Sport.pl

RPA 2010. Carlos Tevez: musimy wygrać mundial! Inny wynik to porażka

- Jeszcze nigdy w reprezentacji nie czułem takiej ekscytacji. Ta drużyna gra ofensywnie, bo inaczej nie umie. Trener dobrał piłkarzy o takich predyspozycjach, że ten zespół musi atakować. - mówi przed dzisiejszym meczem z Koreą Płd. napastnik reprezentacji Argentyny i Manchesteru City, Carlos Tevez
Carlos Tevez to jedyny piłkarz reprezentacji Argentyny, który w mudialowej bazie w High Performance Centre pod Pretorią dostał jednoosobowy pokój, a nie dwójkę jak wszyscy pozostali kadry Diego Maradony. Dlaczego? - Z powodów osobistych. Mam swój sposób na koncentruję, która wymaga samotności. To kilka drobiazgów, komuś mogą się wydawać głupie. Nie lubię, kiedy w pokoju, w którym śpię, ktoś ogląda telewizję. A poza tym lubię chodzić nago - wyjaśnił, a trener Maradona uszanował tę potrzebę prywatności, choć sam nagości się nie wstydzi - obiecał, że w razie wygrania mundialu przebiegnie nago ulicami Buenos Aires. Ale nikt nie odważył się zapytać właśnie o to znanego z wielkiego temperamentu piłkarza na konferencji prasowej przed drugim meczem na mundialu z Koreą Południową. Napastnik Manchesteru City opowiadał więc o aspiracjach Argentyny, znaczeniu Leo Messiego i wuwuzelach

Wszyscy na mundialu narzekają na wuwuzele, Panu też przeszkadzają?

- Hałas robią okropny i jasne, że to przeszkadza. Gram czasem lewej stronie, czasem po prawej albo w środku jak w meczu z Nigerią. Takie częste zmiany pozycji wymagają dobrej komunikacji, a w tym zgiełku musielibyśmy do siebie wrzeszczeć. Rozwiązaliśmy to tak, że z Messim i Higuainem porozumiewamy się spojrzeniami.

Jaki wynik na mundialu zostanie uznany w Argentynie za sukces?

- Tylko zwycięstwo! Każdy inny wynik będzie porażką. Nic innego nie usatysfakcjonuje ani nas, ani naszych kibiców. Żaden tam ćwierćfinał, półfinał, 1/8 final czy co tam jeszcze jest. Dobry turniej dla Argentyny to taki, z którego przywozi trofeum. Mamy fantastycznych ofensywnych piłkarzy, żeby to osiągnąć.

Czym ta drużyna różni się od Argentyny, która zawiodła cztery lata temu na mistrzostwach świata w Niemczech?

- Fantastyczną atmosferą. Jeszcze nigdy w reprezentacji nie czułem takiej ekscytacji. Ta drużyna gra ofensywnie, bo inaczej nie umie. Trener dobrał piłkarzy o takich predyspozycjach, że ten zespół musi atakować. Na pewno nie stanie i nie będzie czekać aż go zaatakują rywale.

Nie gramy defensywnie ale atakujemy. Takich właśnie zawodników wybrał trener.



Jak jednym słowem określiłby Pan Diego Maradonę?

- Fenomen!

Nie czyje Pan zazdrości, że oczy całego świata skierowane są na Leo Messiego? W meczu z Nigerią choć gola nie strzelił, to zebrał największe pochwały za indywidualne popisy.

- To mi w ogóle nie przeszkadza, nie czuje się w cieniu Leo. Wszyscy koncentrują się na nim ze względu na jego wspaniały styl gry i on w pełni na to zasługuje. To wyjątkowy zawodnik. Dla mnie najważniejsze jest to, że ja sam czuje się ważny dla zespołu. Nikt w nim zresztą nie czuje się mniej ważny od drugiego. Wszyscy mamy jeden cel i wiemy, że osiągniemy go tylko jako zespół. Myślę, że sporo ludzi w Argentynie mnie też lubi, za moją charyzmę. Pewnie, że chciałbym w każdym meczu strzelać trzy, cztery bramki, ale jeśli tylko drużyna wygra, nie przeszkadza mi, że kto inny zajmuje czołówki gazet. Chcę wygrywać. A jeśli żeby to osiągnąć muszę postępować wbrew własnym instynktom, niech tak będzie.

Choć wygraliście z Nigerią spotkała was krytyka. Wściekacie się na nią?

- Krytyka była jak najbardziej zasłużona, kiedy tak bardzo męczyliśmy się w eliminacjach. Nie powinno było do tego dojść. Ale jest jeden świetny sposób, żeby uniknąć krytyki - zdobyć Puchar Świata. Po to przyjechaliśmy do RPA. Mamy wystarczająco dużo umiejętności, żeby tego dokonać. I wystarczająco dużo determinacji. Ja sam oddałbym wszystko co dotąd zdobył w futbolu za tytuł mistrza świata.

Wrażenia naszych specjalnych wysłanników do RPA - znajdziesz na blogach Rafała Steca i Michała Pola

Więcej o: