La Masia. Wymarzone miejsce do grania w piłkę, czyli gdzie dorastają dzieci Barcelony

Rafał Stec, Barcelona
2009-11-30 , aktualizacja: 30.11.2009 18:46
A A A Drukuj
- Jak rozrabia albo nie chce wkuwać, dostaje szlaban. Nie pozwalamy mu przez kilka tygodni trenować. Niech wie, że jeśli się nie poprawi, nie będzie grał w Barcelonie. Oni sobie nie wyobrażają surowszej kary - tłumaczy koordynator grup młodzieżowych Barcy Albert Capellas
Xavi Hernandez
Fot. MANU FERNANDEZ AP
Xavi Hernandez
Pedro Rodriguez i dani Alves cieszą się z kolegami z FC Barcelony po strzeleniu bramki Interowi Mediolan. Z tyłu Sergio Busquets
Fot. ALBERT GEA REUTERS
Pedro Rodriguez i dani Alves cieszą się z kolegami z FC Barcelony po strzeleniu bramki Interowi Mediolan. Z tyłu Sergio Busquets
Carles Puyol
Fot. Manu Fernandez AP
Carles Puyol
Gerard Pique
Fot. David Ramos AP
Gerard Pique
Josep Guardiola
Fot. David Ramos AP
Josep Guardiola
Victor Valdes
Fot. Bernat Armangue AP
Victor Valdes
Leo Messi
Fot. David Ramos AP
Leo Messi
Andres Iniesta
Fot. David Ramos AP
Andres Iniesta
Do stolicy Katalonii poleciałem, żeby zobaczyć, jak produkuje się na masową skalę najlepszych piłkarzy świata. Barca przeżywa właśnie szczytowy moment w historii, rozkochując w sobie fanów zwycięstwami, ale również dzięki urzekającemu stylowi gry, unikalnej przeszłości reklamowanej sloganem "więcej niż klub" oraz wychowywaniu na megagwiazdy chłopców z regionu. W majowym finale Ligi Mistrzów na zwycięstwo nad Manchesterem United zapracowało aż ośmiu piłkarzy, którzy dorastali i uczyli się grać w Barcelonie: Valdes, Puyol, Pique, Xavi, Busquets, Iniesta, Messi oraz Pedro.

To wynik niezwykły, żaden inny czołowy klub w Europie nie byłby w stanie się do niego nawet zbliżyć. Wiele nie utrzymuje tylu wychowanków w całej seniorskiej kadrze. A Barca w dodatku szkoli chłopców z sąsiedztwa. Bramkarz Valdes urodził się pięć minut piechotą od stadionu, rozgrywający Xavi - godzinę od Camp Nou, obrońca Pique miłość do barw odziedziczył po dziadku, który pracował w klubie, Busquets oglądał ojca w katalońskiej bramce etc.

Jeden internat, wszystkie kontynenty

Europa zna futbolową akademię Barcy jako La Masię, co jest półprawdą. Treningi odbywają się w imponującym, podmiejskim Ciutat Esportiva. La Masia to tylko internat w zabytkowym budynku liczącym ponad 300 lat. Stoi obok stadionu Camp Nou, mieszkają w nim - kilkunastu wychowanków, reszta jest rozlokowana na pobliskich stancjach - wyłącznie chłopcy, którzy przyjechali z daleka i muszą dorastać z dala od rodziców. Z daleka, czyli innych regionów Hiszpanii, krajów lub kontynentów. Jeśli wyjrzą przez okna, mogą obserwować treningi seniorów.

Wokół Camp Nou mieszka 51 młodych obcokrajowców - z Argentyny, Brazylii, Wenezueli, Gambii, Gwinei, Kamerunu, Nigerii, Senegalu, Wybrzeża Kości Słoniowej, Dominikany, Andorry, Belgii, Francji, Grecji, Gruzji, Portugalii, Serbii, Szwajcarii, Węgier.

Z paszportowego punktu widzenia ta lista nie jest wyczerpująca. Na treningu drużyny dziesięciolatków natknąłem się na Rosjanina, który wyemigrował do Hiszpanii i jego syn ma podwójne obywatelstwo. - Zapamiętaj tamtego chłopca - wskazał z dumą blond malca, który złościł się po drugim z rzędu trafieniu w słupek. - Nazywa się Roman Tugarinow, będzie kiedyś wielkim obrońcą. Ludzie z Barcelony sami go wypatrzyli, kiedy ćwiczył w Gramenet. To miasteczko na północy Katalonii, mieszkaliśmy tam, zaprowadziłem go na treningi w lokalnym klubie. Szybko awansował do Barcelony, co? Przyjrzyj się, podziwiasz następnego Puyola.

