Gdzie są chłopcy z tamtych lat? - rzecz o legendarnych piłkarzach Radomiaka

Ten zespół Radomiaka wywalczył w 1977 r. awans do II ligi. Siódmy w górnym rzędzie - Stanisław Kosiec.

Ten zespół Radomiaka wywalczył w 1977 r. awans do II ligi. Siódmy w górnym rzędzie - Stanisław Kosiec. (Fot. Archiwum L. Mosiołka)

Bracia Czachorowie, Tadeusz Rusinowicz, Jerzy Osuch, Stanisław Kosiec, Ryszard Mrozek - mało już osób pamięta o legendarnych piłkarzach Radomiaka. A przecież nie tak dawno byli noszeni przez kibiców na rękach
Wszystko zaczęło się jeszcze podczas wojny. Wraz z grupą kolegów bracia - Aleksander, Marian, Jerzy i Ryszard Czachorowie założyli Szkolny Klub Sportowy, w którym sami zresztą grali. Mecze były oczywiście nielegalne, choć 4 czerwca 1944 r. odbyło się spotkanie z Polonią Warszawa, na które w sobie tylko wiadomy sposób radomscy futboliści uzyskali pozwolenie okupanta. SKS zwyciężył 3:1, a popisy swoich ulubieńców oklaskiwało aż 7 tys. widzów.



Z orłem na piersi

Kiedy nadeszło wyzwolenie, Marian i Aleksander Czachorowie trafili do klubu Bata, który 13 sierpnia 1947 r. zmienił nazwę na KS Radomiak [dzisiejszy Radomiak podaje datę założenia jako rok 1910, bo w 1967 r. połączył się z Radomskim Kołem Sportowym, które powstało właśnie w 1910 r. - red.]. "Maryś" i "Lolek", bo tak ich nazywali koledzy wiedli oczywiście prym na boisku. Pierwszy słynął z wrodzonego sprytu, szybkości i rzadko wówczas spotykanego dryblingu. Drugi, spokojniejszy, cieszył się ogromnym autorytetem wśród parterów z zespołu, a przez długie lata pełnił funkcję kapitana. Co ciekawe obaj równie dobrze, co na piłkarskim boisku, radzili sobie również na lodowisku, grając w hokeja.

Umiejętności Mariana Czachora docenił selekcjoner reprezentacji Polski - Henryk Reyman i powołał go w 1947 r. do drużyny narodowej. "Maryś" wystąpił w meczu z Rumunią i do dziś pozostaje jedynym reprezentantem Polski seniorów w barwach Radomiaka. - Występów z orłem na piersi miałbym może więcej, bo Reyman powołał mnie także na mecz z Czechosłowacją. Niestety, podczas sparingu zostałem brutalnie sfaulowany i musiałem przez pewien czas pauzować - wspominał po latach Marian Czachor.

Po zakończeniu karier piłkarskich bracia Czachorowie nie zerwali związków z Radomiakiem. Na początku lat 50. Aleksander był nawet krótko prezesem klubu, a co ciekawe projektował również trybuny na stadionie przy Struga. Dziś już niestety nie ma go wśród nas - zmarł przed czterema laty w wieku 78 lat. Marian natomiast, jeszcze przed rokiem bywał często na meczach zielonych. Teraz przychodzi rzadko, bo nie zawsze zdrowie na to pozwala.



To był ktoś

Kto wie, czy nie większą niż bracia Czachorowie legendą klubu ze Struga jest wychowanek Strzelca Radom - Tadeusz Rusinowicz. Już sam fakt, że koszulkę w zielonych barwach Radomiaka przywdziewał w latach 1945-61 świadczy o wielkim przywiązaniu do rodzimego klubu. Zaczynał jako bramkarz, potem był łącznikiem, ale kibice najbardziej zapamiętali go jako świetnego stopera. Jeszcze podczas kariery piłkarskiej był uważany za symbol Radomiaka, choć podobnie jak Czachorowie, grał podczas wojny w Szkolnym Klubie Sportowym. - Rusinowicz to był ktoś. Występować z nim w zespole było ogromnym zaszczytem - komplementował dawnego kolegę, były, wieloletni piłkarz Radomiaka Stanisław Popławski.

