Sport.pl

Sieradzan: To był dramat w trzech aktach

tp
07.02.2012 , aktualizacja: 06.02.2012 22:28
A A A Drukuj
AZS Białystok - PTPS Piła 0:3 Fot. Marcin Onufryjuk / Agencja Gazeta AZS Białystok - PTPS Piła 0:3
- Chwile chciałam się zastanowić, co było dobre w naszej grze, ale nic mi do głowy nie przychodzi - mówi atakująca AZS-u Dominika Sieradza po porażce 0:3 z zespołem z Piły
Tomasz Piekarski: Co się stało z waszym zespołem w meczu z ekipą z Piły?

- Nie wiem. Już słyszałam opinię, że był to dramat w trzech krótkich aktach i zgadzam się z tym. Żaden element w naszej grze nie funkcjonował tak jak powinien. Chwile chciałam się zastanowić, co było dobre w naszej grze, ale nic mi do głowy nie przychodzi. Było zero bloku, zero przyjęcia, psułyśmy zagrywkę za zagrywką, ataki były nieskończone.

Może sobotnie zwycięstwo Gwardii Wrocław nad drużyną z Dąbrowy Górniczej, po którym wasze szanse na miejsce w ósemce spadły do minimum miały wpływ na waszą postawę w konfrontacji z zespołem z Piły?

- Pewnie można to jakoś tak tłumaczyć, że w głowach każdy miał coś takiego. Jednak jak się wychodzi na mecz to każdy chce wygrać. Na koszulkach mamy swoje nazwiska i wychodząc na mecz chcemy się jak najlepiej zaprezentować. Tym bardziej w takim spotkaniu, które jest transmitowane przez telewizję, gdzie ogląda nasz sporo osób. Niestety nasz kolejny mecz telewizyjny to dramat.

Teraz przed wami jeszcze mecz w ostatniej kolejce rundy zasadniczej w Muszynie.

- Będzie to spotkanie o pietruszkę i szykowanie taktyki na baraże, bo już nawet cud nam nie pomoże aby znaleźć się w ósemce. Wychodząc jednak na mecz w Muszynie nie będziemy myślały o barażach, będziemy chciały jak najlepiej wypaść. Nie mamy już co wygrać, żeby awansować do ósemki. Niestety musimy się przygotować do baraży.

Utrzymacie się w lidze?

- Wierzę w to. Gramy przecież też o swoje nazwisko. Nikt przecież nie chce mieć, czy zostanie w klubie czy odejdzie, przy swoim nazwisku spadku.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się