Niewykluczone, że Tugarinowa czeka przyszłość podobna do kariery Bojana Krkicia. Ten syn piłkarza Crvenej Zvezdy Belgrad o serbskim nazwisku wychował się w La Masii i wybrał reprezentację Hiszpanii. W seniorskiej zadebiutował tuż po 18. urodzinach. Nastolatkiem przestanie być dopiero w końcu wakacji 2009 roku, ale w seniorach rozegrał już 100 meczów! To klubowy rekord.

Jeśli zdołasz ukończyć katalońską akademię futbolu - lub wytrwasz w niej kilka lat - w zawodzie raczej nie zginiesz. 10 proc. absolwentów debiutuje w Barcelonie, dalszych 9 proc. rozpoczyna karierę w hiszpańskiej Primera Division lub zagranicznej pierwszej lidze.

Słowem, co piąty (!) wychowanek Barcy zostaje graczem wysokiej klasy europejskiej.

Czy chłopak z Polski ma szansę?

Po Ciutat Esportiva oprowadza mnie koordynator grup młodzieżowych Albert Capellas. Bajkowe miejsce, nie uwierzę, by jakiegokolwiek zauroczonego piłką szkraba dało się stąd wyprowadzić bez użycia siły. Pięć pełnowymiarowych trawiastych boisk, cztery ze sztuczną nawierzchnią, osobne placyki dla treningów bramkarzy i zajęć indywidualnych, szatnie, siłownie, hale z boiskami do koszykówki i szczypiorniaka. Boiska są odgrodzone od siebie wysokim żywopłotem, żeby trenujących nic nie rozpraszało - widzą tylko oślepiającą zieleń murawy i krzaki.

Kompleks kosztował 68 mln euro, teraz powstaje tam jeszcze nowa, supernowoczesna La Masia - żeby zgrupować wszystkich w jednym miejscu. Do użytku zostanie oddana na przełomie 2010 i 2011 roku.

Capellas opowiada z ogniem w oczach, wyraźnie sprawia mu frajdę wykładanie egzotycznemu przybyszowi barcelońskiej filozofii. - Nasza strategia zakłada, że 50 proc. dorosłej kadry będą stanowić wychowankowie, 35 proc. reprezentanci innych krajów, którzy zaczynali gdzie indziej, a 15 proc. megagwiazdy z czołowej dziesiątki na świecie. Oczywiście zdarza się, że piłkarz należy i do pierwszej kategorii, i do ostatniej. To ideał. Plan jak dotąd realizujemy, ale chcemy go zmienić na ambitniejszy i zwiększyć odsetek wychowanków do 55, a nawet 60 proc.

- Szukamy przede wszystkim piłkarzy z naszego miasta. Jeśli ich nie znajdujemy, rozglądamy się po regionie. Jeśli i tam ich nie znajdujemy, sprawdzamy inne części Hiszpanii. Dopiero na końcu, kiedy nie ma alternatywy, wychodzimy za granicę. Tajemnica sukcesu tkwi w odpowiednim treningu, jednak trening musi poprzedzić idealna selekcja. Jeśli w Katalonii pojawi się zdolny sześciolatek, my to wiemy. Zatrudniamy też 25 skautów odpowiadających za wszystkie regiony Hiszpanii, oni stale przysyłają raporty i przyjeżdżają na konsultacje. W całym kraju nie ma ani jednego gracza, którego byśmy zignorowali, sprawdzamy każdego z jakimkolwiek potencjałem. Kilku ludzi wysyłamy też na każdy ważny międzynarodowy turniej juniorski. Obcokrajowcom śledzącym zagraniczne rynki nie płacimy stale, dostają prowizję dopiero za podpisany kontrakt z piłkarzem - mówi Capellas.

Pytam, jaką szansę na naukę w Barcelonie ma bardzo młody chłopiec z Polski. - Minimalną. Potrzebowałby nie tylko absolutnie wyjątkowego, niepozostawiającego śladowych wątpliwości talentu, ale i sprzyjających okoliczności, musieliby go odkryć ludzie, którym ufamy. Choć zdarza się, że wystarcza niesamowita determinacja rodziców. Kiedyś przyszedł do klubu mężczyzna z dzieckiem, oświadczył, że przyleciał specjalnie z Kanady, i zażądał, żebyśmy syna sprawdzili, bo on, tata, co do jego cudownych zdolności nie ma cienia wątpliwości. Nie potrafiliśmy tego człowieka wyrzucić za drzwi, wzięliśmy malca na tydzień testów. Oblał.

