Tomasz Piekarski: Co się stało z waszym zespołem w meczu z ekipą z Piły? - Nie wiem. Już słyszałam opinię, że był to dramat w trzech krótkich aktach i zgadzam się z tym. Żaden element w naszej grze nie funkcjonował tak jak powinien. Chwile chciałam się zastanowić, co było dobre w naszej grze, ale nic mi do głowy nie przychodzi. Było zero bloku, zero przyjęcia, psułyśmy zagrywkę za zagrywką, ataki były nieskończone.
Może sobotnie zwycięstwo Gwardii Wrocław nad drużyną z Dąbrowy Górniczej, po którym wasze szanse na miejsce w ósemce spadły do minimum miały wpływ na waszą postawę w konfrontacji z zespołem z Piły? - Pewnie można to jakoś tak tłumaczyć, że w głowach każdy miał coś takiego. Jednak jak się wychodzi na mecz to każdy chce wygrać. Na koszulkach mamy swoje nazwiska i wychodząc na mecz chcemy się jak najlepiej zaprezentować. Tym bardziej w takim spotkaniu, które jest transmitowane przez telewizję, gdzie ogląda nasz sporo osób. Niestety nasz kolejny mecz telewizyjny to dramat.
Teraz przed wami jeszcze mecz w ostatniej kolejce rundy zasadniczej w Muszynie. - Będzie to spotkanie o pietruszkę i szykowanie taktyki na baraże, bo już nawet cud nam nie pomoże aby znaleźć się w ósemce. Wychodząc jednak na mecz w Muszynie nie będziemy myślały o barażach, będziemy chciały jak najlepiej wypaść. Nie mamy już co wygrać, żeby awansować do ósemki. Niestety musimy się przygotować do baraży.
Utrzymacie się w lidze? - Wierzę w to. Gramy przecież też o swoje nazwisko. Nikt przecież nie chce mieć, czy zostanie w klubie czy odejdzie, przy swoim nazwisku spadku.