- Żaden z działaczy ani piłkarzy Arisu Saloniki nigdy wcześniej nie słyszał o Jagiellonii. Nikt tutaj nie kojarzy nawet żadnego piłkarza z tego zespołu. Znane są tylko Legia Warszawa, Wisła Kraków i Lech Poznań. Reszta polskich klubów jest anonimowa, wręcz egzotyczna - powiedział Mirosław Sznaucner.
- Dlatego wszyscy w Arisie cieszyli się z losowania i wydaje im się, że czeka ich łatwa przeprawa - zaznaczył.
Polski piłkarz zwrócił uwagę na dużą siłę ofensywną greckiego zespołu. "Są bardzo dobrze zorganizowani w ataku. Gra skrzydłami to ich najgroźniejsza broń, bo grają tam szybcy i dobrze wyszkoleni technicznie zawodnicy. Nie wiem czy zagra Hiszpan Koke, którego ostatnio brakowało w składzie. Jeśli pojawi się na boisku, to obrońcy Jagiellonii muszą na niego zwrócić szczególną uwagę. Potrafi się zastawić, poczekać na kolegów i dobrze odegrać piłkę. Dużym wzmocnieniem jest także Litwin Deividas Cesnauskis, który dołączył do zespołu w lecie" - ostrzega Sznaucner, który już czwarty sezon będzie występował w PAOK Saloniki. Wcześniejsze cztery grał w Iraklisie.
- Defensywa Arisu nie wygląda najlepiej. Przy szybkich wymianach piłki obrońcy często się mylą i dlatego zespół traci dużo bramek. Tu właśnie upatruję szans Kamila Grosickiego i Tomasza Frankowskiego, którzy potrafią zagrać kombinacyjnie - dodał.
Nie pozbawia "Jagi" szans na awans, jednak za konieczne uznał zwycięstwo w pierwszym spotkaniu.
- Żeby realnie myśleć o awansie, pierwszy mecz Jagiellonia musi wygrać. W Salonikach bowiem będzie niezwykle ciężko o korzystny wynik, gdyż na stadionie Arisu mało kto wygrywa. Dlatego w czwartek trzeba sobie wypracować możliwie dobrą zaliczkę przed rewanżem - zakończył Mirosław Sznaucner.