Owe "sprzyjające okoliczności", o których wspomina Capellas, mają niekiedy na nazwisko Samuel Eto'o. Były napastnik Barcy wraz z agentem angażuje się w działalność społeczną w ojczyźnie i ściąga rodaków hurtowo, obecnie trenuje w katalońskiej szkółce kilkunastu chłopców z Kamerunu.

Wszystkich jest 241. Najmłodszy - Aitor Lopez Zamora - urodził się w sierpniu 2002 roku.

Ambicją już nie Barcy, lecz Katalońskiej Federacji Piłkarskiej, jest zachęcenie wszystkich, co do jednego, dzieci z regionu, by spróbowały futbolu. Projektem o wymiarze społecznym - ma przeciwdziałać pladze otyłości wśród młodzieży - i obejmującym 1400 klubów amatorskich kieruje Johann Cruyff, obecnie selekcjoner reprezentacji Katalonii (rozgrywa dwa-trzy sparingi rocznie).

Ideałowi na imię Josep

Kiedy już dzieciak założy koszulkę blaugrana, podporządkowuje się - Capellas zawsze silnie akcentuje to słowo - systemowi. Systemowi, czyli niepowtarzalnej barcelońskiej idei gry w piłkę nożną. Wpajanej przez wyłącznie katalońskich trenerów - innych klub obecnie nie zatrudnia - będącej jednak ostatnią spuścizną Holendra Cruyffa, twórcy legendarnego dream teamu, który w 1992 roku zdobył pierwszy w dziejach klubu Puchar Europy.

- System jest u nas ponad wszystkim. Najmłodszych, zbieranych w drużyny siedmioosobowe, wkładamy w ustawienie 1-3-2-1. Kiedy podrosną, przechodzą na zbliżone ustawienie 1-4-3-3 [również uświęcone przez Cruyffa]. I chłoną nienaruszalne zasady: po przyjęciu błyskawicznie podajemy, bramkarz nigdy nie wykopuje piłki, lecz przekazuje ją obrońcom, i budujemy akcję cierpliwie, od własnego pola karnego. O systemie piłkarze mają myśleć bez przerwy, w każdym momencie powinni wiedzieć, gdzie na boisku znajduje się każdy partner, muszą rozpoznać sytuację, w której wszyscy równocześnie przystępują do pressingu. Taktyki uczymy od ósmego roku życia, nad przygotowaniem fizycznym pracujemy wyłącznie z piłką. 16-latkowie, jeśli zechcą, mogą chodzić na siłownię

- A jeśli nie zechcą? Są tacy, którzy w ogóle nie chodzą?

- Tak. My wierzymy w piłkę, nie w ciężary. Nie wychowujemy atletów ani biegaczy. Szybko mają tylko myśleć. Siłownia jest całkowicie dobrowolna, choć rzadko, naprawdę bardzo rzadko, kogoś tam zagonię. Na przykład Andres Iniesta był tak słaby, że kazałem mu trochę poćwiczyć... Ale napisz wyraźnie, że to naprawdę był wyjątek - prosi rozbawiony Capellas.

Wspólnie oglądamy ćwiczących 11-latków, nie wszystkie treningowe gierki rozumiem. Przyznaję się głośno. - Nie martw się, realizujemy mnóstwo własnych pomysłów, których sensu nie pojęłoby w pierwszej chwili wielu fachowców - mówi Capellas.

Kilka minut później otwiera laptopa, znajduje rozpisane z detalami ćwiczenia, tłumaczy schematy. - Dziwiłeś się, dlaczego zawodnicy nie wybierają oczywistych rozwiązań? To były zajęcia taktyczne, trener rozkazywał, jaki rodzaj podań mają stosować. Przez jedną, dwie czy trzy linie. A ci w środku grali raz z jedną, raz z drugą drużyną. Pomagali tym, którzy właśnie stracili piłkę i zaczynali bronić. Najmłodsi często mają nie tyle strzelać gole, co utrzymywać się przy piłce, nawet kosztem trochę wolniejszego zdobywania przestrzeni. Co nie znaczy, że treningów nie udoskonalamy. Staramy się całym czas śledzić, co robią inni, i wciąż rozwijać swoje metody.

