Sport.pl

MŚ 2010. Czy Holendrzy zniżą się do wygranej w karnych

Przez lata holenderscy piłkarze z pogardą podchodzili do wykonywania jedenastek, nie trenowali ich, uważali, że pokonanie bramkarza w ten sposób to żadna sztuka. W efekcie marzenia o triumfie na wielkich imprezach kończyły się kilka minut po dogrywkach.
Wygraj mundial! 11 tysięcy dla najlepszego menedżera - zagraj! »

"To loteria"

"To nie ma nic wspólnego z futbolem"

"On miał trafić"

"Zabrakło nam szczęścia"

"Nie trenowaliśmy ich"

"Chcieliśmy wygrać w 90 minut"

"Kto mógł pomyśleć, że po 120 minutach wciąż będzie remis?"

To tylko niektóre z wymówek holenderskich piłkarzy tłumaczących porażki w rzutach karnych. Wszystkie zajęłyby pewnie kilka stron, bo "Pomarańczowi" mieli mnóstwo okazji, by tworzyć nowe. W czterech z ośmiu ostatnich wielkich turniejów odpadali po serii jedenastek. Najbardziej spektakularny występ przydarzył im się na Euro 2000, gdzie w półfinale z Włochami pięć razy nie potrafili wykorzystać karnego, w tym dwa razy w czasie gry. Po tej katastrofie (na własnym boisku) holenderscy publicyści proponowali, by po dogrywce o zwycięstwie decydował rzut monetą, ich drużyna miałaby chociaż 50 procent szans.

Podobno za klęski najbardziej odpowiedzialny jest Johan Cruyff. Najwybitniejszy holenderski piłkarz nie lubił wykonywać karnych, choć na treningach mylił się rzadko. Po zakończeniu kariery utrzymywał, że nie ma sensu ich trenować. - To strata czasu, nie da się przygotować piłkarza do gigantycznego stresu - twierdził Cruyff. Jego słowa na lata zdecydowały o podejściu do problemu holenderskich trenerów.

Specjaliści odpowiadają przykładem amerykańskiego golfisty Bena Hogana, którego sukcesy często tłumaczono szczęściem. Odpowiadał, że tym większe ma szczęście, im ciężej trenuje. - Nasi piłkarze nie ćwiczą, i to widać. W czasie meczów nie brakuje im umiejętności, ale w porównaniu z innymi fatalnie technicznie wykonują karne - mówi Gyuri Vergouw, specjalista od zarządzania i kibic, który wściekły po kolejnej porażce wysłał do holenderskiego związku książkę z radami pomagającymi wykorzystywać jedenastki.

Vergouw uważa, że oprócz braku praktyki najbardziej przeszkadza Holendrom charakter. Za przykład piłkarza, który nigdy nie powinien zabierać się do strzelania, uznaje Franka de Boera, który na Euro 2000 z Włochami nie trafił dwa razy. - To marzyciel, jeden z tych, którzy robiąc coś, zauważy piękno latających nad nim ptaków. Zależy mu, by wszystko wychodziło pięknie. A gdy piłka stoi jedenaście metrów przed bramką, potrzebujesz prostego człowieka, który nie myśli zbyt wiele - mówi Vergouw.

- Holendrzy podchodzą do jedenastek bez respektu. Kliniczna efektywność nie jest dla nich wartością. Do tego dochodzi arogancja, przekonanie o własnej wielkości i umiłowanie pięknej gry - mówi dziennikarz Simon Kuper.

De Boer na mundialu jest asystentem Berta van Marwijka. Na środowym, zamkniętym treningu dziennikarze podejrzeli, że selekcjoner pierwszy raz kazał ćwiczyć strzały z jedenastu metrów. Wykonawców jeszcze nie wybrał.

Trwa mundial! Śledź newsy o MŚ 2010 na Facebooku »


Więcej o: