Sport.pl

MŚ 2010. Holandia - Brazylia. Demony przeszłości dogonią Holendrów?

Gdyby nie kłótnie w reprezentacji Holandii, upadłby ostatni stereotyp o obu drużynach. Nad tworzenie spektakularnych widowisk Brazylijczycy i Holendrzy przedkładają bowiem na mundialu zdyscyplinowaną defensywę. Czy w ćwierćfinale czekają nas taktyczne zapasy, czy też któraś z drużyn zaryzykuje i zagra wbrew sobie? Relacja Z czuba i na żywo od godz. 16.
Wygraj mundial! 11 tysięcy dla najlepszego menedżera - zagraj! »

Na pierwszy rzut oka w żadnym meczu w RPA na boisku nie spotkało się tylu futbolowych magów. Grają Holendrzy z Brazylijczykami, więc na stadionie w Port Elizabeth powinny dziś dominować efektowne dryblingi, bajeczne strzały i niekonwencjonalne akcje.

Tyle teorii, bo na mundialu ani jedni, ani drudzy nie uruchomili jeszcze komórek odpowiedzialnych za zachwycanie. Czy na zgrupowaniach zrobiono im pranie mózgów, zniszczono gen artyzmu i wszczepiono chipy, dzięki którym trenerzy mogą ich zmuszać do gry zdyscyplinowanej, przedkładającej nad szaleńcze ataki konsekwentną obronę?

Brazylijski trener poszedł dalej, bo on artystów nawet na zgrupowanie nie powołał. Jego drużynę wyróżnia w RPA siła, najlepiej wyrażana przez większego od wszystkich holenderskich gór Gilberto i silnego jak tur Maicona.

Selekcjoner pięciokrotnych mistrzów świata Dunga uznał, że talentem ofensywnym jego piłkarzy przewyższają tylko Hiszpanie i Argentyńczycy. Stworzył drużynę pasującą do futbolu XXI w., w którym coraz bardziej ceni się muskuły i wzrost. Dziś jego problemami są: zawieszenie za kartki Ramiresa oraz kontuzje Felipe Melo i Elano. Tylko ten ostatni odpowiada za ofensywę.

- Liczymy tylko na kontrataki, nie dominujemy na boisku - mówi król futbolu Pele.

- U Dungi Brazylijczycy stracili zapał do ataku - uważa Franz Beckenbauer.

Johan Cruyff, twórca efektownego stylu gry Barcelony, powiedział, że nigdy nie kupiłby biletu na mecz drużyny Dungi. - Brazylia to dla mnie Gerson, Tostao, Falcao, Zico, Socrates. Teraz w reprezentacji występują piłkarze o zupełnie innej charakterystyce: Gilberto, Felipe Melo, Michel Bastos czy Julio Baptista. Ich gra nie jest interesująca - mówi Holender.

Ale Cruyff nie zapłaciłby też pewnie za wejściówkę na mecz swoich rodaków. W spotkaniach rozgrywanych przez drużynę Berta van Marwijka również brakuje mu fajerwerków, narzeka, że zbyt wielu piłkarzy odpowiada wyłącznie za defensywę, a rozgrywający i napastnicy przedostają się w pole karne w mało wyszukany sposób. - Nigdy nie zdobyliśmy mistrzostwa świata, ale cały świat o nas mówił. W RPA efektowniejszy styl od naszego pokazało Chile - wspomina 63-letni wicemistrz świata z 1974 r.

Holenderscy piłkarze wiedzą, czego się od nich wymaga. Rozumieją, że nie zaimponują kibicom obroną, która nie straciła jeszcze na mundialu gola z gry. Mark van Bommel tłumaczy dziennikarzom, że starają się grać ładnie, ale im nie wychodzi. Po 1/8 finału ze Słowacją Arjen Robben przyznał, że jego drużyna zaprezentowała się słabo. Skrzydłowy Bayernu wydaje się jednym holenderskim piłkarzem, w którego żyłach wciąż płynie pomarańczowa krew. Jego zagrania podrywają kibiców z miejsc, ci przed komputerami po jednym meczu mają gotowy materiał na filmik z jego efektownymi akcjami, który potem ląduje na YouTube.

Pozostali członkowie "Fantastycznej Czwórki": van der Vaart, Sneijder i van Persie, na razie nie potrafią na MŚ pokazać czarów prezentowanych w klubach.

Ale przed ćwierćfinałem największym zmartwieniem Holendrów nie jest brak efektownych kopnięć, ale gen samobójstwa, który znów uaktywnił się w kadrze.

Gdy w meczu ze Słowacją van Marwijk ściągnął van Persiego, piłkarza Arsenalu, ten rzucił do niego: "lepiej byś zrobił, zmieniając Sneijdera!". Konflikt obu piłkarzy trwa od lat, dzieli się na spektakularne wybuchy i okresy, gdy selekcjonerom udaje się go przygasić. W ćwierćfinale Euro 2008 z Rosją piłkarze pokłócili się, kto ma wykonać rzut wolny, a Holandia odpadła po dogrywce.

Pomarańczowych kibiców konflikt w kadrze nie dziwi, kłótnie piłkarzy są dla nich stałym elementem wielkiej imprezy. Analizie holenderskiego genu samobójstwa poświęcono grube tomiszcza naukowych opracowań. Rozwiązania nie znaleziono.

- Jeśli wokół naszej reprezentacji jest cicho, wszyscy uważają, że to niemożliwe, że piłkarze musieli zachorować. Jeśli nie mamy problemu, musimy go sobie stworzyć. Na każdej wielkiej imprezie potrafimy wpędzić się w kłopoty. Nie wiem dlaczego - mówił były reprezentant Wim van Hanegem.

Zwycięzca dzisiejszego meczu w półfinale zagra z Urugwajem lub Ghaną, rywalami teoretycznie słabszymi od tych z drugiej połowy drabinki. Na finał mundialu Holendrzy czekają od 32 lat, Brazylijczycy - od ośmiu.

Surinam rozdwojony?

Była holenderska kolonia granicząca z Brazylią od lat dostarcza reprezentacji pomarańczowych wybitnych piłkarzy. Zdarzało się, że piłkarze z korzeniami z Surinamu stanowili większość w pierwszej jedenastce, a Ruud Gullit, Frank Rijkaard czy Clarence Seedorf byli jej gwiazdami.

Do RPA pojechał tylko jeden zawodnik urodzony w Surinamie - Edson Braafheid. Nigel de Jong, Eljero Elia i Ryan Babel są dziećmi imigrantów. Według nich dziś kraj ich rodziców podzieli się. - Wydaje mi się, że wybiorą Holandię, ale przyznaję, że na mundialu w USA w meczu obu drużyn cała moja rodzina kibicowała Brazylijczykom - mówi Elia.

Trwa mundial! Śledź newsy o MŚ 2010 na Facebooku »


Więcej o: