Za białostocką drużyną rok rozczarowań i przeciętnej albo wręcz bardzo słabej gry. Najpierw był spadek z pierwszego miejsca poza podium ekstraklasy na koniec poprzedniego sezonu. Potem doszło do kompromitującej porażki w kwalifikacjach do Ligi Europy z Irtyszem Pawłodar. Zespołu, z którym nie radził już sobie trener Michał Probierz, nie zdołał i nie zdążył odmienić jego następca Czesław Michniewicz. Po tym, z jakimi problemami kadrowymi borykał się jesienią, 22 zdobyte wtedy punkty należy uznać za wynik przyzwoity. Ekipa potrzebowała jednak sporych zmian. Na stanowisku trenerskim początkowo nie były planowane, ale Michniewicz średnio dogadywał się z prezesem i jednym z właścicieli klubu. W końcu Cezary Kulesza postanowił powierzyć swoją drużynę Tomaszowi Hajcie, a ten na najbliższego współpracownika dobrał sobie Dariusza Dźwigałę.
- Podobała mi się gra Jagiellonii za trenera Probierza - mówi Dźwigała. - Był taki dobry moment, w którym grała bardzo agresywnie i kombinacyjnie. Największy problem stanowiły zawsze mecze wyjazdowe. To tkwi gdzieś w głowach polskich piłkarzy, bo to nie tylko problem Jagiellonii, że jadąc na wyjazd zmieniają nastawienie. Nad tym pracowaliśmy zimą, staraliśmy się wpajać zawodnikom wiarę w siebie. Przekonać, że mecz u siebie, czy na wyjeździe niczym się nie różni. Wiadomo, że grając z drużynami teoretycznie silniejszymi, należy dostosowywać taktykę do przeciwnika, ale chodziło głównie o nastawienie i wiarę w siebie.
Czystka w kadrze rozpoczęła się jeszcze za Michniewicza. Pierwsi odeszli Roger Canas i Maycon, z których nie było żadnego pożytku, ale kontrakty mieli bardzo wysokie. Z zawodników, którzy powinni rywalizować o miejsce w jedenastce, ale tego nie robili, zrezygnowano też z: Roberta Arzumanjana i Mido (El Mehdi Sidqy). Skoro nie przebił się do wyjściowego składu w ciągu rundy w Białymstoku, zbędny okazał się też Vladimir Kukol. W związku z tym, że po kontuzji nie był w stanie nawiązać walki z innymi napastnikami Jagi, musiał odejść Bartłomiej Grzelak. W końcu za winnych dotychczasowego zła uznano tych, którzy odgrywali ważne role w ekipie: Andriusa Skerlę, Hermesa i wreszcie Grzegorza Bartczaka. Wszystkie te ruchy pozwoliły znacząco obniżyć średnią wieku w kadrze.
Kibicuj Jagiellonii - wygraj karnet na mecze
Długo ważył się jeszcze los Luki Pejovicia, ale w końcu właściciele klubu wyperswadowali trenerom pozbywanie się Czarnogórca.
- Mamy teraz 24 zawodników, którzy za nami, za Jagiellonią wskoczą w ogień, wierzę w to. Potrzebuję żołnierzy, którzy pójdą na wojnę, walczyć o trzy punkty - powtarza trener Hajto.
Do drużyny wrócił na kilka miesięcy Grzegorz Sandomierski. Na początku sezonu był jednym z najlepszych bramkarzy ekstraklasy. Po sprzedaży do Genku wylądował na ławce rezerwowych, więc wrócił. Bez dwóch zdań ma znacznie większe umiejętności, niż stojący w bramce Jagiellonii jesienią Krzysztof Baran i Tomasz Ptak. Obaj przystępowali do rozgrywek w roli bramkarza numer trzy i cztery, ale kontuzji doznał Jakub Słowik (wiosną ma wracać do dyspozycji w I-ligowej Warcie
Poznań).
Niewątpliwym wzmocnieniem powinien być także Nika Dzalamidze, który w zimowych sparingach prezentował zagrania podobne do tych, dzięki jakim zasłużył w Widzewie Łódź na miano gwiazdy ligi.
- Nika pokazał w Widzewie, że ma duży potencjał gry jeden na jeden i na niego bardzo liczymy. To piłkarz o bardzo wysokich umiejętnościach indywidualnych. Mało jest takich jak on w ekstraklasie - twierdzi trener Dźwigała.
