Andrzej Tomasik: Czy Lechia próbowała cię zatrzymać, przedstawić ofertę zatrudnienia gorszą, ale do przyjęcia? Dawid Dłoniak: Nie próbowali, nic nie zaproponowali. W związku z tym musieliśmy się rozstać za porozumieniem stron, jak dżentelmeni. Czasami tak w życiu bywa. Ja to rozumiem. Dlatego, ani Krzysia Stacewicza, ani prezesa Materny o nic nie obwiniam. Oni zostali postawieni przed faktem.
Gdy Lechia oddała swój los w ręce szkółki UKP , a prezes szkółki zapowiedział, że kilku graczy będzie musiało odejść, czułeś, że pójdziesz na pierwszy ogień? - Zdawałem sobie sprawę, że tak się może stać.
Uszykowałeś na okoliczność zagrożenia plan B? - Plan B to miałem z miesiąc temu, gdy mocno niepokoiła mnie Olimpia Elbląg. Ale wtedy Krzysiu zapewniał, że wszystko się dobrze skończy. Zresztą ja bardzo chciałem zostać w
Zielonej Górze. Dobrze mi tu. Tu mieszka mój brat [koszykarz Zastalu Kuba Dłoniak - red.], który jest dla mnie najbliższą osobą.
Ale teraz musisz coś wymyślić? - Tak. Nie mam pojęcia, co będzie. Jeszcze dziś wieczorem na gorąco nie mam żadnego pomysłu. Jutra rano wstanę i spokojnie coś spróbuję zdecydować.
A twoja niebieska krew? To może być ten czas i ten kierunek? - Kto wie? Nie mówię tak, nie mówię nie. Stilon Gorzów jest dla mnie najbliższy. Kocham ten klub. Jestem w stanie wiele poświęcić, żeby tam zagrać.
Masz żal, że kontrakt w Zielonej Górze kończy się w połowie drogi i nie dokończysz z chłopakami walki o awans do drugiej ligi? - Dłoniak do nikogo nie ma pretensji! Na nikogo się nie gniewa, ani nie boczy. Tak się stało. Trudno. Czas spędzony w Zielonej Górze będę wspominał kapitalnie. I was dziennikarzy także, bo zawsze byliście za mną.
W Zielonej Górze będziemy cię jeszcze widywać na meczach koszykówki? - No raczej! Brat jest dla mnie najważniejszy i gdy tylko znajdę wolną chwilę, wpadnę na mecz Zastalu. Dlatego nie ma co dramatyzować. Będziemy się widywać i normalnie rozmawiać.
Kto powinien zająć w Lechii twoje miejsce między słupkami? - Chciałbym, żeby to był Krystian Kalinowski, ale on ma kontuzję.
A ponoć jest jeszcze taki młody, zdolny bramkarz z trudnym charakterem? - Nie wiem, czy mówimy o tym samym. Ale jest taki jeden i gdyby był w regularnym treningu, to spokojnie sobie poradzi. Tylko on musi sobie odpowiedzieć na pytanie, czy chce bronić.
W Lechii byłeś bramkarzem i trenerem. Kończy się jedno i drugie? - Tak,
praca z bramkarzami też się kończy. Ale jeśli będę w Gorzowie i chłopaki będą potrzebowali mojej pomocy, niech wpadają. Urządzę im specjalny trening. Nie odcinam się od Zielonej Góry, od Lechii. Mama mnie tak wychowała, że trzeba szanować ludzi. I ja nikomu nie odmówię pomocy.
Dawid Dłoniak ma 31 lat, grał m.in. w GKP Gorzów, Czarnych Witnica, Polonii Słubice, Motorze
Lublin. W styczniu 2011 r. wzmocnił skład Lechii. Grał tu z numerem 23. Dlaczego? - Bo tyle lat żyła moja siostra. I chociaż w ten sposób staram się cały czas być przy niej - tłumaczył bramkarz.