Sport.pl

Sportowe maskotki Olsztyna. Humor to podstawa

Maciej Nowocień
23.02.2012 , aktualizacja: 22.02.2012 18:38
A A A Drukuj
Olsztynianie nie kryli radości po zwycięstwie nad utytułowaną Wisłą Fot. Przemyslaw Skrzydlo / Agencja Gazeta Olsztynianie nie kryli radości po zwycięstwie nad utytułowaną Wisłą
W Olsztynie obserwowanie meczów umilają kibicom piłki ręcznej - tzw. Wiewiór, oraz Induś, czyli pupil fanów siatkarzy Indykpolu. Niewiele osób zdaje sobie sprawę, ile wysiłku w swoją pracę muszą włożyć osoby przebrane za maskotki

Fot. Tomasz Waszczuk / Agencja Gazeta
"Wiewiór", maskotka Warmii Anders Group Społem Olsztyn

Fot. Tomasz Waszczuk / Agencja Gazeta Chwilę po zaręczynach w Hali Urania
Fot. Tomasz Waszczuk / Agencja Gazeta
Chwilę po zaręczynach w Hali Urania

Fot. Przemyslaw Skrzydlo / Agencja Gazeta
Fot. Tomasz Waszczuk / Agencja Gazeta
Fot. Przemysław Skrzydło / Agencja Gazeta
Fot. Tomasz Waszczuk / Agencja Gazeta
Fot. Przemysław Skrzydło / Agencja Gazeta
Fot. Przemysław Skrzydło / Agencja Gazeta
Fot. Przemysław Skrzydło / Agencja Gazeta Fani olsztyńskich siatkarzy są wizytówką klubu i powodem do dumy
Fot. Przemysław Skrzydło / Agencja Gazeta
Fani olsztyńskich siatkarzy są wizytówką klubu i powodem do dumy
ZOBACZ TAKŻE
Wszystko zaczęło się od NBA za oceanem, czyli najlepszej koszykarskiej ligi świata. To tam po raz pierwszy sympatycy basketu mogli zobaczyć biegającego byka ubranego w trykot Chicago Bulls, czy dinozaura w barwach Toronto Raptors. Ich zadaniem jest stworzenie odpowiedniego show, jak najlepiej odpowiadającego poziomowi meczu. Często maskotki wpadają na kuriozalne pomysły. Podrywają cheerleaderki, zaczepiają widzów i bawią się z dziećmi. Ich głównym zadaniem jest jednak zachęcanie do dopingu, a rozruszać publiczność, nie zawsze jest łatwo.

Z biegiem czasu moda na maskotki przybyła także do Polski. Swojego pluszowego przyjaciela mają zarówno kluby piłkarskie, koszykarskie jak i siatkarskie. Największa rywalizacja wśród maskotek panuje w Trójmieście, gdzie o miano najlepszej ubiega się ich aż osiem. Ułatwione zadanie mają ich olsztyńscy odpowiednicy, ponieważ jest ich zaledwie dwóch.

Zdania kibiców są podzielone

Pierwszy w stolicy Warmii i Mazur był Wiewiór, znany również jako Travik. Pluszowa wiewiórka szybko zyskała popularność wśród kibiców Warmii Anders Group Społem Olsztyn, która występuje w ekstraklasie piłki ręcznej. Sympatyczną maskotkę po raz pierwszy na hali Urania można było zobaczyć w 2004 roku. Osoba wcielająca się w rolę Wiewióra kilkakrotnie się jednak zmieniała. Od sezonu 2010/2011 jest nią Piotr Jegor z Olsztyna. - Poprzedni Wiewiór z zawodu był aktorem i nadmiar obowiązków nie pozwolił mu na współpracę z Warmią - mówi Katarzyna Bałuch z Warmii AGS.