Ideał stanowi kariera Josepa Guardioli, który zamknął cykl - na pierwszy trening przyszedł jako 11-latek, ze zdolnego juniora przerodził się w doskonałego seniora, był zarazem wychowankiem i gwiazdą europejskiego formatu, by zostać wybitnym trenerem przekazującym następnym pokoleniom idee, którymi nasiąknął. Całe życie - wyjąwszy epizod we włoskiej Brescii u schyłku kariery zawodniczej - spędził w Barcelonie.

I nikt przed nim w futbolu nie zadebiutował jako seniorski trener wspanialej. Guardiola zdobył Puchar Europy, mistrzostwo Hiszpanii oraz Puchar Hiszpanii. Szkoleniowcy, którzy się katalońskiej wizji nie podporządkują, przegrywają. Jak swego czasu taktyczny technokrata z Holandii Louis van Gaal.

Tajemnica transferu za 25 milionów

Akademię tworzy 12 drużyn juniorskich. Siedmiolatkowie ćwiczą w kategorii Prebenjami, nad nimi są Benjami A i B, Alevi A i B, Infantil A i B, Cadet A i B, Juvenil A i B oraz drużyna młodzieżowa i rezerw. Już najmłodsi - oprócz trenerów - mają osobnego lekarza, fizjoterapeutę i dbającego o sprawy organizacyjne kierownika, wraz z wiekiem liczba specjalistów opiekujących się każdym zespołem jeszcze rośnie.

- Od najwcześniejszych zajęć poświęcamy sporo czasu słabszej nodze, wpajamy też podstawowe cele, jakie Barcelona stawia sobie w każdym meczu. Po pierwsze, próbować zwyciężyć, grając ciekawy, ładny futbol. Po drugie, próbować zwyciężyć bez niesportowych zachowań.

- Prebenjami, benjami, alevi oraz infantiles trenują tylko trzy razy w tygodniu, cadetes - cztery razy, juveniles - pięć razy. Zajęcia trwają maksymalnie 90 minut, stawiamy na jakość, nie ilość, poza tym tłumaczymy chłopcom, że nie wolno żyć tylko piłką, uczymy mądrych nawyków. Obejmujemy ich programem 24-godzinnym, wszechstronnym, kształtującym osobowość. Ćwiczą popołudniami, po lekcjach. Wszyscy chodzą do odległej o 500 m od Camp Nou szkoły, z którą współpracujemy, jej dyrektora zatrudnia Barcelona. Pilnie śledzimy ich postępy, kontrolujemy i wyniki w nauce, i zachowanie. Jak ktoś rozrabia albo nie chce wkuwać, dostaje szlaban. Odsuwamy go od drużyny na dwa-trzy tygodnie i nie pozwalamy trenować. Ma wiedzieć, że jeśli się nie poprawi, nie będzie grał w Barcelonie. Oni sobie nie wyobrażają surowszej kary.

Capellas pamięta tylko dwóch chłopców, których trzeba było wyrzucić, bo nie dawali już żadnej nadziei. Na innych polityka klubu działa doskonale, wszyscy dojrzewają z marzeniami gry na Camp Nou. Zapewnia, że nie zdarza się, by np. ktoś po kryjomu popalał papierosy. Wyobraźnia dzieciaków intensywnie pracuje, bo w trakcie oglądania meczów każdy ma wpatrywać się w piłkarza, którego w przyszłości zastąpi w drużynie seniorów. Czy raczej: w systemie.

Podział ról na boisku opisują cyfry. - Pozycji nie nazywamy, lecz oznaczamy liczbami. Guardiola nie mówi "potrzebuję lewego obrońcy", lecz "potrzebuję piątki". Każdą pozycję mamy drobiazgowo zdefiniowaną, kandydata na transfer do Barcy muszą wyróżniać określone dla przeznaczonej mu roli cechy mentalne i techniczne, patrzymy nawet na rozwinięcie poszczególnych partii mięśniowych. Od stoperów nie wymagamy szybkości i nadzwyczajnej techniki, lecz inteligencji i zdolności do zachowania maksymalnej koncentracji. A skrzydłowy musi lepiej przyjmować piłkę i utrzymywać równowagę niż środkowy pomocnik, bo będzie otrzymywał więcej podań półgórnych, bardzo szybkich. Najważniejsze, by piłkarz pasował do stylu, nawet jeśli obiektywnie jest słabszy od konkurenta.

