Sport.pl

Moja kolekcja długopisów Zastalu

Andrzej Tomasik
16.02.2012 , aktualizacja: 16.02.2012 20:12
A A A Drukuj
Fot. Sebastian Rzepiel / Agencja Gazeta
Opowieść o zielonogórskiej koszykówce ma potencjał na wątki o ważnych sukcesach. Ale już teraz, zanim zaczną się same ciekawe mecze Zastalu o dużą stawkę, warto się odwrócić i spojrzeć wstecz, bo jest na co.
To wcale nie działo się strasznie dawno, gdy w Zastalu brakowało pieniędzy, by w ogóle przystąpić do rozgrywek na zapleczu ekstraklasy... Wtedy mogliśmy tylko zazdrośnie zerkać na odległy poziom czołówki elity. Myśli, że szybko dołączy tam drużyna z Zielonej Góry, uchodziły za naiwne i złudne. Drużyna grała o przetrwanie dla 500 najwierniejszych widzów w małej sali uniwersyteckiej.

Słynący z brawurowych wypowiedzi trener Grzegorz Chodkiewicz rzucił taką symboliczną kwestię: - Wyciągnęliśmy okręt z dna na powierzchnię. Doprowadziliśmy go do portu. I teraz jest czas, żeby okręt wyremontować, zrobić z niego piękny transatlantyk i popłynąć wprost do wielkiej koszykówki. Problem polega na tym, że aby z tego okrętu zrobić transatlantyk, nie wystarczą trenerzy, prezes spółki i udziałowcy. To musi być wielkie przedsięwzięcie...

Minęło kilka lat i chyba właśnie jesteśmy świadkami wielkiego zielonogórskiego przedsięwzięcia, bardzo udanej inwestycji miasta w Zastal. Wprawdzie transatlantyk ma do zdobycia jeszcze wszystko, co najważniejsze, ale chyba już dziś koszykarskie ośrodki, które marzą o rozwoju i sukcesach, z zazdrością spoglądają w stronę Zastalu. Co widzą? Charakterną i jedną z pięciu najmocniejszych w lidze drużynę, za którą chce się zaciskać kciuki, a nie trzeba co sezon uczyć się jej całkiem od nowa. Odważnych, przebojowych graczy, genialną lewą rękę Waltera Hodge'a. Prawdziwy sztab szkoleniowy. Imponującą arenę, która zwykle wypełnia się do ostatniego krzesełka, gdy gra w niej Zastal. Na pewno dostrzegają też kibiców tworzących atmosferę magicznych zielonogórskich wieczorów z koszykówką. Muszą widzieć lub mieć świadomość, że stoi za tym dość dobrze zorganizowany klub z ambicjami, który dziś szykuje się do przeprowadzenia finałowego turnieju o Puchar Polski. To wszystko nie pojawiło się w Zielonej Górze ot tak. Ludzie stojący za budową kompleksu CRS, zarządcy klubu, możni oraz drobni sponsorzy, zawodnicy, trenerzy - dziś wszyscy, którzy przyłożyli się do dotychczasowych osiągnięć, zasługują na oklaski.

Zanim zaczną się najpoważniejsze wyzwania tego sezonu, nastał taki dzień, w którym można spojrzeć za siebie. Warto to zrobić, bo w przeszłości tkwią błędy, z których da się wyciągnąć lekcje, lecz także - w wypadku Zastalu - niepodważalne sukcesy, pomagające nabrać przekonania, że już wiele udało się zrobić i droga wiedzie chyba w dobrym kierunku - do pucharu Polski, medali, koszykarskiej Europy. Może nie wszystko się uda, pewnie nie od razu i za jednym zamachem, ale opowieść o zielonogórskiej koszykówce ma potencjał na wątki o naprawdę ważnych sukcesach.

Już coraz rzadziej notatki do takiej opowieści powstają za pomocą kartki i długopisu. Ale długopisom też należy się kawałek miejsca na koniec dobrego sezonu zasadniczego. Otóż przed każdym z 12 spotkań w hali CRS na ławce prasowej czekały na dziennikarzy materiały prasowe i zielone długopisy z klubowym emblematem. Dopiero po którejś kolejce zwróciłem uwagę na szczegół, że każdy długopis ma inny okolicznościowy nadruk - datę meczu i nazwę drużyny przeciwnika. Od tego czasu kolekcjonuję te długopisy, uzbierało się dziesięć. To niby tylko drobiazgi, tanie gadżety. Ale może w tym wypadku jednak coś więcej? Znak, jak wiele się w Zastalu i wokół Zastalu zmieniło, że wśród nawału wyzwań komuś chce się o takie szczegóły dbać...

Właśnie w kwestii tych długopisów mam dwa życzenia. Pierwsze, żeby już w tym sezonie dobrać do kolekcji model przygotowany na mecz półfinału play-off. Jeśli to się uda, z oczekiwaniem na spełnienie drugiego marzenia o pierwszym europejskim egzemplarzu wytrzymam dłużej.

Tymczasem cieszmy się tym, co przed nami: weekend z szansą na puchar, później gra w doborowym towarzystwie o dobre rozstawienie, a na koniec kwintesencja ligi, czyli wreszcie play-off.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się