Najbardziej znienawidzony człowiek w Polsce

Artur Brzozowski
21.06.2006 , aktualizacja: 21.06.2006 11:44
A A A Drukuj
Transparent wywieszony na olsztyńskim osiedlu Fot. Przemysław Skrzydło / AG Transparent wywieszony na olsztyńskim osiedlu
Od wielu już lat żaden z selekcjonerów polskiej reprezentacji piłkarskiej nie był tak krytykowany i fatalnie odbierany jak Paweł Janas. Nawet Zbigniew Boniek, którego efekty trenerskiej pracy z kadrą Polski były znacznie gorsze.
GALERIA ZDJĘĆ
SONDAŻ
Paweł Janas powinien po Mundialu:

Zrezygnować
Nadal prowadzić polską kadrę
Zająć się jakąś drużyną klubową
Udać się na polowanie

Dziennikarze opisując karierę szkoleniową Pawła Janasa podkreślali czasami, że to trener, który posiada intuicję, a przede wszystkim ma wielkie szczęście. Warto teraz przypomnieć słowa Kazimierza Górskiego, który niegdyś stwierdził: ,,Kiedy sukces w sporcie powtarza się kolejny raz, to nie już tylko szczęście". A Janas sukcesy miał. Jako pierwszemu szkoleniowcowi udało mu się wprowadzić polski klub do ćwierćfinału Ligi Mistrzów, a kolejnym osiągnięciem był oczywiście awans z reprezentacją do finałów mistrzostw świata. Ponadto do rozpoczęcia mistrzostw z kadrą zaliczył naprawdę dobry bilans meczów, z których wygrał aż 30 (przy sześciu remisach i dwunastu porażkach), w tym w niezłym stylu pojedynki z Włochami, Serbią i Czarnogórą, czy Słowenią.

Przerzucanie winy

Dziś w momencie niemieckiej klęski Janas broni się, używając trochę demagogicznego argumentu, że już samo zakwalifikowanie się do finałów było ogromnym sukcesem. Jednak zapomina o deklaracji minimum jaką składał przed niemiecką imprezą, gdy zapewniał że wyjdziemy z grupy.

Spalanie Janasa na stosie naszej polskiej frustracji i rzucenie go żer milionom kibiców jest teraz modne. Problem w tym, że zamiast parafrazując lepperowskie hasło i krzyczeć - ,,Janas musi odejść" można w merytoryczny sposób ocenić efekty pracy selekcjonera.

W zawodowym futbolu praktycznie od zawsze obowiązuje zasada: Jesteś tak dobry na ile dobrze zagrałeś swój ostatni mecz. I nie widzę najmniejszych powodów, aby owa profesjonalna zasada miała dotyczyć tylko piłkarzy. Trenerów też obowiązuje. A od jesieni 2005 roku, a więc od momentu zakończenia grupowej rywalizacji do finałów mistrzostw świata reprezentacja Polski prowadzona przez Pawła Janasa praktycznie grała już tylko źle, albo bardzo źle. Na mistrzostwach całkowicie bez formy byli wszyscy kluczowi dla reprezentacji zawodnicy - Żurawski, Krzynówek i Szymkowiak. Większość innych graczy - poza nielicznymi wyjątkami - prezentowała się równie bezbarwnie. I za to winę ponosi Paweł Janas, a nie trenerzy klubowi tych piłkarzy, co kilka razy próbował zasugerować nasz selekcjoner. Bo to Paweł Janas, a nie Gordon Strachan, czy Dan Petrescu przygotowywał Polskę do finałów mistrzostw świata. Takie są fakty, a z nimi ciężko się polemizuje.

Diamenty nie są wieczne

Trudno jest zrozumieć logikę wielu decyzji personalnych, czy taktycznych podjętych przez selekcjonera. Ale gorszy jest fakt, że niektórych z nich chyba nawet sam Paweł Janas nie rozumiał. Zmiana ustawienia taktycznego drużyny na kilka dni przed pierwszym meczem mistrzostw była posunięciem prawie sabotażowym, wyrazem strachu i zagubienia przed imprezą, która go przerosła. Teraz już pewnie mało kto pamięta, ale dwa lata temu trener Janas po raz pierwszy zrezygnował z ustawiania zespołu w systemie 1-4-4-2 i chciał, aby kadra grała w tzw. ,,diamencie", czyli ustawieniu 1-4-5-1. Brutalnie został sprowadzony na ziemię 18 sierpnia 2004 roku w Poznaniu, gdy Polska doznała klęski, ulegając Danii aż 1:5. Po tym blamażu intuicja go nie zawiodła i wycofał się z systemu, do którego w Polsce nie mamy wykonawców. Poza tym, tak naprawdę za wprowadzeniem , diamentu" w reprezentacji optował przede wszystkim asystent Janasa - Maciej Skorża. Młody Skorża to typowy trener teoretyk, a Janas zawsze był warsztatowcem, który z dystansem traktował wszelkie nowinki taktyczno-teoretyczne. Dlatego dziwi nielogiczna decyzja podjęta po porażce w towarzyskim spotkaniu z Kolumbią, po której selekcjoner wrócił do ustawienia, jakie wcześniej zupełnie się w kadrze nie sprawdziło.