Minionego lata Barca wprawiła w zdumienie całą Europę, płacąc szokujące 25 mln euro za Dmytro Chyhrynskiego. Ukraiński stoper niewielu fachowcom zdążył wpaść w oko, prasa spekulowała, że transfer był kaprysem Guardioli, na który klub przystał z wdzięczności za fantastyczny rok. - Bzdura. Decyzje zapadają kolegialnie, przy sprzeciwie wszystkich trenerów Pep zakupu by nie wymusił. Wzięliśmy go, bo Szachtar broni w sposób podobny do naszego. Czyhrynskiego nie musieliśmy specjalnie przyuczać, ot, cały sekret.

On będzie megagwiazdą jutro

Wśród najmłodszych barcelońskich uczniów sprawiedliwość polega na tym, że wszyscy grają po równo. - Każdy chłopiec, czy idzie mu źle, czy idzie mu dobrze, w dziecięcych meczach przebywa na boisku przez minimum 40 procent czasu. Dopiero u nastolatków wzmagamy rywalizację, starszych juniorów sadzamy na ławkę nawet na trzy miesiące, jeśli są słabi. Kto kryzys przetrzyma, zostaje. Kto nie da rady, odchodzi.

Mecze wszystkich drużyn od 15-latków wzwyż uważnie śledzi trener seniorów, obecnie Guardiola. Co sezon dobiera kogoś do dorosłej kadry, ale zanim podejmie decyzję, osobiście bada dojrzałość kandydata miesiącami lub wręcz latami. Ktoś debiutujący szybciej nie musi być zdolniejszy od kogoś innego debiutującego później.

Europa do dynamicznie rosnącej wydajności barcelońskiej akademii futbolu jeszcze się nie przyzwyczaiła. Latem wielu fachowców zarzucało klubowi, że niemrawo działa na rynku transferowym, przystąpi do nowego sezonu ze zbyt wąską kadrą i zapłaci za nią katastrofą. Katalończycy świadomie wyhamowują z zakupami. Coraz silniej ufają swojej szkółce, wolą wypromować kolejnego młodzieńca, który importowanych przewyższa fundamentalnym atutem - pasuje do systemu. Capellas z niechęcią wskazuje na politykę Realu Madryt, który również świetnie szkoli młodzież, ale ją wyprzedaje.

Zanim wyjechałem z Ciutat Esportiva, Capellas chwycił mnie za ramię, chciał mi jeszcze kogoś pokazać. Niestety, grupa z rocznika 1993 skończyła zajęcia. - W takim razie zapamiętaj nazwisko - rzucił. - Ella. Armand Ella Ken. Jedenastka, w twoim języku to będzie lewoskrzydłowy. Będzie lepszy niż Thierry Henry. To mój prywatny typ na przyszłego najlepszego piłkarza świata.

W czym szkółka Realu przebija szkółkę Barcy?

W liczbie graczy wyeksportowanych do czołowych lig europejskich. Autorzy dorocznego raportu FIFA o piłkarskim rynku pracy sprawdzili, czyich wychowanków zatrudniają kluby hiszpańskiej Primera Division, angielskiej Premiership, włoskiej Serie A, francuskiej Ligue 1 i Bundesligi. Okazało się, że w badanym sezonie 2007/08 elitarne rozgrywki zatrudniały najwięcej piłkarzy wyedukowanych w Realu (47), za nimi uplasowały się: Monaco (32), FC Metz (31) oraz Barcelona (31).

Akademię "Królewskich" chwali się rzadziej, słychać raczej lamenty, że od dawna nie wypromowała gracza godnego podstawowej jedenastki, że nie widać następców starzejących się Ikera Casillasa, Raula Gonzaleza oraz Gutiego.

Kto korzysta z wychowanków częściej niż Barca

Na to pytanie też odpowiedziała FIFA. Kluby sklasyfikowała według odsetka wychowanków wystawianych w oficjalnych meczach.

Czołówka rankingu:

1. Athletic Bilbao52,4 proc.
2. AS Nancy49,5
3. Barcelona41,7
4. Toulouse41,5
5. Espanyol40,8
6. Arsenal39,6
7. Middlesbrough39,4
8. Osasuna38,4
9. Man United37,5
10. Real Madryt37,3
Dno tabeli:

89. Wigan0,4 proc.
89. West Bromwich0,4
89. Siena0,4
89. Chievo0,4
89. Geona0,4
94. Fulham0,2
95. Almeria0,0
95. Energie0,0
95. Fiorentina0,0
95. Getafe0,0
Trawa kilka razy zapłonęła w czasie meczu Barcelona - Real »


Zobacz więcej na temat:

Podziel się