Marek Wleciałowski.

- Mecz rozstrzygnął się już na początku, gdy straciliśmy pierwszego gola. Przed meczem dałem swoim zawodnikom wszystkie możliwe wskazówki, myślałem, że wszystko wyjaśniłem... Na boisku okazało się jednak, że nic z tego nie wyszło. Ruch zaprezentował bardzo dobrą piłkę, gospodarze mają ładny stadion, świetnych kibiców - wszystko mi się dzisiaj podobało, tylko nie wynik - podsumował Lubosz Kubik, szkoleniowiec Śląska.

Czy Ruch może grać jeszcze lepiej? - Ode mnie żadnych deklaracji nie usłyszycie - śmiał się po meczu Wojciech Grzyb, kapitan niebieskich.

Cały dochód ze spotkania został przekazany rodzinie zmarłego w wyniku obrażeń odniesionych w wypadku samochodowym Michała Bąka oraz na rehabilitację wracającego do zdrowia Adama Niewiarowskiego. Obaj to wychowankowie chorzowskiego klubu.

W przerwie meczu odbył się finał licytacji koszulki Mariusza Śrutwy. Szczęśliwy kibic - zwycięzca licytacji - odebrał ją z rąk samego piłkarza. Koszulka kosztowała 3049 złotych. - Nie żałuję ani złotówki - podkreślał fan niebieskich.



Ruch Chorzów 3 (0)

Śląsk Wrocław 0

Bramki: Ćwielong (5., 52.), Bonk (62.)

Ruch: Paśnik - Makuch, Baran, Klaczka, Osiński - Grzyb Ż (71. Łudzinski), Bonk, Pulkowski, Ćwielong Ż (84. Domżalski) - Sokołowski, Misiura (58. Mikulenas).

Śląsk: Janukiewicz - Ignasiak, Sztylka, Sourek (83. Rudlof), Naskręt - Ostrowski, Chrobot Ż, Dudek (66. Kowal), Wan (46. Kosztowniak) - Szewczuk, Ulatowski Ż.

Sędziował: Leszek Gawron (Mielec)

Widzów: 6000



Stal Stalowa Wola - Polonia Bytom 0:5

Początek rozegranego w Gorzycach meczu szybko rozwiał nadzieje gospodarzy na dobry wynik. Po błędzie obrony Stali już w 5. min Polonia objęła prowadzenie. Prostopadłe podanie od Dietmara Brehmera otrzymał Artur Rozmus i nieatakowany przez nikogo wszedł odważnie w pole karne. Tam mocnym uderzeniem w długi róg nie dał szans bramkarzowi. Była to pierwsza groźna akcja bytomian w tym meczu.

Kolejna również zakończyła się bramką. Kapitan Polonii Jacek Trzeciak na raty wykonywał rzut rożny. Za drugim razem piłka spadła na głowę Adriana Pajączkowskiego, który zgrał ją do środka. Tam przy biernej postawie miejscowych obrońców obrońca Grzegorz Jurczyk z bliska wepchnął piłkę do siatki.

Dopiero od tego momentu "Stalówka" zaczęła się budzić. Nie miało to przełożenia na stwarzane sytuacje podbramkowe. Miejscowym albo brakowało dokładności w ostatnim podaniu, albo spod nóg piłkę wybijali im nasi zawodnicy. Najbliżej kontaktowej bramki był w 35. min Przemysław Pałkus, który z 20 metrów trafił w poprzeczkę.

Po przerwie drużyna ze Stalowej Woli próbowała jeszcze atakować, ale gdy w 56. min za faul drugą żółtą kartkę, a w konsekwencji czerwoną obejrzał Bogusław Sierżęga, stało się jasne, że zwycięzcą spotkania będzie Polonia. Grając w osłabieniu, gospodarze raz za razem nadziewali się na kontry polonistów. Po jednej z nich w 76. min trzeciego gola zdobył Trzeciak, który dobił mocny strzał Mariusza Mężyka. Mężyk w ostatnich sekundach meczu dobił jeszcze rywali, strzelając dwa gole, które ustaliły wynik meczu. - Wreszcie do dobrej gry dołączyliśmy skuteczność, której nam brakowało w pierwszych spotkaniach, gdzie zamiast czterech punktów zdobyliśmy tylko jeden - cieszył się trener Polonii Dariusz Fornalak. Sławomir Adamus, szkoleniowiec Stali, komentował: - Na pewno jestem trochę podłamany. Przeciwnik miał dziś niemal stuprocentową skuteczność. My szybko straciliśmy bramkę, a później drugą i nie potrafiliśmy się pozbierać. Może gdyby udało nam się do przerwy strzelić gola, mecz wyglądałby inaczej.

Stal Stalowa Wola 0

Polonia Bytom 5 (2)

Bramki: Rozmus (5.), Jurczyk (16.), Trzeciak (76.), Mężyk (89., 90.)

Stal: Wietecha - Łuczyk, Kasiak, Drabik (71. Ławecki), Wieprzęć Ż - Sierżęga Ż CZ, Kusiak, Ożóg Ż, Iwanicki - Gęśla (75. Kowalczyk), Pałkus (60. Krawiec Ż).

