Sport.pl

MŚ 2010. Tomasz Rząsa: Bert van Marwijk - ten trener wie, czego chce

Bert van Marwijk nie ma charyzmy najwybitniejszych holenderskich trenerów, ale - paradoksalnie - może zdobyć mistrzostwo świata - mówi Sport.pl Tomasz Rząsa, były piłkarz Feyenoordu. Relacja z meczu Urugwaj - Holandia we wtorek o 20.30 na Sport.pl i na Zczuba.pl.
Wszystkie informacje o Holandii na MŚ znajdziesz tutaj »

Robert Błoński: Prawie trzy lata Bart van Marwijk była pana trenerem w Feyenoordzie.

Tomasz Rząsa: Przyszedł do nas z Fortuny Sittard, zastąpił Leo Beenhakkera, z którym nie mógł równać się ani doświadczeniem ani charyzmą. Ale do wielkiej piłki holenderskiej wdarł się przebojem, w 2002 roku zdobyliśmy Puchar UEFA. Ogromną wagę przywiązywał do taktyki i dyscypliny na boisku. Na treningach do znudzenia pracowaliśmy nad tym, jak utrzymać się przy piłce. To było najważniejsze. Podania, wychodzenie na pozycje, ustawienie się na boisku - ćwiczyliśmy to non stop. Zarzucaliście mi potem w meczach reprezentacji, że ciągle podaję do tyłu. Ale tak miałem wpojone w klubie: lepiej trzy razy kopnąć do tyłu do kolegi i utrzymać się przy piłce niż raz do przodu i ją stracić. To właśnie szkoła van Marwijka. W lidze najdłużej ze wszystkich drużyn utrzymywaliśmy się przy piłce, do tego dochodziło rozstawienie na boisku - każdy wiedział, gdzie ma być.

Jak było z dyscypliną wewnątrz zespołu?

- Miał grupę starszych zawodników, z którymi współpracował i najwięcej rozmawiał. Za jego przyzwoleniem rada drużyny, czyli najbardziej doświadczeni Holendrzy, pilnowali porządku na boisku i poza nim. Nie wszystkim to się podobało. Robin van Persie, z którym przez dwa lata grałem na jednym skrzydle, trochę nie pasował do tych ścisłych reguł, szablonu taktycznego i mocnej dyscypliny van Marwijka. Robin to wielki indywidualista i jeszcze większy talent. Doszło między nimi do tarć i dlatego zawodnik musiał odejść. Z tego, co wiem, w reprezentacji jest wszystko w porządku. Bo są wyniki.

Oglądając Holandię na mundialu, widzi pan rękę trenera van Marwijka?

- Tak. Zespół nie gra efektownie, za to efektywnie. Kiedy zdobywaliśmy Puchar UEFA, też nie graliśmy ładnie, ale skutecznie. Po stracie piłki wracaliśmy na swoją połowę, staraliśmy się jak najszybciej ją odebrać i jednym podaniem zagrać do skrzydłowego. Holenderska kadra gra bardzo podobnie. Ma pomysł na turniej. Dwaj defensywni pomocnicy pracują na całej długości i szerokości swojej połowy. Wywierają presję na rywali. Po odbiorze grają do Robbena, van Persiego albo Kuyta, który umie utrzymać się przy piłce nawet atakowany przez dwóch rywali. W RPA Holendrzy potrafią odnaleźć się w konfrontacji z każdą drużyną. Nauczyli się wyrachowanego futbolu, nie ma atakowania i chęci wygrania każdego spotkania różnicą kilku goli. To jest ta żelazna dyscyplina van Marwijka.

Jak udało mu się poskromić wybuchowe, skore do kłótni, holenderskie charaktery?

- Pomogły mu wyniki. Zwycięstwa stworzyły atmosferę i obroniły pozycję trenera. Łatwiej łagodzić konflikty, kiedy wszystko idzie dobrze. Van Marwijk ma na boisku swoich ludzi, doświadczonych zawodników, którzy kontrolują pozostałych. Indywidualności muszą szukać zgody. W meczu z Brazylią Holendrzy nie grali na miarę swoich możliwości, ale zaskoczyło mnie, że gwiazdy pokazały charakter. Tego im zawsze brakowało na wielkich turniejach i zawodzili w najważniejszych meczach. W RPA właśnie charakterem odwrócili losy meczu.

Van Marwijk nie wygląda na szkoleniowca, który ma charyzmę taką jak Hiddink, Beenhakker czy van Gaal.

- Bo jej nie ma. Nie jest to trener z wielką osobowością. Ale dobrze wie, czego chce i jak to wyegzekwować. Ma jasny plan, jak z grupą osiągnąć sukces. Na półfinale może się nie skończyć. Ciekawe, czy tym razem będą potrafili postawić kropkę nad i? Wcześniej na wielkich imprezach nie radzili sobie z presją sukcesu.

Lambert "Bert" van Marwijk

Ma 58 lat. W lidze holenderskiej rozegrał 390 meczów, strzelił 60 goli. Jest wychowankiem Go Ahead Eagles, w 1975 roku przeszedł do AZ Alkmaar, z którym trzy lata później zdobył Puchar Holandii. W reprezentacji pomarańczowych rozegrał jedno spotkanie.

W latach 80. był trenerem młodzieży. W 1998 roku był trenerem Fortuny Sittard, z którą awansował do finału Pucharu Holandii. W latach 2000-04 prowadził Feyenoord Rotterdam, w którym grali wtedy m.in. Jerzy Dudek (do 2001), Tomasz Rząsa (do 2002) i Euzebiusz Smolarek. W 2002 roku wywalczył Puchar UEFA - w finale Feyenoord pokonał Borussię Dortmund 3:2, która zatrudniła go od początku sezonu 04-05. W grudniu 2006 roku został zwolniony z niemieckiego klubu. 14 czerwca 2007 wrócił do Feyenoordu, z którym 12 miesięcy później zdobył Puchar Holandii.

Od 2008 roku jest trenerem reprezentacji, zastąpił Marco van Bastena.

Wrażenia naszych specjalnych wysłanników do RPA - znajdziesz na blogach Rafała Steca » i Michała Pola »


Więcej o: