Maciej Kwiatkowski - To chyba jedna z najbardziej przykrych porażek, od kiedy jest pan trenerem Rosy? Mariusz Karol - Przyznam, że tak. Porażka jest bardzo przykra.
Z czego ona wynikała? - Najkrócej można powiedzieć, że z niezrozumiałej dla mnie postawy zawodników. Naprawdę wstyd było patrzeć na ich grę, przecież sam na boisko nie wejdę. Pracujemy cały tydzień, na treningach wygląda to dobrze, a przychodzi mecz i koszykarze wyglądają, jakby zostali porażeni paralizatorem.
Być może wzięła się ona z tego, że pana podopieczni dość szybko łapią przewinienia, a później muszą już grać asekuracyjnie? - Faule są wkalkulowane w ten sport, ale to prawda, że popełniamy ich za dużo. Zwłaszcza nie potrzebne są takie, gdzie przerywamy akcje wyciągając rękę w odległości powiedzmy dziesięciu metrów od kosza rywala. Albo, gdy popełniamy przewinienia, przy próbach zbiórki na ich tablicach. Uważam, że akurat ten czynnik miał mało istotny wpływ na naszą słabą formę.
- Co więc w Pruszkowie zawiodło? - Nie wiem. Będziemy analizować to spotkanie na
wideo. Chociaż przyznam szczerze, że nie wiem, czy w ogóle jest co do analizowania. Tak słabego występu zawodników jeszcze nie widziałem.