Polonia: Żmija - Galeja, Jurczyk Ż, Broniewicz, Brehmer - Marcinkowski Ż, Sosna, Trzeciak (81. Dziółka), Pajączkowski (57. Kupis) - Rozmus (53. Podstawek), Mężyk.

Sędziował: Włodzimierz Bartos (Łódź).

Widzów: 1500.



Podbeskidzie - Górnik Polkowice 0:1

Czwartą ligową porażkę ponieśli gracze Podbeskidzia Bielsko-Biała. Tym razem przegrali u siebie z Górnikiem Polkowice.

Sytuacja naszego klubu jest bardzo zła: ostatnie miejsce w tabeli, brak pieniędzy, a na domiar złego prokuratura postawiła korupcyjne zarzuty prezesowi Stanisławowi P. Humory kibicom poprawiło nieco wyjazdowe zwycięstwo z Górnikiem/Zagłębiem Wałbrzych w I rundzie Pucharu Polski, jednak ci, którzy myśleli, że dla bielskiej piłki nadeszły lepsze czasy, mocno się zawiedli.

Już pierwsza groźna akcja gości (14. min) przyniosła im prowadzenie: do prostopadłej piłki doszedł Kamil Witkowski, kopnął piłkę wzdłuż bramki do Janusza Gancarczyka, który mocnym strzałem pokonał Krzysztofa Michałowskiego. - Podanie było idealne, wystarczyło tylko dołożyć nogę - cieszył się strzelec gola.

Bielszczanie starali się odrobić straty. Bliski szczęścia w 25. min był Janusz Kołodziej, ale piłka po jego strzale z rzutu wolnego minimalnie minęła lewy słupek bramki. W 42. min trener Krzysztof Tochel zdecydował się na odważny ruch i dokonał podwójnej zmiany. - Widziałem, że zmiany są potrzebne, dlatego wpuściłem dwóch zawodników już w pierwszej połowie, aby oswoili się z grą. Zmieniłem Butryna, gdyż miał zbyt dużo strat w środku pola, a Kocur wszedł, bo potrzebny był ktoś wysoki w ataku - tłumaczył.

Zmiany przyniosły ożywienie w szeregach gospodarzy, którzy od początku drugiej połowy z animuszem ruszyli do ataku. Na bramkę Jakuba Szmatuły strzelali Grzegorz Pater oraz wprowadzeni przed przerwą Kocur i Damian Zdolski, ale strzały albo były niecelne, albo umiejętnie blokowane przez obrońców gości. Zawodnikom z Bielska-Białej zupełnie nie wychodziły stałe fragmenty gry. - To niezrozumiałe, bo ćwiczymy je na treningach i wtedy jest zdecydowanie lepiej - denerwował się Tochel. Podbeskidzie do końca próbowało zmienić rezultat meczu. W 85. min groźnie strzelał Pater, ale i z tej sytuacji Szmatuła wyszedł obronną ręką.

Po meczu trener gospodarzy nie krył niezadowolenia: - Zabrakło umiejętności piłkarskich. Dziękuję piłkarzom tylko za drugą połowę, gdyż w pierwszej grali ospale i bojaźliwie.

- Porażka boli tym bardziej, że graliśmy na własnym stadionie. Będziemy szukać punktów w następnych spotkaniach - mówił rutynowany napastnik gospodarzy Grzegorz Pater.



Podbeskidzie Bielsko-Biała 0

Górnik Polkowice 1 (1)

Bramka: J. Gancarczyk (14.)

Podbeskidzie: Michałowski - Monasterski Ż, Mouzie Ż, Odrzywolski, Górkiewicz (79. Wróbel) - Koman, Sacha (42. Kocur), Kołodziej Ż, Butryn (42. Zdolski) - Chrapek, Pater.

Górnik: Szmatuła - Kocot, Hubscher, Jeziorny Ż, Januszewski - J. Gancarczyk (83. Kaźmierczak), Górski, Morawski (60. Salomoński), Wacławczyk (77. Dudziński) - Witkowski, M. Gancarczyk Ż.

Sędziował: Robert Kubas

Widzów: 1500



Kmita - Zagłębie Sosnowiec 3:2

Po wczorajszym meczu kibice Zagłębia wygwizdali swój zespół. Krzyczeli: "Po co wy gracie, jak wy ambicji nie macie!" oraz "Januszowi dziękujemy".

Trener Janusz Białek stał wtedy tuż za linią boczną i nie dowierzał w to, co się stało. - Jak to możliwe? - kręcił głową.

Przed spotkaniem nastroje były zgoła inne. Białek żartował, że wreszcie trzeba skończyć z grą "pod zdechłym Azorkiem".

Sosnowiczanie szukali formy, a przede wszystkim ciszy w podkrakowskich Myślenicach, gdzie spędzili noc z soboty na niedzielę. Ubiegłotygodniowe zatrzymania piłkarzy związanych z Zagłębiem, którym wrocławska prokuratura zarzuca ustawianie spotkań, mocno zamieszały w głowach zawodników z Sosnowca.