Rusinowicz wyróżniał się przede wszystkim szybkością. Napastnicy drużyn przeciwnych wciąż zachodzili w głowę w jaki sposób, stoper z taką łatwością odbiera im piłkę. - Był taki obrońca w Radomiaku - Rusinowicz, którego minięcie było nie lada sztuką. Grałem przeciwko niemu w Legii - wspominał podczas wizyty w Radomiu legendarny trener reprezentacji Polski Kazimierz Górski.

Również po zakończeniu kariery, Rusinowicz często gościł w Radomiaku. Był nie tylko niestrudzonym wychowawcą młodzieży, ale również działaczem i członkiem zarządu. Zmarł w lutym ubiegłego roku w wieku 84 lat.

Powojennych sław Radomiaka było wiele. Oprócz wspomnianych, nie wolno zapominać także o świetnym bramkarzu Marianie Ciupie (występował w Radomiaku w latach 1945-55), o którym mówiono, że miał dłonie jak bochny chleba i świetnym obrońcy był Józefie Gibaszewskim (1945-55).



Każdy go zna

Podczas gdy Czachorowie, Rusinowicz, Ciupa, czy Gibaszewski jeszcze kontynuowali kariery, ale byli u ich schyłku, przygodę z piłką rozpoczynał Stanisław Popławski. Od kiedy zadebiutował w 1951 r., przez 14 lat był wierny klubowym barwom. Zresztą również dziś jest chyba najbardziej rozpoznawalną postacią stadionu na Struga. Jest nie tylko na każdym meczu, ale również treningu i grze kontrolnej. - Kocham ten klub i wciąż śni mi się, że gram w Radomiaku - wyznaje. - Kiedyś, jako piłkarz chciałem grać nawet ze złamaną nogą. Kiedy patrzę teraz, że zawodnik nie gra przez byle obtarcie, nie mogę tego zrozumieć. To nieszanowanie Radomiaka.

Popławski nawet jako taksówkarz, bo ten zawód wykonywał po zawieszeniu butów na kołku, był blisko Radomiaka. Kiedy tylko zaistniała potrzeba przywiezienia kogoś z dworca do klubu, pan Stasio był do dyspozycji. Nawet za kurs do innego miasta, od Radomiaka nie brał pieniędzy.



Łowcy talentów

Niemal równocześnie z Popławskim, do drużyny trafili: Leszek Krzysiak (1952-59), Kazimierz Kszczotek (1952-61) i Henryk Zatorski (1952-54). Pierwszy przyszedł z Górnika Wieliczka i od razu zaskarbił sobie serca kibiców. No, ale jak się ma brazylijską technikę i kapitalny przegląd pola to nie może być inaczej. - Do tego był wzorem sportowca - podkreślał wieloletni urzędujący prezes Radomiaka Ryszard Antoniewicz. Jego zdaniem Krzysiak był potem równie dobrym trenerem, co piłkarzem. - Miał specyficzny sposób porozumiewania się z zawodnikami. Charakteryzowało go wiele celnych, soczystych powiedzonek - uśmiechał się Antoniewicz. Krzysiak do dziś nie opuszcza żadnego meczu Radomiaka.

Kazimierz Kszczotek nie był może wybitnym piłkarzem, ale zasłynął jako niedościgniony łowca talentów i fantastyczny wychowawca młodzieży. Niestrudzenie odwiedzał podwórkowe boiska, na których chłopcy uganiali się za piłką i ściągał ich do Radomiaka. Spod jego ręki wyszli: Ryszard Mrozek, Henryk Bolesta, Jerzy Osuch, Jacek Gierek, Leszek Zgutka, Krzysztof Jeromin, Marian Waloszczyk. Kszczotek zmarł 8 lipca 1995 r mając 74 lata.

