RPA 2010. Jerome Boateng i Kevin Prince. Brat zagrał przeciwko bratu!

Jerome Boateng (z lewej)

Jerome Boateng (z lewej) (Fot. Ivan Sekretarev AP)

Pierwszy raz w historii bracia zagrali na mundialu w jednym meczu w dwóch przeciwnych drużynach. W środę wieczór Jerome Boateng na lewej obronie Niemiec, Kevin Prince reżyserował grę Ghany. Tak jak w ich życiu, widoczny był tylko ten drugi: skandalista i boiskowy brutal, stylizujący się na dzieciaka z getta. Przed meczem piłkarski świat patrzył, czy podadzą sobie ręce. Po meczu obaj cieszyli się z awansu do 1/8 finału. Ale oddzielnie, po przeciwnych stronach boiska.
Kevin-Prince Boateng na mundialu »

Jerome Boateng na mundialu »

Tuż przed rozpoczęciem spotkania na wypełnionym do ostatniego miejsca Soccer City bracia Boateng podali sobie ręce. Ale bez specjalnych czułości - ot tak, jak każdemu innemu rywalowi, przechodząc szpalerem jeden obok drugiego, po hymnach. Ale słowa ze sobą nie zamienili. Nie rozmawiają od maja, kiedy to w finale Pucharu Anglii Kevin-Prince brutalnie sfaulował Michaela Ballacka, wykluczając kapitana reprezentacji Niemiec z mundialu.

To wówczas ostatecznie stał się dla kibiców nad Renem wrogiem publicznym nr 1. Podpadł już wcześniej. On, w którego żyłach płynie krew legendy niemieckiego futbolu, Helmuta Rahna, strzelca zwycięskiego gol w finale MŚ w 1954 roku, urodzony w Berlinie wychowanek Herthy, laureat nagrody im. Fritza Waltera dla najlepszego niemieckiego piłkarza do lat 19, rok temu zbuntował się i postanowił, że na mundialu zagra dla ojczyzny swego ojca, dla Ghany. Rozczarowany odsunięciem od reprezentacji za brak dyscypliny i niepunktualność, zrobił sobie tatuaż "Proud to be African" (dumny, że jestem Afrykańczykiem) i zadzwonił do federacji Ghany.

Już w 6. minucie Kevin Prince pokazał, że żadnych sentymentów dla kraju, w którym się urodził i wychował, nie będzie. Fantastycznie zagrał w pole karne do Gyana Asamoah, który byłby sam na sam z bramkarzem, gdyby piłka nie odskoczyła mu od nogi. A później Kevin Prince stworzył dla Ghany najlepszą okazję do zdobycia bramki w pierwszej połowie - dośrodkował z lewej strony na głowę Andre Ayewa, ale piłka przeszła obok bramki.

Na boisku tak jak w życiu: widoczny był tylko on. Harował na środku pomocy, rozdzielał piłki, przecinał podania, odbierał piłkę byłym rodakom, uwijał się niczym kontuzjowany lider "Czarnych gwiazd" Michael Essien, którego zastępował. Wszędzie go było pełno, jak w życiu, kiedy co chwila trafia na czołówki gazet i portali (wkrótce czeka go proces o zdewastowanie 13 samochodów podczas pijackiej awantury o 3 nad ranem Dortmundzie). Choć często gra brutalnie (w jednym z meczów Bundesligi kopnął rywala w twarz ciosem kung-fu), w środę tylko raz bardzo ostro zaatakował od tyłu Ane Friedriecha, z którym był skonfliktowany w czasach wspólnej gry w Hercie Berlin.

Jerome niczym się nie wyróżniał, ale i niczego nie zawalił, profesjonalny, skupiony na swoim zadaniu. Obaj ani razu nie starli się ze sobą - grali po przeciwnych stronach boiska.

Nawet po "zdradzie" Niemiec starszy o dwa lata brat pozostał dla Jerome'a idolem. Mimo iż stylizujący się na "dzieciaka z getta", "gangsta rapera" Kevin wpędzał go swoim buntem w kłopoty. Kiedy trafiając z Herthy do Tottenhamu zrozumiał, że nie ma miejsca w pierwszym składzie, odpuścił sobie treningi, oddając się hulankom w nocnych klubach Londynu i zakupoholizmowi (opowiadał, że w pewnym momencie miał 160 par butów, 20 skórzanych kurtek i ponad 2000 czapeczek bejsbolowych, a jednego dnia kupił sobie trzy samochody). Z pogardą odnosił się do trenera Martina Jola. Kiedy ten ostatni przeniósł się do HSV, aż przez rok nie dał szansy gry Jerome'owi - tak się bał, że kolejny Boateng wędzi go w kłopoty.

Lubiący brutalną grę Kevin-Prince ostro faulował rywali, Jerome często obrywał za niego, ale znosił to ze spokojem. Nie wytrzymał dopiero po faulu na Ballacku, kiedy jego skrzynkę mailową i telefon komórkowy zapełniły setki obraźliwych, rasistowskich listów i sms'ów.

- Od tamtej pory nie rozmawiamy, bo nie mamy o czym - mówił przed meczem.

Czy teraz, kiedy obaj awansowali do 1/8 finału mistrzostwa świata, Jerome z Niemcami unikając kompromitacji, a Kevin Prince wraz z kolegami ratując honor całej Afryki (Ghan będzie w następnej rundzie jedyną drużyną z "Czarnego Lądu") bracia Boateng znajdą wreszcie wspólne tematy do rozmowy?

Kevin kompromisu nie uznaje

Wybitny przed laty piłkarz Horst Hrubesch zna obu braci. - Jerome wie, jak żyć, akceptuje konieczność zawierania kompromisów. Kevin kompromisu nie uznaje, zawsze idzie na całość - mówił gazecie "Die Zeit". Ostatnio stosunki między braćmi się popsuły - o braciach pisał przed meczem w korespondencji z RPA  Rafał Stec.

Trwa mundial! Śledź newsy o MŚ 2010 na Facebooku »


Zobacz także
  • Niemieccy kibice świętują RPA 2010. Niemiecka prasa: Ozil kupił bilet do 1/8 finału.
  • Frank Lampard RPA 2010. Hit Niemcy - Anglia w 1/8 finału!
  • Mesut Ozil RPA 2010. Mesut Ozil - turecki bohater Niemiec

Najnowsze informacje