AZS
Białystok w rundzie zasadniczej wygrał ledwie pięć z 18 spotkań. Drużyna z Mielca spisała się jeszcze gorzej - trzy zwycięstwa. Teraz te zespoły będą walczyły ze sobą w pierwszej fazie baraży. Zmagania trwają do czterech wygranych. Przegrany z tej rywalizacji żegna się z ekstraklasą. Zwycięzca w kolejnej fazie o pozostanie w lidze będzie walczył z wicemistrzem I ligi.
- W barażach nie ma faworytów, one żądza się własnymi prawami - uważa Czesław Tobolski, trener AZS-u. - Wystarczy wspomnieć sezon, który zaczynałem jako trener AZS-u, potem drużynę prowadził Marian Kardas, a na koniec pracowaliśmy z zespołem wspólnie [2006/2007 - red.]. Mieliśmy wówczas teoretycznie mocniejszy skład, a walka o pozostanie w lidze była bardzo trudna. Teraz teoretycznie mamy lepszy skład od Stali, ale to nie oznacza, że mecze będą łatwe i spokojnie odniesiemy zwycięstwa.
- Zakończyłyśmy rundę zasadniczą na dziewiątym miejscu w tabeli, Stal była dziesiąta, a więc teoretycznie to my jesteśmy faworytkami meczów barażowych - uważa natomiast Lucie Muhlsteinova, rozgrywająca AZS-u. - W sumie to jednak ja do końca nie wiem, jak się gra w barażach. Dla mnie to będzie nowość. Przychodząc do zespołu z Białegostoku myślałam, że będzie to najlepszy sezon w historii klubu, jak też mój najlepszy w polskiej lidze. Niestety, stało się inaczej i trzeba walczyć teraz o utrzymanie. Myślę, że te mecze barażowe są trochę podobne do pojedynków w play-off. O tym, kto wygra, decyduje aktualna forma, zaangażowanie.
Z formą i zaangażowaniem białostoczanek podczas rundy zasadniczej było różnie. Zdarzały im się bardzo dobre mecze, jak chociażby wygrane za trzy punkty z drużyną z
Łodzi czy też z Mielca. Były jednak też katastrofalne występy i porażki. Wystarczy wspomnieć niedawną przegraną z ekipą z Piły, kiedy zawodniczki AZS-u zaprezentowały się koszmarnie, jakby były zlepkiem zespołu, który spotkał się na chwilę przed rozpoczęciem pojedynku.
- Mogę w zasadzie tylko zgodzić się ze stwierdzeniem, że nie wiadomo, jak zagramy w kolejnym meczu. Gdybyśmy jednak wiedziały, z czego to wynika, to pewnie nie byłoby nas w barażach - stwierdza białostocka libero Agata Durajczyk.
- W sumie też nie wiem, czym jest spowodowany ten brak stabilizacji naszej formy, ale być może wpływ na to miały też zmiany trenerów - dorzuca Muhlsteinova. - Pewne jest jednak to, że żadna z nas przy swym nazwisku nie chce mieć zapisanego spadku z ligi.
Zawodniczki do sobotniego spotkania w Mielcu przygotowywały się w
Białymstoku. Teraz już ćwiczą w komplecie. Wcześniej część z nich narzekała na przeziębienie. Choroby były pokłosiem wyjazdu na ostatni mecz w rundzie zasadniczej. Wówczas podróż naszych siatkarek do Muszyny, z powodu awarii autobusów, trwała 20 godzin.
- Mam nadzieję, że na sobotni mecz wszystkie zawodniczki będą w optymalnej dyspozycji. Na pewno mają świadomość o co grają - stwierdza szkoleniowiec AZS-u.
Sobotnie spotkanie będzie szczególne dla Agaty Durajczyk. Do AZS-u trafiła ze Stali, więc stara się wyrzucić z ligi swój były klub.
- Już jeden były klub spuściłam z ligi [w sezonie 2009/2010 Stal pokonała w barażach Gedanię Gdańsk - red.] - uśmiecha się Durajczyk. - Nie chcę, aby Stal spadła z ligi, ale takie jest życie. Jestem zawodniczką AZS-u i liczę oczywiście na to, że to moja obecna drużyna pozostanie w lidze. Trudno teraz wyrokować, kto jest faworytem naszych spotkań. Co prawda, pokonałyśmy Stal we własnej sali, ale też trzeba pamiętać, że przegrałyśmy z nią na wyjeździe 2:3. Wydaje mi się, że rywalki powinny się trochę bardziej nas bać.
- Przewaga AZS-u jest na pewno w kadrze, my cały czas mamy problemy zdrowotne - stwierdza Jacek Wiśniewski, trener Stali. - Nasza libero Mariola Wojtowicz ma kłopoty z kolanem i nie wiem, czy będzie mogła zagrać w sobotę. Dorota Pykosz boryka się z urazem pleców. Pocieszające jedynie jest to, że do treningów wróciła Magda Sadowska, ale nie ćwiczy na sto procent.