Podobnie było z Henrykiem Zatorskim, którego legenda powstała, kiedy rozpoczął karierę trenerską. - Miał nie tylko ogromną wiedzę fachową, ale przede wszystkim przyjacielski stosunek do swoich podopiecznych. Zawsze znalazł dobre słowo - wspominają nauczyciela jego wychowankowie. W 1959 r. założył w Radomiaku pierwszą w Polsce szkółkę piłkarską dla dzieci. Od chwili śmierci w 1994 r., w wieku 71 lat, rozgrywany jest memoriał jego imienia.



Karny stulecia

Prawdziwy wysyp znakomitych piłkarzy nastąpił w Radomiaku, w latach 60-tych. Prym wśród nich wiódł bez wątpienia Stanisław Kosiec (1965-78). Wychowanek RKS-u, był potem grającą legendą zielonych. Rewelacyjny obrońca, ostoja nie do przejścia, kapitan zespołu. Jego specjalnością były rzuty karne i wolne. Najważniejszą "jedenastkę" wykorzystał w czerwcu 1977 r., kiedy Radomiak grał u siebie decydujący o awansie do II ligi mecz z Lublinianką. Musiał wygrać, ale upragniony gol bardzo długo nie padał. Wreszcie tuż przed końcem, po faulu na Jerzym Turoniu, sędzia podyktował karnego, ale nikt nie chciał wziąć na siebie ciążącej odpowiedzialności. Wreszcie do piłki podszedł Kosiec i uderzył w swoim stylu - mocno i nie do obrony. - Podszedłem, "strzelnąłem" i piłka wpadła do siatki - opisywał potem dziennikarzom sytuację. Po meczu został zniesiony przez kibiców na rękach. - Niestety, Stasio nie mógł odnaleźć się w normalnym życiu - ubolewał Antoniewicz. Dziś 60-letni Stanisław Kosiec jest inwalidą. Dotknęła go choroba, na skutek której, konieczna była amputacja nogi.

O ile na własnym polu karnym królował Kosiec, to na przedpolu rywali prym wiedli: Jerzy Osuch (1963-65 i 1967-75) i Maciej Jaśkiewicz (1966-80). Pierwszy z nich był prawdopodobnie największym talentem, jaki miało radomskie piłkarstwo. Kapitalnie wyszkolony technicznie, dysponujący mocnym strzałem z dystansu i rzadko spotykanym precyzyjnym uderzeniem z woleja. Te umiejętności zauważyli szybko trenerzy kadry narodowej juniorów, powołując w 1963 r. Osucha na mecz z Czechosłowacją. Klasę, radomski napastnik pokazał w następnym spotkaniu - ze Związkiem Radzieckim - pokonując bramkarza rywali strzałem z 30 m. Potem z orłem na piersi występował jeszcze trzykrotnie, grając u boku Roberta Gadochy, Zygmunta Anczoka, Jana Domarskiego, Bolesława Szadkowskiego, Władysława Szaryńskiego. Mimo wielu propozycji z klubów ekstraklasy pozostał wierny Radomiakowi. Niestety, podobnie, jak Kosiec, nie potrafił poradzić sobie z własnymi słabościami w życiu prywatnym. Zmarł przed trzema laty, mając 56 lat.

Maciej Jaśkiewicz rozpoczął regularne treningi dopiero w wieku 17 lat, a i tak należał do najlepszych napastników Radomiaka. Szybkość, dobra technika i nienaganna gra głową - to cechy, które pozwalały mu strzelać wiele bramek. Do końca kariery pozostał wierny zielonym, a potem przez wiele lat szkolił młodzież w klubie ze Struga. Jako jedyny trener w historii radomskiego futbolu, doprowadził w 1989 r. drużynę juniorów Radomiaka do brązowego medalu mistrzostw Polski. 56-letni dziś Maciej Jaśkiewicz jest pracownikiem Wodociągów Miejskich. Jego brat bliźniak - Wojciech - przez 11 lat był podporą obrony Radomiaka.



