Sport.pl

MŚ 2010. A na końcu nie zwyciężą Niemcy

Na tym mundialu wszystko dzieje się na opak. Niemcy zostawią po sobie najlepsze wrażenie, ale złota ani srebra nie wezmą. Hiszpanie znów zwyciężyli minimalnie, 1:0, ale po raz pierwszy zagrają w finale. Z Holandią, która też tytułu nie zdobyła nigdy.
0 : 1
Informacje
Mistrzostwa Świata 2010 - Półfinały
Środa 07.07.2010 godzina 20:30
Wyniki szczegółowe
Wynik
Niemcy
0
Hiszpania
1
Tak grają Niemcy na mundialu. Sprawdź! »

To musiał być właśnie on. Pragnął chyba najmocniej. Carlos Puyol wiele razy zwierzał się w RPA z prześladującego go koszmaru. Powtarzał, że jeśli nie zdąży chwycić chwili i nie dopadnie złota teraz, zaprzepaści ostatnią okazję, bo na następny turniej może już nie dolecieć. Też należy do najzdolniejszej generacji w historii hiszpańskiego futbolu, ale jest najstarszy. Skończył 32 lata, w reprezentacji tylko Capdevila urodził się trochę wcześniej.



Gola strzelił wspaniałego. Na kwadrans przed końcem rzut rożny wykonywał Xavi Hernandez, Puyol wdarł się między obrońców gwałtem, przyłożył piłce głową z całej siły, nadał jej taką prędkość, jakby potraktował ją z buta.

Rozgrywał 13. mundialowy mecz w karierze, nigdy wcześniej nie uderzył celnie na bramkę. Gdyby nie trafił do siatki, półfinał mógłby wydłużyć się o dogrywkę, a potem - wobec nieuchronnego wycieńczenia obu stron - do rzutów karnych. Rzutów karnych, w których Niemcy są niepokonani.

Opowieść o ogłaskiwaniu piłki

Bronili się od początku. Upłynęło przeszło pół godziny uporczywej dłubaniny Hiszpanów w ataku pozycyjnym, zanim na ich bramkę padł wreszcie strzał. Próbował Piotr Trochowski, Iker Casillas wybił piłkę na róg. Jeśli wierzyć firmie Opta, która cały futbol tłumaczy na język cyfr, Niemcy od 1966 roku nie czekali na mundialu tak długo na celne uderzenie. Tyle lat obejmują jej studia.

Kto pragnął i oczekiwał kolejnej eksplozji siły, która pozwoliła piłkarzom Joachima Löwa nastrzelać po cztery gole Australii, Anglii i Argentynie, osłupiał. Niemcy głęboko się cofnęli i czekali. Jakby ich trener - znany maniak statystyk, zapewne sięgających jeszcze głębiej niż Opta - doszedł do wniosku, że skoro Hiszpanie należą do najwolniej biegających uczestników mundialu, to należy im oddać piłkę i pozwolić rozgrywać do zatracenia, bo i tak nie rozwiną prędkości, która pomogłyby zdemontować zorganizowaną defensywę.

Rozwinęli. Najpierw przegrał pojedynek sam na sam z bramkarzem David Villa, potem niebezpiecznie uderzał Puyol. Mistrzowie Europy operują piłką perfekcyjnie i z wyobraźnią, oni zawsze zdołają zagrozić każdej bramce, nawet najlepiej chronionej.

W środę się męczyli. Gdyby naprzeciw stali słabsi, mniej skupieni rywale, musielibyśmy uznać, że Hiszpanie grają, jakby chcieli odtworzyć najtrwalszy wątek w hiszpańskim futbolu - opowieść o ogłaskiwaniu piłki ze wszystkich stron, które do niczego nie prowadzi. To byłaby nieprawda. Andres Iniesta, Pedro i Villa pomysłów na ataki zaprezentowali mnóstwo. Kilka minut po przerwie urządzili tak intensywny nalot na niemieckie pole karne, że z ławki rezerwowych wystrzelili wszyscy ich koledzy. Zwłaszcza Iniesta, piłkarz o skórze jasnej jak mozzarella, przypomniał, że wystarczy mu raz zakraść się na pole karne, by obrońcom zrobiło się ciemno przed oczami.

Ostrzał Hiszpanów narastał, ale wyniku długo nie zmieniał. Niełatwo narozrabiać w polu karnym rywala, gdy nawet jego boczni napastnicy - Podolski i Trochowski - wypluwają płuca, by go osłonić.

Niemcy nawet na chwilę nie tracili spokoju, ale i oni pewnie liczyli, że kontrnatarcie zdołają wyprowadzić częściej. Też cierpieli. O ile w ćwierćfinale oddychali w środku boiska pełną piersią, bo dzięki uprzejmości Maradony więcej miejsca nie znaleźliby nawet na argentyńskiej pampie, o tyle wczoraj wpadli w ciżbę jakby wyjętą z Ramblas. Bastian Schweinsteiger - piłkarz na MŚ najbardziej nieokiełznany, usiłujący kontrolować przestrzeń z punktu widzenia pojedynczego człowieka niemal bezkresną - dusił się. Hiszpańskie plany niweczył, ale i swoich nie realizował. Precyzyjne podanie z pierwszej piłki w hiszpańskim ścisku było niemożliwe.

1:0, 1:0, 1:0 i... finał

Przegrani znaleźli się w całkiem nowej roli. Dzięki wcześniejszym popisom zostawią po sobie wrażenie najładniej grającej drużyny na turnieju, ale zdobędą co najwyżej brąz. A los niemieckiego piłkarza jest okrutny, nawet półfinał nie czyni go wyjątkowym - tamtejszy gracz wywodzi się z mocarstwa, które po wojnie tylko trzykrotnie zatrzymało się wcześniej, w ćwierćfinale.

Teraz trzykrotni mistrzowie świata pewnie będą się zastanawiać, czy byli w stanie zagrać śmielej i przetrwać. Trener Löw jak zwykle stał przy linii w firmowym już niebieskim sweterku, który ponoć przynosił szczęście, dlatego piłkarze i asystenci zabronili mu oddawać go od pralni. A może dało się zrobić jeszcze więcej? Może coś zaniedbali?

Hiszpanie też wpadli w nową rolę. 1:0, 1:0, 1:0 - oto ich wyniki w fazie pucharowej. Nie przywykli do takich, przywykli do urzekających katastrof.

Oni sami sobie co rusz przypominali, że przywieźli na mundial grupę jeszcze mocniejszą niż ta, która zdobyła złoto Euro 2008. Chcieli uciec od przeznaczenia, wiedzieli, że wszyscy ich poprzednicy uginali się na MŚ pod świadomością czarnej przeszłości - znaczonej wyłącznie niepowodzeniami, ponoć następców skazującej na kolejne.

Puyol i reszta z wszelkich kompleksów rodaków uleczyli. Są mistrzami Europy, są co najmniej wicemistrzami świata. Przestali być pokoleniem najzdolniejszym. Zaczęli być bezdyskusyjnie najwybitniejszym.

Wrażenia naszych specjalnych wysłanników do RPA - znajdziesz na blogach Rafała Steca » i Michała Pola »


Więcej o: