Częstochowianie jechali do Hiszpanii, mając w zapasie wygraną z pierwszego meczu, ale w rewanżu spodziewali się trudnej przeprawy. Mieli nosa. Pojedynek trwał ponad dwie i pół godziny, a o tym, która z drużyn awansuje do ćwierćfinału, rozstrzygnął dopiero dodatkowy, tzw.
złoty set. Akademicy przegrywali w nim 2:7, a mimo to potrafili dopiąć swego.
- Stawiałem na awans i go mamy - cieszy się prezes Tytana Konrad Pakosz. - A nie powiedzieliśmy jeszcze ostatniego słowa.
Środowe spotkanie rozpoczęło się wyśmienicie dla graczy Tytana. Od samego początku częstochowianie przejęli inicjatywę i wypracowali sobie bardzo wysokie prowadzenie. Na drugiej przerwie technicznej AZS prowadził aż 16:4! Wszystko było poukładane w częstochowskim teamie jak w szwajcarskim zegarku. Niestety, tej dokładności i precyzji nie widzieliśmy na początku drugiej partii, a jak się później okazało, także w kolejnych.
Mocne serwisy na przemian z tzw. flotami sprawiały częstochowianom problemy, przez co szwankowała również skuteczność w ataku. Ale Tytan nie dał za wygraną. W drugiej partii Unicaja prowadziła 11:8, 13:9, 19:16, ale AZS próbował gonić. Po bloku Michała Kamińskiego na Jeffreyu Menzelu było już tylko 19:18 dla gospodarzy, ale tym razem Unicaja okazała się lepsza. Po zaciętej końcówce skończyło się 25:23 dla gospodarzy i było 1:1 w meczu.
Trzeci set to wyrównana walka do stanu 22:22. Akademicy w końcówce dwa razy pomylili się w ataku. Seta zakończył ze skrzydła Ferrera i zrobiło się 2:1 dla gospodarzy.
Gdy w czwartym secie gospodarze prowadzili 11:9, wydawało się, że pójdą za ciosem. Tytan odrobił jednak straty i po ważnych punktach Janeczka, Murka i Sobali wyszedł na prowadzenie 15:13. Częstochowianie nie oddali go do końca, po ataku Janeczka zdobyli 25 punkt i doprowadzili do tie-breaka.
Piąty set też był wyrównany. Po ataku Hebdy Tytan prowadził 5:4, ale gospodarze szybko wyszli na 6:5. Przy zmianie stron prowadził AZS 8:7. Po ataku w aut Janeczka było 11:10 dla Unicaji, a za chwilę 12:10. Przy stanie 14:12 gospodarze zaatakowali w antenkę. Sędziowie przyznali punkt częstochowianom, ale za chwilę zmienili decyzję i uznali, że piłka trafiła w antenkę, odbijając się wcześniej od bloku siatkarzy AZS-u. Seta i mecz wygrała Unicaja, co oznaczało dogrywkę.
Złoty set to prawdziwa wojna nerwów. Początek dogrywki gospodarze rozpoczęli od prowadzenia 5:2 i 7:3. Po asie Murka AZS przegrywał 5;7, ale na zmianie stron było już 8:5 dla Unicaji. Tytan potrafił się jednak pozbierać i wyrównać na 8:8. Potem po ataku Wiśniewskiego ze środka było po 11. W końcówce rozgorzała walka na całego, a bohaterem wieczoru został Sobala, który świetnym serwisem zakończył mecz.
- Zapowiadałem awans i jest, ale zapowiadałem też, że będzie ciężko - i tak było - mówi uradowany kapitan Dawid Murek. - Gdy przegrywaliśmy w dogrywce 2:7, musieliśmy zaryzykować. Inni by się załamali, a my nie. Mamy awans. Łał.
- Nie było tutaj wielkiego kotła - dodał Miłosz Hebda. - Nie wiem, skąd byli ci Polacy, ale dziękujemy im za doping. Po pierwszym secie myślałem, że będzie łatwo. Gospodarzy postawili się jednak. Ale my walczyliśmy o awans, po który przyjechaliśmy.
Z awansu cieszył się trener Marek Kardos. - Oni zagrali mocno zagrywką, ale w siatkówce walczy się do końca - mówi Kardos. - Do końca wierzyłem w wygraną. Mamy awans i zagramy teraz z moim byłym klubem z Rennes.
Unicaja 3 (18, 25, 25, 22, 15) Tytan 2 (25, 23, 22, 25, 12) Złoty set: 16;14 dla AZS-u Unicaja: Viciana, Ferrera, Salas, Perez, Menzel, Chourio, Llabres (libero) - Baos, Ruiz, Tytan: Drzyzga, Gierczyński, Sobala, Janeczek, Murek, Wiśniewski, Stańczak (libero), Oczko, Hebda, Kamiński.