Rozmowa z prezesem AZS-u Tomasz Piekarski: Przed sezonem na pewno nie zakładałeś, że zespół wyląduje w barażach. Aleksander Puchalski: - Nikt chyba nie zakładał, że tak będzie.
Dlaczego więc twoim zdaniem drużyna o pozostanie w ekstraklasie musi walczyć w barażach? - Osiem drużyn osiągnęło lepsze wyniki od nas i dlatego to my jesteśmy w barażach. Jeszcze jednak jest za wcześnie, aby kategorycznie stwierdzić dlaczego tak się stało. Na pewno trzeba będzie zrobić analizę całego sezonu i wyciągnąć wnioski z popełnionych błędów, bo takowe były. Teraz można rozpatrywać wiele czynników dlaczego znaleźliśmy się w barażach. Można zacząć pewnie od złego przygotowania do sezonu, poprzez nie wszystkie trafione transfery, a kończąc na sprawach organizacyjnych i finansowych. Na to, że jesteśmy w barażach złożyło się szereg czynników. Można jednak też po prostu przyjąć, że nasz zespół sportowo prezentował niższy poziom niż osiem innych drużyn.
Zastanawiam się czy jakieś fatum nie ciąży nad tym klubem. Niemal co sezon AZS gra o utrzymanie w lidze w barażach, nie ma w zasadzie znaczenia kto jest trenerem drużyny, jaka jest jej kadra. - Rzeczywiście można się zastanowić dlaczego tak się dzieje. Byli przecież różni trenerzy, różne cykle przygotowań. Może po prostu poziom ligi jest bardzo wysoki i my go nie dźwigamy? W tym wszystkim swoją rolę odgrywają też pewnie kwestie finansowe, bo na pewno nie jesteśmy najbogatszym klubem. Od czasu do czasu pojawiają się jakieś kłopoty finansowe, co nie jest tajemnica. Być może to też wpływa na obniżenie morale drużyny. Myślę, że to jest złożony problem, a składają się na to tak kwestie sportowe, jak też poza sportowe. Musimy więc z tego wszystkiego wyciągać wnioski i wierzyć, że wreszcie przyjdzie taki czas, że AZS nie będzie murowanym kandydatem do gry w barażach, bo tak to niestety dotychczas wyglądało. W sumie na początku sezonu można byłoby obwieścić, że walczymy o miejsca 9.-10., a tak naprawdę to o dziewiąte, bo o dziesiąte to nawet walczyć nie trzeba.
Wspomniałeś o sytuacji finansowej, jak wygląda ona obecnie, są duże zaległości w stosunku do zawodniczek? - Na pewno nie jest to sytuacja, którą można byłoby się chwalić. Mamy pewne zaległości finansowe, ale nie są one jakiś katastrofalnych rozmiarów, bo wtedy byłoby o tym dużo głośniej, jak jest chociażby w przypadku Atomu
Trefl Sopot, gdzie odchodzą przecież zawodniczki. Od nas nikt nie odchodzi, nie zrywa kontraktu. Te nasze problemy to jest trochę pochodna poprzednich lat. Cały czas się borykamy z jakimiś zaszłościami. Śmiem twierdzić, że gdyby nie te zaszłości, to teraz bylibyśmy na bieżąco ze wszystkimi płatnościami. Tak obecnie nie jest, ale głęboko wierzę, że w nowy sezon będziemy mogli wejść z uporządkowaną sytuacją finansową. Trzeba jednak również pamiętać o tym, że to jest trochę zamknięty krąg. Jeżeli mamy słabe wyniki, to sponsorzy, ludzie finansujący zespół, mogą dać mniej pieniędzy, opóźnić opłatę. Jak to zrobią my mamy problem, bo nie płacimy na czas i koło się zamyka.
W pierwsze fazie baraży zagracie z ekipą z Mielca, którą niedawno pokonaliście we własnej sali 3:0. AZS jest faworytem tej rywalizacji? - Ja patrzę z perspektywy prezesa klubu i dla mnie kluczowe jest to żeby się utrzymać się w lidze. Z punktu widzenia kibicowskiego uważam, że siatkarsko jesteśmy lepszym zespołem od drużyny z Mielca. Ale oczywiście rywalki nie położą się przed nami i nie oddadzą nam zwycięstw. Je trzeba będzie wywalczyć. Nie ma co słuchać, że Stal ma jakieś problemy, bo my też mamy swoje. Przecież to, że rundę zasadniczą zakończyliśmy na dziewiątym miejscu nie wynikało z jakiegoś losowania. Do spotkań z ekipą z Mielca trzeba podejść tak jak do ostatniego meczu z tym zespołem we własnej sali, bo przecież na wyjeździe przegraliśmy z tym rywalem 2:3. Trzeba w sobotę wygrać w Mielcu, potem dwa razy pokonać Stal we własnej sali, a w końcu przypieczętować zwycięstwo w pierwszej fazie baraży kolejną wygraną na wyjeździe. Później będziemy mieli miesiąc na przygotowanie do kolejnej fazy baraży i meczów z wicemistrzem I ligi.
Pewnie nie zakładasz czarnego scenariusza czyli spadku z ekstraklasy, ale co będzie gdy to Stal okaże się lepszym zespołem, a AZS spadnie z ligi, czy to byłby koniec żeńskiej siatkówki na wyższym poziomie w Białymstoku? - Od początku swej
pracy w klubie powtarzałem, że nie ja AZS zakładałem i nie ja będę go rozwiązywał. Oczywiście w takim przypadku, czysto teoretycznie rozważając taki scenariusz, bo nie zakładam spadku, na pewno doszłoby do zebrania członków założycieli klubu i byśmy wówczas dyskutowali nad przyszłością. Trzeba będzie się głęboko nad tym wszystkim zastanowić, przeliczyć, zobaczyć jakie są możliwości działania i wówczas wyciągnąć z tego wnioski. Na pewno po spadku byłyby mniejsze wpływy do
budżetu, kontrakty zawodniczek uległyby rozwiązaniu. Wierzę jednak, że będzie dobrze i po raz kolejny uratujemy się przed spadkiem.