Okazuje się, że wybór nowego Wiewióra był dość przypadkowy. - Dowiedziałem się, że na stanowisko maskotki w Warmii jest wakat i postanowiłem spróbować swoich sił - mówi Jegor. - Zgłosiłem się, zaprezentowałem się na jednym meczu i zostałem do teraz. Ludzie często zastanawiają się, co takiego ciekawego jest w tej pracy? Tymczasem ja w ten sposób, mogę powrócić do swojego dzieciństwa, przypomnieć sobie, gdy jako dzieciak biegało się i skakało po podwórku.

Z kolei Induś, czyli maskotka siatkarskiego Indykpolu AZS Olsztyn na parkiecie Uranii zadebiutowała w 2010 roku. Indyk nawiązuje do tytularnego sponsora klubu. Opinie przedstawicieli klubu kibica AZS na temat maskotki, nie są jednoznaczne. - Nie ukrywam, że sceptycznie jesteśmy nastawieni do takich pomysłów, tym bardziej, że to twór sponsora, a nie klubu - mówi Maciej Złotkowski, prezes Stowarzyszenia Sympatyków Piłki Siatkowej AZS Olsztyn. - Jeśli już musi być ta maskotka, to wolałbym, żeby był to biało-amarantowy gryf, czyli w tradycyjnych barwach klubu. Ale jak już jest, to niech sobie lata i bawi publiczność.

Podobnie było z wyborem Indusia. Od nowego sezonu w rolę maskotki Indykpolu AZS wciela się Rafał Orzoł. Informacja o wolnej posadzie trafiła do niego poprzez znajomych. - Działam w teatrze studenckim i kabarecie - mówi "Induś". - Decyzję o podjęciu pracy jako siatkarska maskotka podjąłem od razu. Dla mnie to przede wszystkim świetna zabawa.

Wzorem był Bolek i Lolek

Jak przyznaje aktualny Wiewiór, najtrudniejsze były początki nowej pracy. Nie obyło się bez tremy, choć nie ukrywa, że z meczu na mecz była coraz mniejsza. - Czasami po prostu nie wiedziałem, co robić - mówi Piotr Jegor. - Teraz jedynym problemem jest znalezienie sposobu, jak przeskoczyć samego siebie. Muszę niekiedy wymyślać nowe układy taneczne, bo nie mogę przecież cały czas zachowywać się tak samo. Wzoruję się na maskotkach NBA, które oglądam w internecie. Do tego dochodzą stare bajki, typu Bolek i Lolek. Często muszę się jednak dostosować do wyniku meczu, czy reakcji publiczności.

Induś także nie ukrywa, że bycie pupilem widzów to duży wysiłek. - Cały czas muszę się starać, a chciałbym wykonywać pracę jak najlepiej - mówi Rafał Orzoł. - Nie mogę się też powtarzać, dlatego ja również śledzę trendy wśród zagranicznych maskotek. Jeszcze nie zdarzyło się, że nie miałem humoru podczas meczu. Potrafię się też zmotywować. Mam tę przewagę, że nie widać mojej twarzy.

Niekiedy można spotkać się z opiniami, że osoby wcielające się w klubowe maskotki nie mają żadnych hamulców. Tymczasem to zwykli ludzie, którzy potrafią się bawić i przy okazji cieszyć oko widzów. - Spotkałem się z paroma opiniami, że coś jest ze mną nie tak - przyznaje Jegor. - Ja je jednak przyjmuję je "na miękko". Przestało mnie to w ogóle obchodzić. Częściej spotykam się z przyjaznymi zdaniami na temat mojej pracy. Kiedyś jedna z mam powiedziała mi, że ze swoim dzieckiem przychodzi na mecze tylko dla Wiewióra. Takie sytuacje tylko utwierdzają mnie w przekonaniu, że wykonuję dobrą robotę.

Co ciekawe, Jegor nie od razu poinformował swoją rodzinę i znajomych o nowym zajęciu. Po prostu zabrał ich na mecz, podczas którego... odsłonił twarz. - Przez dwa lub trzy tygodnie nie byli w stanie w to uwierzyć. Śmiechu było co niemiara - mówi "Wiewiór".