Janas - król bólu

Oczywiście większość kibiców zaszokował przede wszystkim personalnymi nominacjami na niemieckie finały. Nawet zdezorientowani dziennikarze, prowadzący telewizyjną transmisję z ogłoszenia nazwisk reprezentantów na mistrzostwa, do końca nie wiedząc jak wytłumaczyć ten kontrowersyjny wybór stwierdzili: ,,To autorska kadra Pawła Janasa". W niczym nie zmienia to faktu, że gdyby do Niemiec pojechali: Dudek, Frankowski, czy Kłos, to taka reprezentacja też byłaby ,,autorską kadrą Janasa". To przecież oczywiste.

Najbardziej kuriozalne było jednak tłumaczenie szkoleniowca, że ,,personalnie kadra została powołana również pod kątem późniejszych eliminacji do finałów mistrzostw Europy". Czyli inaczej mówiąc najważniejsza piłkarska impreza świata miała być poligonem doświadczalnym do turnieju, który przeprowadzony zostanie za dwa lata, a do którego nie wiadomo czy się zakwalifikujemy.

Ten moment w jakimś sensie okazał się kluczowy dla trenera i jego zespołu. Wówczas na linii reprezentacja - kibice i dziennikarze coś pękło, coś się skończyło. Decyzje trenera przez większość obserwatorów zostały przyjęte krytycznie, fatalnie. A Paweł Janas stopniowo odgradzał siebie i drużynę coraz większym murem nieufności i podejrzliwości. Niekiedy sprawiał wrażenie, jakby celowo brnął pod prąd opinii publicznej, jakby świadomie chciał mieć wszystkich przeciwko sobie. Jakby niechęć innych wytwarzała w nim dotykową adrenalinę i motywację do działania. W tym destrukcyjnym postępowaniu zagubił się całkowicie. Równocześnie z psychologicznego punktu widzenia było coś fascynującego w tym zatraceniu, które z osoby sukcesu uczyniło go symbolem klęski.

Historia futbolu zna takie wypadki, że szkoleniowcy, czy piłkarze obrażają się na media i zrywają z nimi kontakty. Przed mistrzostwami świata w 1998 roku selekcjoner Francji Aime Jacquet wściekły na krytykujących go dziennikarzy i równocześnie pewny swojej wizji zespołu, wcale nie rozmawiał z przedstawicielami mediów. Ale obronił się, gdyż zdobył tytuł mistrza świata. O Pawle Janasie nie można tego napisać.

Z ludzkiego, emocjonalnego punktu widzenia Pawła Janasa jako człowieka jest mi szkoda. Doznał bolesnej, dotkliwej porażki. A ciężko jest żyć ze świadomością, że jest się teraz najbardziej znienawidzonym człowiekiem w Polsce. Bardziej znienawidzonym niż kilku naszych polityków. Gdy przed meczem z Kostaryką grano polski hymn, telewizyjne kamery w zbliżeniu pokazywały twarz selekcjonera. Jego twarz drżała. Może ze strachu przed blamażem, którym bez wątpienia byłaby porażka w tym pojedynku, a może po prostu drżała ze wzruszenia?

Ale jako trenera Pawła Janasa nie jest mi żal. Sam wybrał sobie taki los. Jako profesjonalista powinien przygotowany być na wszystko. Nawet na taką sytuację, że o swojej dymisji niespodziewanie dowie się z telewizji. Może działacze zachowają się tak, jak on wobec Dudka, czy Frankowskiego i nie powiedzą mu tego prosto w oczy. Wówczas poczuje jak to boli.

Podziel się

  • Polska przynajmniej V-ce Mistrzem Świata 2006 lelu 21.06.06, 12:43

    1. Skoro Niemcy wygrali z Ekwadorem 3:0, a my przegraliśmy z Niemcami tylko 1:0, to oznacza, że z Ekwdorem wygrywamy 2:0 (3-1=2). Mamy więc 6 punktów. Ekwador powinien być zdyskwalifikowany »

  • Kolejna idiotyczna nagonka medialna m_lex 21.06.06, 12:57

    Media znalazły kolejnego kozła ofiarnego, żeby pospólstwu zapewnić igrzyska....»

  • po co takie tytuly? jerry.uk 21.06.06, 14:08

    czemu podzegacie do nienawisci? w Polsce nie brak debilow, ktorzy te "nienawisc" wezma na powaznie. Czy wtedy odpowiedzialnosc spadnie na redaktorka?»