- Do tej pory było tylko kilka incydentów, po których musiałem precyzować swoje zasady. Ostatnio
Patryk Małecki w sparingu dostał czerwoną kartkę za dyskusję z sędzią. Porozmawialiśmy o tym przy całej drużynie. Wprowadziłem też obowiązek oglądania meczów indywidualnie. Taka praca domowa - przedstawił poza boiskowe wymagania względem piłkarzy z Krakowa Holender.
Zanim Robert Maaskant rozpoczął pracę nad dyscypliną w drużynie, wypytywał mieszkańców stolicy Małopolski o klub Bogusława Cupiała. - Moja twarz nie była tu jeszcze znana, postanowiłem dowiedzieć się prawdy o Wiśle od ludzi, których
gra tej drużyny naprawdę interesuje. Dowiedziałem się, że w
Krakowie ludzie mówią dobrze po angielsku i że moi piłkarze nie są negatywnie oceniani. Powiedziałem to im na pierwszej odprawie.
Pracę w Polsce Holendrowi polecił były selekcjoner reprezentacji naszego kraju, Leo Beenhakker: - Powiedział, że w PZPN są dwie grupy: ta młoda i zdolna chciała zmian i rozumiała się ze starszą. Przedstawił mi Wisłę, jako dobrze zorganizowany klub, dał też kilka rad, jak postępować z piłkarzami. Muszę dać im pewność, że ich wspieram, ale nie mogę pozwolić, by poczuli, że już coś osiągnęli. Z chłopcami wygram mecz, z mężczyznami zdobędę mistrzowstwo.
Na koniec trener Maaskant zapytany o to, czy zajmie się w Krakowie budowaniem silnej młodzieżowej drużyny, powiedział cytując radę Bobbiego Robsona: - Jeśli 16-letni piłkarz robi teraz karierę w juniorach, w dorosłej piłce liczył się będzie za cztery lata, a wtedy ciebie już pewnie nie będzie w klubie.