Duże zmiany czekają pierwszą drużynę Lechii już w najbliższych dniach. Dwa miesiące przygotowań pójdą w dużej mierze na marne, bo proces renegocjacji kontraktów sprawi, że wielu graczy odejdzie z Zielonej Góry. W każdym razie wszyscy, którzy zarabiają najwięcej, staną przed wyborem: gruba obniżka płac, albo poszukiwanie nowego pracodawcy.
Rewolucyjna zmiana w zielonogórskiej piłce jest pochodną ostatniego podziału miejskich dotacji na sport. Lechia ubiegała się w konkursie o 800 tys. zł, dostała 158 tys. Prezydent Zielonej Góry mówił wprost, że nie chce finansować pensji dla graczy z drużyny, która gra przy pustych trybunach na regionalnym szczeblu ligowym.
Prezes Materna najpierw nie wierzył, płakał, pikietował pod Urzędem Miasta, modlił się za prezydenta. Teraz zgodził się na marginalizację roli Lechii. - Nic nie utrudniam. Nie patrzę na swoje ambicje i pięć lat społecznej
pracy. Jeśli dla ratowania futbolu w mieście trzeba dziś wykonać kilka kroków w tył, trudno - oceniał Materna.
Dominującą rolę w zielonogórskim futbolu przejmie szkółka Uczniowski Klub Piłkarski, która tym samym spełni wyrażane kilka lat temu marzenia o wystawieniu do rozgrywek własnego zespołu seniorów. 9 marca w Lechii odbędzie się walne zebranie sprawozdawczo-wyborcze. W nowym siedmioosobowym zarządzie cztery krzesełka wezmą ludzie z UKP, dwa przedstawiciele Lechii, a jedno pozostanie neutralne. Do czerwca będzie można mówić o wiodącym wpływie UKP na Lechię. W letniej przerwie może powstać z tego jeden klub.
Bliski współpracownik prezydenta dyrektor MOSiR Robert Jagiełowicz pośredniczył w rozmowach między prezesami Lechii i UKP, co oznacza, że małżeństwo dwóch korzystających z miejskich obiektów i żyjących głównie z dotacji klubów oraz nowy przepis na zielonogórską piłkę ma błogosławieństwo Janusza Kubickiego, prezydenta miasta.
- Prezydent nie mógł tu niczego narzucać, kazać, ale wie o sprawie i akceptuje. Zresztą od dawna mówiliśmy, że trzeba zrobić jeden wiodący klub miejski. Teraz to się dzieje i jestem dobrej myśli - mówił Jagiełowicz.
Już nie pierwszy raz Lechia i UKP godzą się na współpracę. Było niegdyś trójprzymierze miasta, Lechii i UKP. Później okrągły stół piłkarski organizowała "Gazeta". Jednak porozumienia trwały krótko lub kończyły się w niezgodzie. Dominującą rolę zachowywała Lechia. Teraz sytuacja się zmienia: dojdzie niemal do wchłonięcia klubu znanego z seniorskiej drużyny przez szkółkę UKP. Co z tego wyniknie?
Na pewno będziemy przegrywać mecze w rundzie wiosennej. Bo po zmianach zespół może się składać głównie 16-18-latków. Bądźcie dla nich łaskawi - zaapelował do dziennikarzy Tomasz Zawistowski, prezes UKP i wkrótce zarządca największej futbolowej organizacji w historii Zielonej Góry. - Będziemy próbowali przejść przez wiosnę tak, żeby nie było śmiechu i spadku. Może zatrzymamy część zawodników, którzy u nas zaczynali przygodę z piłką. Ale rozmowy o renegocjacji warunków kontraktów dopiero się zaczną. Te rozmowy mogą być trudne, mamy o wiele mniej pieniędzy do wydania i dlatego będziemy rozmawiali o bardzo niskich płacach. Ja będę się tylko przysłuchiwał, formalnie nie mogę jeszcze o niczym decydować. Ale poznałem już listę płac Lechii. I z naszej strony pojawiły się sugestie, kogo warto zatrzymać, a kogo - głównie z uwagi na wysokość
wynagrodzenia - zatrzymać absolutnie nie zdołamy.
Trener Lechii Tomasz Trubiłowicz niewiele wiedział o nowym pomyśle na zielonogórską piłkę, gdy w poniedziałkowe popołudnie pytaliśmy go nastroje w drużynie, którą czeka rozbiór. - Nikt ze mną nie rozmawiał. O 18.30 mamy trening. Może się wtedy dowiem - przekazał. - Młodzieżą się w trzeciej lidze daleko nie ujedzie. Trzeba poczekać, zobaczyć, co z tego wyniknie.
Czy Trubiłowicz w ogóle utrzyma posadę, czy może UKP wystawi swojego kandydata np. Piotra Żaka, który już kiedyś szkolił seniorów Lechii? - Ja myślę, że Tomek powinien dokończyć pracę w rundzie wiosennej. Sam żadnej propozycji nie mam- zapewnił Żak. - Zajmuję się teraz juniorami na obozie. Wiem o sprawie jedynie z mediów i uważam, że najważniejsze są teraz renegocjacje kontraktów z piłkarzami.