Niewiadomą stanowi za to Tomasz Bandrowski z Lecha Poznań. Były reprezentant kraju wciąż dochodzi do siebie po poważnej kontuzji. Podobnie jak inny defensywny pomocnik Jagiellonii, Rafał Grzyb. Gdyby obaj doszli do swojej normalnej dyspozycji, stanowiliby silne punkty zespołu.
Na razie warto zwrócić uwagę na to, że obok siebie w ataku bez problemów będą mogli już grać Tomasz Frankowski (w sierpniu skończy 38 lat) i Grzegorz Rasiak (33 lata) - zdecydowanie najstarsi w kadrze zawodnicy (kolejny pod tym względem Grzyb ma lat 29). Jesienią niemal nie było to możliwe. Najpierw Rasiaka nie dało się zgłosić do rozgrywek, dlatego wystąpił tylko w dwóch ostatnich spotkaniach. A wtedy najlepszy strzelec drużyny - dziewięć goli w lidze - borykał się z urazem. W zimowych sparingach napastnicy współpracowali ze sobą bez zarzutów i efektywnie - Rasiak zdobył dziewięć bramek, a Frankowski pięć.
Po stronie plusów - w odniesieniu do jesieni - należy też zapisać Marcina Burkhardta, który przestał się borykać z problemami zdrowotnymi. Czy to się komuś podoba, czy nie - pomocnik wśród kibiców ma wielu przeciwników - umiejętności Burkhardta cenił i Probierz, i Michniewicz, i obecni szkoleniowcy.
Symbolem zmian dokonywanych przez Hajtę i Dźwigałę powinni być Maciej Makuszewski i Łukasz Tymiński. Obaj młodzieńcy byli już na wylocie z klubu, bo nie spełniali rozbudzonych oczekiwań, a teraz mają pewne miejsce w zespole.
Problem Jagiellonii stanowi obrona, a ściśle mała liczba obrońców. Alexis Norambuena nie może wystąpić w poniedziałek w
Kielcach z powodu nadmiaru żółtych kartek i na prawy bok defensywy należy już przesuwać kogoś z pomocy.
- Zdajemy sobie sprawę z tego, że brakuje tu zawodników i cały czas o tym rozmawiamy - mówi Dariusz Dźwigała. - Można było wziąć kogoś na siłę, ale nie chcemy pochopnie wykonywać ruchów, by brać zawodnika na jeden mecz. Szukamy wartościowego piłkarza.
Ostatnim kandydatem, o którym mówiło się na początku tego tygodnia, był Marcin Kikut - do czerwca zawodnik Lecha, który jesienią leczył kontuzję.
Dysproporcje między ofensywą a defensywą w białostockiej drużynie zwiększa też fakt, że z optymalnej czwórki obrońców - Norambuena, Thiago Cionek, Luka Gusić, Paweł Nowotka - dwaj ostatni to nowi gracze. 27-letni Nowotka dotychczas występował najwyżej w II lidze.
- W niższych ligach jest naprawdę sporo chłopaków, którzy zasługują na szansę na poziomie ekstraklasy. To kwestia tego, aby zaufać jednemu czy drugiemu zawodnikowi - mówi Dźwigała, który współpracował z Nowotką w Starcie Otwock. - Paweł to zawodnik dynamiczny, agresywny, ale nigdy nie dostał szansy. Daliśmy mu okazję pokazania się w Jagiellonii w okresie przygotowawczym. Przekonał przede wszystkim Tomka Hajtę, aby go zostawić. Nie jest tak, że Paweł odstawał od reszty, ale został ze względu na to, że go poleciłem. Wyglądał bardzo dobrze, chociaż nie wiem, jak zareaguje, kiedy przyjdzie mecz mistrzowski. Wydaje mi się, że potrafi radzić sobie z presją. Zresztą mamy więcej zawodników, którzy stanowią niewiadomą. My na nich stawiamy, a nie mieli przecież szansy grania u poprzedników.
Chodzi tu przede wszystkim o Tymińskiego i Makuszewskiego.
- Nie boję się o to wcale, bo przyzwyczajam zawodników do tego, że muszą umieć żyć z presją. Staram się za wszelką cenę im wmówić, że nie mają czego się bać, nie są od nikogo gorsi, są super przygotowani, na 120 minut grania wysokim pressingiem. Liga jest taka, że każdy może wygrać z każdym. Bać się nie będziemy nikogo - przekonuje Tomasz Hajto.