W poniedziałek wczesnym popołudniem 21-letni piłkarz pojawił się w siedzibie firmy J.W. Construction, należącej do właściciela Polonii. Na krótko. Spotkał się tylko z prawnikiem klubu i firmy (Józef Wojciechowski przebywa na wakacjach), który przedstawił po raz kolejny przygotowany jeszcze w listopadzie kontrakt. Cani tym razem się nie zastanawiał, podpisał umowę do końca czerwca 2015 roku i wyjechał pakować się przed zgrupowaniem.
Albańczyk tak naprawdę nie miał wyboru. Gdyby nie zaakceptował kontraktu, zostałby na lodzie. Po kilku niezłych występach pod koniec rundy jesiennej pojawiły się dla niego oferty z pierwszej i drugiej ligi włoskiej, ale kluby te chciały go za darmo, czyli dopiero od czerwca, kiedy wygasłaby mu umowa ze stołecznym zespołem. Żaden zagraniczny klub nie godził się na wykupienie z Polonii zawodnika już teraz, w zimowym okienku transferowym. Pół roku Cani mógł więc spędzić w Młodej Ekstraklasie. Stanowczy w takich sytuacjach właściciel "Czarnych Koszul" przedstawił piłkarzowi sprawę jasno: albo przedłużenie kontraktu, albo rezerwy bądź zmiana klubu.
Poza wszystkim najskuteczniejszy piłkarz "Czarnych Koszul" tego sezonu (osiem goli) nie za bardzo zamierzał opuszczać Warszawę. Odradzał mu to jego polski mentor Zbigniew Boniek. - Edgar polubił Polskę i Warszawę, Polonia to dla niego w tej chwili idealny klub. Menedżer trochę zamieszał mu w głowie, stąd całe zamieszanie - przyznał były zawodnik Juventusu i Romy, który polecał Albańczyka na Konwiktorską.
Przez zwłokę z podpisaniem umowy Cani zmarnował tydzień przygotowań z zespołem. Karą za niesubordynację mogłaby być dla niego utrata miejsca w pierwszej jedenastce, przynajmniej na pierwsze mecze rundy rewanżowej. Ale na to wcale się nie zanosi. Albańczyk miał znakomitą wyjściową pozycję. Zakończył jesień hurtowo strzelanymi golami, doskonale zgrał się z zespołem. Dobrze też zaczął okres przygotowawczy. W swoim ostatnim sparingu - ze Zniczem Pruszków - zdobył dwa gole. A jego konkurenci, przez tydzień nieobecności Caniego, niewiele zyskali. We wczorajszym, przegranym 1:3, spotkaniu sparingowym z Neftczi Baku cały mecz zagrał Pavel Szultes, gola nie strzelił. Dopiero wraca do drużyny po ciężkiej kontuzji Łukasz Teodorczyk (w meczu z mistrzem Azerbejdżanu przebywał na boisku przez 21 minut). Kupiony z Maccabi Haifa Władimir Dwaliszwili bardzo ostrożnie wprowadzany jest do drużyny, bo już do Polski przyjechał z drobnym urazem. Po fatalnej rundzie jesiennej nie ma co liczyć na szybkie odzyskanie zaufania trenera Daniel Sikorski. Dziś Cani jest napastnikiem numerem 1 w Polonii, do tego z najdłużej trwającym kontraktem.
POLONIA WARSZAWA - NEFTCZI BAKU 1:3 (0:2): Trałka (80.) - Nasimow (21., 39.), Imamwierdiyew (89.).
Polonia: Przyrowski - Todorovski (Tosik), Baszczyński (46. Mynarz), Sadlok (46. Cotra), Brzyski (73. Piątek) - Jodłowiec (62. Kokoszka), Trałka - Bruno, Baruchjan, Wszołek (69. Teodorczyk) - Szultes.