Z negatywną reakcją na maskotkę nie spotkał się także Induś. - Najczęściej wszyscy są nastawieni do mnie pozytywnie - twierdzi Rafał Orzoł. - Dzieci mnie zagadują, niektórzy chcą się przywitać czy zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie. To dla mnie niezwykle miłe.

Pluszowy kumpel na urodzinach

Podczas listopadowego meczu z Wisłą Płock w Uranii, Wiewiór obchodził swoje siódme urodziny. I jak się okazało, na ten sam mecz do Olsztyna przyjechał... Niedźwiedź, czyli maskotka rywali. Wydawało się, że wzorem innych lig, będą ze sobą rywalizować, ale ostatecznie postanowili stworzyć kolektyw. - Był pomysł, żebyśmy sobie dogryzali, ale zakończyło się na tym, żebyśmy nie rywalizowali - tłumaczy Jegor. - Chcieliśmy, żeby ludzie czerpali radość z naszej obecności.

Praca jako maskotka może być jednak męcząca. - Przede wszystkim chodzi o strój, w którym jest bardzo gorąco - podkreśla Wiewiór. - Szczególnie, że cały czas muszę biegać i skakać. O ile te prawie trzy godziny na hali można wytrzymać, to gorzej jest podczas rozgrywek piłki ręcznej plażowej lub siatkówki plażowej. Wtedy już na dworze jest gorąco, a co dopiero w takim stroju.

Natomiast Induś nie ukrywa, że w stroju swojej maskotki ma poważne problemy z chodzeniem. Wszystko ze względu na duże pluszowe stopy. - Dwa razy nawet się wywróciłem - śmieje się Orzoł. - Często dzieci też ciągają mnie za ogon, a ja nawet nie mam o tym pojęcia. Z boku może to wyglądać komicznie.

Kolejnych maskotek nie będzie

Na swoje maskotki jak dotąd nie zdecydowali się włodarze innych olsztyńskich klubów. Pluszowych przyjaciół drużyn próżno szukać m.in. na meczach koszykarzy Inter Parts AZS UWM Olsztyn. A trzeba przyznać, że klub z Kortowa w obecnym sezonie postawił na marketing. - Być może w niedalekiej przyszłości pokusimy się również o własną maskotkę - mówi Rafał Kacprzak, trener olsztynian. - Co miałaby przedstawiać? Ciężko powiedzieć tak na gorąco, z pewnością chcielibyśmy aby miała coś wspólnego z naszą dyscypliną.

Z kolei koszykarki KKS Apteki Arnika nie mogą sobie pozwolić na pluszaka ze względu na brak funduszy. - Liczymy teraz każdą wydaną złotówkę, a takiej osobie trzeba zapłacić i w coś ją ubrać - mówi Tomasz Sztąberski, trener KKS. - To u nas raczej nie przejdzie, a powodem jest także ciasnota w hali OSiR. Jedynie podczas przerw maskotka mogłaby pomachać łapami. Ciężko też powiedzieć, co mogłoby być naszym pluszakiem. To raczej zmienia się wraz ze sponsorem klubu.

Maskotki, przykładowo biegającego Kormorana, raczej nie zobaczymy na stadionie piłkarskim Stomilu Olsztyn. - Nigdy o tym nie myśleliśmy - przyznaje Andrzej Królikowski, dyrektor drugoligowego klubu. - Podejrzewam też, że raczej nie skusimy się na taki pomysł.

Listonosz, ochroniarz czy student

Kim prywatnie są olsztyńskie maskotki? Okazuje się, że Wiewiór to listonosz, który pracuje w okręgu ul. Lubelskiej, a po godzinach dorabia jako ochroniarz. Z kolei Induś studiuje rolnictwo na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim, a poza nauką udziela się w kabarecie Zmarnowany Potencjał. Która maskotka według kibiców jest lepsza? - Ja większą sympatią darzę Wiewióra - mówi Kamila, studentka zarządzania na UWM. - Gdy wbiega na parkiet, jest taki pocieszny. Zaś Indor ma taki dziwny wyraz twarzy, że już samym strojem potrafi rozśmieszyć.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się