Fachowcy

Kiedyś mówiło się, że na Struga, na kamieniu rodzą się dobrzy bramkarze. Tezę tę potwierdzają Edmund Kryza (1958-72) i Ryszard Górnik (1967-75). Kryza, mimo, że nie imponował wzrostem, potrafił wychodzić obronną ręką z nieprawdopodobnych sytuacji. - Może dlatego, że od początku przygody z piłką nikt nie musiał namawiać mnie do stawania między słupkami - przypuszcza pan Edmund. Co ciekawe, występy na boisku godził z pracą w Radoskórze. Znakomitym fachowcem był na obu polach, a dzięki nabytym w zakładzie pracy umiejętnościom usłyszał o nim cały świat. Jako twórca największego na świecie buta damskiego na wysokim obcasie i gigantycznych butów piłkarskich trafił do Księgi Rekordów Guinessa. Wykonał też ogromnych rozmiarów filiżankę, puszkę po piwie i okręt z plastikowych butelek.

Najpierw zmiennikiem, a potem następcą Kryzy był Górnik. Ten z kolei mógł pochwalić się znakomitym refleksem i niespotykaną sprawnością. Starsi kibice twierdzą, że jak kot, potrafił obracać się w powietrzu. Po nim, między słupkami pojawił się kolejny ogromny talent - Henryk Bolesta (1972-74), dla którego Radomiak był startem do międzynarodowej kariery. Grając na Struga, bramkarz ten trafił do reprezentacji Polski juniorów, a już jako zawodnik Widzewa Łódź, wystąpił w narodowej drużynie seniorów. Karierę kontynuował w Feyenordzie Rotterdam i Rodzie Kerkrade. Po latach tułaczki, powrócił do Radomia.

Plejadę gwiazd, które najjaśniej świeciły w Radomiaku w latach 60-tych i 70-tych, uzupełniają: Zygmunt Galas (1957-61 i 1966-71), który wsławił się tym, że niezadowolony z decyzji arbitra, wyrwał mu gwizdek z ust, Wiesław Kalita (1966-79), wychowanek, defensor o znakomitych warunkach fizycznych i Tadeusz Mosiołek (1963-68), powołany do reprezentacji Polski juniorów. Dzięki pracy w Radoskórze, Mosiołek zwiedził później całą Amerykę Południową, gdzie w imieniu radomskiej firmy podpisywał kontrakty. Zainteresował się też tenisem, propagując go w Radomiu.



Jak Wołodyjowski

Osobny akapit należy się Ryszardowi Mrozkowi (1969-74 i 1976-86), który nie tylko dostąpił zaszczytu gry w barwach Radomiaka w ekstraklasie, ale został wybrany również piłkarzem 85-lecia klubu ze Struga. Mały wzrostem, ale wielki duchem. Niczym Wołodyjowski, pojedynkował się z bardziej rosłymi rywalami i najczęściej te potyczki wygrywał. Nigdy nie odstawił nogi i zawsze dawał z siebie wszystko. - Chyba dlatego kibice nigdy na mnie nie gwizdali - przypuszcza. Pan Ryszard ma obecnie 51 lat i jest kierowcą w jednej z radomskich firm. Wcześniej był taksówkarzem i grał w amatorskiej drużynie "Taxi".

Z zespołu, który od 1977 r. walczył z powodzeniem w II lidze, fani zapamiętali też z pewnością: Jana Błaszczyka (1977-82), Jacka Gierka (1976-82), Andrzeja Niedziółkę (1978-85), Leszka Partyńskiego (1979-82), Jerzego Turonia (1975-80), Bolesława Strzemińskiego (1976-79) i oczywiście Marka Wojdaszkę (1974-86). Podobnie, jak o zawodnikach, którzy wywalczyli dla Radomiaka I ligę, przypomnimy o nich kibicom w niedługim czasie...

Za pomoc przy pisaniu artykułu serdecznie dziękuję Leszkowi Mosiołkowi, z którego wiedzy i prywatnego archiwum korzystałem.

Skomentuj:
Gdzie są chłopcy z tamtych lat? - rzecz o legendarnych piłkarzach Radomiaka
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Terminarz