Dariusz Szczubiał: Pracuję w II lidze, ale nie mam się czego wstydzić

Dariusz Szczubiał, były szkoleniowiec koszykarskiej reprezentacji Polski i klubów ekstraklasy, w tym sezonie będzie prowadził drugoligowy MKKS Rybnik. - Nie mam się czego wstydzić. Mam pracę. Jestem z rodziną i czuję się dobrze - mówi 49-letni trener.


Leszek Błażyński: Pana przejście do klubu drugiej ligi wiele osób przyjęło z niedowierzaniem.

Dariusz Szczubiał: Na pewno jest to niespodzianka. Ja sam nie przewidywałem, że tutaj trafię.

Był Pan trenerem reprezentacji, a dwa miesiące temu prowadził zespół w ekstraklasie. Dlaczego przystał Pan na pracę aż dwie ligi niżej?

- Chciałem wrócić na Śląsk, gdzie się wychowałem i spędziłem tyle lat jako zawodnik i trener. Przez ostatnie cztery lata byłem poza domem, a moja żona z powodu spraw rodzinnych musiała pozostać w Sosnowcu, gdzie mieszkam na stałe. Kiedy pracowałem w Starogardzie, bardzo doskwierała mi samotność. Ciągle zajmowałem się tylko koszykówką. Tęskniłem za rodziną i przyjaciółmi. Miałem propozycję pracy w Turowie Zgorzelec, ale nie doszło nawet do konkretnej rozmowy. Żaden klub z pierwszej ligi nie kontaktował się ze mną. Chyba nie mieli śmiałości (śmiech). Poza tym ja sam nie starałem się o pracę.

Jak zatem trafił Pan do Rybnika?

- W czerwcu zadzwonił do mnie wiceprezes MKKS-u Rybnik Krzysztof Fojcik i zapytał, kogo poleciłbym mu na trenera zespołu. Odpowiedziałem, że ja bym się nadawał. Fojcik zaśmiał się, bo myślał, że żartuję. Później stwierdził, że klubu nie będzie stać na takiego trenera. No i się pomylił (śmiech).

Czy różnica pomiędzy zarobkami w Starogardzie a w Rybniku jest duża?

- Jest ogromna. Przecież Polpharma gra w ekstraklasie, a MKKS dwie ligi niżej. Jestem jednak z tego pokolenia, dla którego pieniądze nie są najważniejsze.

Zatem wybrał Pan ten klub, bo nie miał innych propozycji?

- Znam bardzo dobrze wielu agentów koszykarskich i dzwonili do mnie z propozycją pracy w Skandynawii, Belgii czy w drugiej lidze francuskiej. Tam mógłbym pracować od zaraz. Ja jednak na razie nie chcę wyjeżdżać za granicę. Miałem również inne pomysły, m.in. stworzenie nowego klubu w Sosnowcu. Powróciłbym wtedy do korzeni, kiedy to ponad dziesięć lat temu byłem jednym z twórców Linodrutu Zabrze. Nic jednak z tego nie wyszło.

Wygląda na to, że jest Pan niezależny finansowo i mógł Pan wybrać pracę w drugiej lidze.

- Owszem, nie narzekam na sytuację finansową. Wiem jednak, że muszę pracować. Przecież nie będę spędzał czasu w domu, sprzątając mieszkanie albo zmywając naczynia.

Nie żal zamieniać nadmorskiego klimatu na śląski?

- W Starogardzie często przebywałem nad jeziorami. Wiadomo, że u nas nie ma tak pięknych krajobrazów, ale śląskie powietrze najbardziej mi odpowiada. Za wodą też nie tęsknię, bo teraz, kiedy jest tak upalnie, codziennie jeżdżę z żoną na basen.

Nie obawia się Pan, że pracując w Rybniku, wypadnie z obiegu?

- Istnieje takie niebezpieczeństwo, ale najważniejsze będzie to, jak będę pracował w tym klubie.

Czy Rybnik walczy w tym sezonie o awans?

- Naszym celem w tym sezonie jest po prostu dobra gra. Nikt z działaczy nie mówił mi, że musimy awansować do I ligi. Nie oznacza to bynajmniej, że nie będę o ten awans się starał. Wiadomo, że Rybnik jest na Śląsku stolicą żużla. Naszym celem będzie przyciągnięcie kibiców na mecze koszykówki.

Latem będzie królował tutaj żużel, a zimą koszykówka. Widziałem na wideo kilka spotkań zespołu. Znam dobrze takich graczy, jak Tomasz Frankowski i Adam Rener. Pracowałem z nimi w Pogoni Ruda Śląska. Jest też Bartek Kozieł. Kiedy byłem u schyłku kariery w Polonii Przemyśl, Kozieł rozpoczynał grę w tej drużynie. Zamierzam wzmocnić zespół o dobrych graczy z regionu. Będę również pomagał klubowi organizacyjnie, a moje nazwisko powinno przyciągnąć sponsorów.

Chyba praca w Rybniku nie będzie aż tak stresująca, jak prowadzenie kadry czy zespołów ekstraklasy?

- Nie jest tak, że im wyższy poziom rozgrywek, tym wyższy poziom stresu. Każdy mecz jest stresujący. Przecież tutaj też są działacze, kibice czy dziennikarze, którzy wywierają presję. Wiadomo, że czeka mnie inny rodzaj pracy niż ostatnio. Koszykarze MKKS-u łączą grę z pracą zawodową. Dlatego też w okresie przygotowawczym każdy trening będzie miał dla nas bardzo duże znaczenie. Wiem, że wiele osób będzie z uwagą przyglądało się mojej pracy w drugoligowym klubie. Podjąłem się tego ryzyka i na pewno nie żałuję decyzji.

Po raz pierwszy Pana szefem jest kobieta. Jak się współpracuje z prezes MKKS-u Joanną Sokołowską?

- Rozmawialiśmy dotychczas tylko kilka razy. Widzę jednak, że pani prezes ufa mi i liczy na moje doświadczenie.

Pracę w ekstraklasie zabierają polskim trenerom zagraniczni szkoleniowcy. Czy nie ma Pan do nich pretensji?

- Skądże. To dobrze, że pracują u nas obcokrajowcy. Pamiętam, jak grałem w koszykówkę i na początku nie było u nas w lidze nawet zawodników z zagranicy. Kisiliśmy się wtedy we własnym sosie. Zagraniczni trenerzy potrafią często wnieść świeże spojrzenie.

Koszykówka w naszym regionie jest na dnie. Obecnie w ekstraklasie i I lidze nie mamy ani jednej drużyny. Czy może to ulec zmianie?

- MKKS Dąbrowa Górnicza ma szansę na "dziką kartę", umożliwiającą start w I lidze. Zresztą widzę, że ten klub ma największe możliwości, aby w przyszłości być w ekstraklasie reprezentantem regionu. Dużym atutem MKKS-u jest to, że ma dobre kontakty z miastem i że mecze są rozgrywane w pięknej hali. Działacze z Dąbrowy również się ze mną kontaktowali, ale nie doszło do żadnych konkretnych rozmów. Wierzę w to, że śląskie kluby odbiją się od dna i zaczną coraz lepiej grać. Nie opieram się jednak na przesłankach racjonalnych, ale na intuicji.

Kariera Szczubiała

W latach 80. Dariusz Szczubiał był jednym z najlepszych polskich rozgrywających - w reprezentacji rozegrał ponad 100 meczów, zdobył blisko 1000 punktów. Czterokrotnie uczestniczył w finałach mistrzostw Europy, trzy razy zajmował siódme miejsce. Przez większość kariery występował w sosnowieckim Zagłębiu, z którym dwukrotnie był mistrzem kraju. Dziesięć lat temu został grającym trenerem Linodrutu Zabrze. Zajmował się tam również załatwianiem sponsorów. W 1998 roku objął koszykarzy Pogoni, których doprowadził do piątego miejsca w lidze, drugiej lokaty w Pucharze Polski i najlepszej szesnastki w Pucharze Koracza. Właśnie ten okres uważa za najlepszy w swojej karierze trenerskiej. W latach 2000-2003 był trenerem kadry, ale reprezentacja za jego kadencji grała słabo. Później prowadził Polonię Warszawa i Polpharmę Starogard Gdański. Z pomorskim zespołem awansował do ekstraklasy i dwukrotnie doprowadził go do ósmego miejsca. Dwa miesiące temu zarząd klubu zrezygnował z niego. W lipcu podpisał roczną umowę z drugoligowym MKKS-em Rybnik.



Skomentuj:
Dariusz Szczubiał: Pracuję w II lidze, ale nie mam się czego wstydzić
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Terminarz