Trener Białek nie tylko uspokajał zawodników, ale też dokonał kilku roszad w składzie. Na ławce usiadł Jarosław Piątkowski, który wcześniej zawiódł w dwóch kolejnych meczach.

W bramce zadebiutował Adam Bensz, który jeszcze kilka tygodni temu martwił się, że sezon spędzi na ławce rezerwowych. 21-letni piłkarz stanął jednak między słupkami, ponieważ kontuzja kolana wyeliminowała z gry Jakuba Wierzchowskiego, a Szymon Gąsiński dopiero wraca do zespołu po kontuzji.

Bensz na początku poczynał sobie bardzo dobrze, głośno pokrzykiwał na obrońców, nie bał się interweniować nawet na linii pola karnego.

Sosnowiczanie rozpoczęli mecz w dobrym stylu - szybko i skutecznie. Po podaniach Huberta Kościukiewicza i Vladimira Bednara z bliska trafiał do siatki Marcin Folc.

W tym sezonie były to pierwsze bramki, których sosnowiczanie nie strzelili po stałych fragmentach gry.

Kiedy spiker meczu podkreślał, że "Górniczy Klub Sportowy Zagłębie" prowadzi już 2:0, miejscowi kibice martwili się, że ich piłkarzy różni od drużyny gości przynajmniej różnica klas.

Mylili się... Dobra akcja Piotra Bagnickiego, który balansując ciałem wpadł w pole karne i okazał się za szybki dla Daniela Treścińskiego, przyniosła Kmicie rzut karny, a po chwili bramkę kontaktową.

Po przerwie było jeszcze gorzej. W ciągu zaledwie kilkudziesięciu sekund goście strzelili dwa bliźniacze gole. Po mocno bitych dośrodkowaniach z rzutów wolnych celnie główkowali z bliska Piotr Chlipała i Marian Kocis.

Sosnowiczanie się miotali, słabo rozgrywał piłkę Jacek Berensztajn. Doświadczonego pomocnika próbował wyręczyć Sławomir Pach, ale było mu ciężko, ponieważ biegał po lewym skrzydle.

- I co ja mam powiedzieć... - wzdychał Folc. - Prowadzimy, a potem karny, jeden błąd, drugi błąd. Przestaliśmy grać, pogubiliśmy się - mówił ze zwieszoną głową.

Białek przyszedł na konferencję prasową, która odbyła się w sali tradycji na stadionie Wawelu Kraków (obiekt Kmity nie ma licencji na organizowanie spotkań w II lidze) zupełnie blady. - Zaczęliśmy dobrze, ale potem było już tylko gorzej - wzdychał.

Jaka będzie przyszłość szkoleniowca? Dyrektor Wojciech Rudy zapowiedział, że w poniedziałek spotka się z trenerem i wtedy podejmie decyzję. Na początku tygodnia do Sosnowca ma też wrócić prezes Giancarlo Motto, który pojechał z krótką wizytą do Włoch.



Kmita Zabierzów 3 (1)

Zagłębie Sosnowiec 2 (2)

Bramki: Zawadzki (33. - karny), Chlipała (58.), Kocis (59.) - Folc (14., 22.)

Kmita: Sarnat - Krauz, Kaliciak (32. Kocis), Pokrywka, Gawęcki - Suchan (62.Cebula), Filipczak (46. Ankowski Ż), Zawadzki, Stolarz - Chlipała, Bagnicki Ż.

Zagłębie: Bensz - Bednar, Hosić, Treściński (81. Tyc Ż), Paczkowski - Pach, Kościukiewicz Ż, Berensztajn (62. Malinowski), Chwalibogowski Ż - Folc, Zubanović (60. Piątkowski).

Sędziował: Adam Konarski (Poznań).

Widzów: 1000



Mecz piątkowy

ŁKS Łomża0
Piast Gliwice1 (1)
Bramka: Kaszowski (19)





Pozostałe wyniki:

Unia Janikowo - Odra Opole 2:3 (0:2), Miedź Legnica - Jagiellonia Białystok 1:1 (0:0), Zawisza Bydgoszcz - KSZO Ostrowiec Świętokrzyski 3:1 (1:1), Lechia Gdańsk - Polonia Warszawa 2:0 (1:0)

1. Zawisza Bydgoszcz 5158-1
2. Jagiellonia 5139-2
3. Ruch Chorzów 5119-4
4. Stal Stalowa Wola 5107-8
5. Piast Gliwice 598-4
6. Górnik Polkowice 597-4
7. Lechia Gdańsk 579-8
8. Śląsk Wrocław 574-5
9. KSZO Ostrowiec Św. 575-7
10. Odra Opole 566-7
11. Polonia Bytom 458-4
12. Polonia Warszawa 546-9
13. Kmita Zabierzów 548-11
14. Unia Janikowo 536-8
15. Zagłębie Sosnowiec 434-9
16. ŁKS Łomża321-2
17. Miedź Legnica 514-101
18. Podbeskidzie 503-90




Terminarz
  • Puchar Świata 2018/19