Sport.pl

Nie zapominać, choć najważniejsze przed nimi

Adam Gołąb, korm
16.02.2012 , aktualizacja: 16.02.2012 19:44
A A A Drukuj
Michał Kozłowski (Fart Kielce) Fot. Paweł Małecki / Agencja Gazeta Michał Kozłowski (Fart Kielce)
W Jastrzębiu-Zdroju Fart zakończył najdłuższą serię porażek (siedmiu) w tym sezonie w PlusLidze. - Wreszcie widać było zespół - mówi MVP meczu rozgrywający Michał Kozłowski. - Drużynę także w taktyce - dodaje trener Grzegorz Wagner. To wszystko kielczanie chcą pokazać również w poniedziałek przeciw Indykpolowi AZS Olsztyn.
Do wizyty na Śląsku tykającego zegara kielczanom nie udawało się zastopować. - Mówiłem wiele razy: potrzebowaliśmy tego zwycięstwa, przełamania... Wcześniejsze mecze - choćby ostatnie w Warszawie i Bydgoszczy - pokazywały, że jeszcze czegoś ciągle brakowało. Tym razem już na rozgrzewce widać było inne podejście - każdy sam, mocno skoncentrowany, bez żadnych uśmiechów, czyli to dojrzewało - opowiada szkoleniowiec kielczan.

Michał Kozłowski: - W końcu dopisało nam szczęście, ten przysłowiowy w naszym wypadku fart. Dotąd nie mieliśmy tego w końcówkach ani w tych piątych setach.

Tie-break z klubowym wicemistrzem świata to jakby ten cały środowy mecz w miniaturze. Dobre momenty jednych przeplatały się z udanymi akcjami drugich. W decydującej partii pierwszy zaatakował Fart - Xavier Kapfer zaczął serwować przy stanie 3:3, a skończył, gdy kielczanie prowadzili 11:3! Jastrzębie jednak też pokazało pazur - gdy w polu zagrywki pojawił się Brazylijczyk Nemer, gospodarze wyciągnęli z 4:12 na 10:12! - To był niesamowity set, ale my nie popełnialiśmy błędów, to rywale odrzucili nas od siatki i zatrzymali blokiem - tłumaczy Wagner. Jednak nie do końca. Jego zespół prowadzony w ataku przez Marcusa Nilssona wytrzymał nerwowo i złamał rywali po raz trzeci. - To był Marcus, jakiego chcielibyśmy oglądać, dotąd częściej pokazywał się jako zimnokrwisty Szwed, a teraz niemal z pianą na ustach - dodał trener kielczan.

Po dwóch godzinach i dwudziestu minutach batalię nieudaną akcją zakończył reprezentant Polski w barwach Jastrzębia Michał Kubiak (inny Zbigniew Bartman oraz włoski kadrowicz Michał Łasko kontuzjowani). - Co to było przy okazji porażek do tej pory? Ja to określam jako niemoc. Dobre momenty mieliśmy już wcześniej, ale przegrywaliśmy przez głowę. W końcu widać było drużynę nastawioną na przeciwnika, a nie na rywalizację między sobą czy też wytykanie błędów - ocenia Kozłowski.

W takiej sytuacji jak kielczanie przed starciem z Jastrzębskim Węglem jest pewnie teraz najbliższy rywal Farta - Indykpol AZS Olsztyn. Po wygranej w połowie grudnia nad Zaksą Kędzierzyn Koźle (!) przegrał sześć kolejnych spotkań. W 15. kolejce u siebie nawet z zamykającym tabelę Lotosem Treflem Gdańsk... - Wydaje się, że momentami gramy naprawdę fajnie, ale potem nagle, nie wiem dlaczego, tracimy wypracowaną przewagę. Brakuje nam nie tylko zwycięstw, ale i pewności siebie na boisku - mówił po ostatniej przegranej Paweł Siezieniewski, przyjmujący Indykpolu. Akademików usprawiedliwiają nieco urazy - ze składu wypadło mu już przez to trzech zawodników (Metodi Ananiew, Piotr Hain, Piotr Łukasik), a za porozumieniem stron rozwiązana została umowa z Australijczykiem Igorem Yudinem, który ma teraz występować w rosyjskiej Superlidze. - Oby ta seria Olsztyna była z nami podtrzymana. Bardzo chcielibyśmy, żeby teraz przyszły wygrane, ale też nie popadajmy w hurraoptymizm. Z takim nastawieniem się nie wygra - zaznacza Kozłowski.

Wagner: - O takim meczu jak ten z Jastrzębskim Węglem zapomnieć się nie da, ale obyśmy właśnie pamiętali, że umiemy grać w siatkówkę. Teraz przed nami dwa najważniejsze mecze [po olsztynianach Fart podejmuje ekipę z Gdańska - przyp. red.], musimy je wygrać.

Pierwszy z nich w poniedziałek o 18 w Hali Legionów. Mecz z olsztynianami pokaże na żywo Polsat Sport.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się