Sport.pl

MŚ 2010. Ludowy Rooney i komisarze boiska

Po wielomiesięcznym zgrupowaniu sportowo-politycznym na trzech kontynentach Koreańczycy długo stawiali opór pięciokrotnym mistrzom świata Brazylijczykom. Żeby piłkarze nie myśleli o wybraniu wolności, ich rodziny i przyjaciele byli i są zakładnikami reżimu Kim Dżong Ila.
O drużynie Korei Północnej czytaj na Sport.pl »

Kiedy Koreańczycy wrócili z mistrzostw świata w 1966 roku, gdzie pokonali Włochów i odpadli po heroicznym boju z Portugalią, Wielki Przywódca Kim Ir Sen nie był zadowolony z ich postawy i na krótko wsadził ich do więzień. - Teraz może być tak samo, bo Korea to kraj nieprzewidywalny. Jaki będzie los piłkarzy, okaże się dopiero po turnieju - mówi Nicolas Levi z Centrum Studiów Polska-Azja. - Piłkarze mogą powędrować do obozu pracy, mogą zniknąć ze sportowego życia, mogą też otrzymać nagrody. Za awans do mundialu dostali mieszkania.

We wtorek na mundialu w RPA Koreańczycy walczyli dzielnie z Brazylią, ale przegrali 1:2.

Za kierownicą hummera z ideami Wielkiego Przywódcy w głowie

Kim są dzielni piłkarze? Selekcjoner Kim Jong-hun powołał głównie graczy ligi koreańskiej. Składa się ona z klubów resortowych, wygrywa najczęściej drużyna armii ludowej, czyli ministerstwa obrony. Ale jest też trzech piłkarzy grających za granicą. Najciekawszy z nich jest "Ludowy Rooney". Jong Tae-se od urodzenia mieszka w Japonii, jest synem Koreanki z Południa i Koreańczyka z Północy.

Uczęszczał tam do szkoły stowarzyszenia kulturalnego Chongryon sponsorowanego przez komunistyczny reżim z Pjongjangu, które uczy o ideach Wielkiego Przywódcy. Takie stowarzyszenia Japonia - choć doskonale wie, co wyprawia satrapa po drugiej stronie morza - toleruje w ramach przeprosin za okupację Półwyspu Koreańskiego do końca II wojny światowej.

Właśnie stowarzyszenie Chongryon zaproponowało swoim członkom wycieczki do RPA na mecze Korei Płn. za 6500 dol. Oprócz około 300 wycieczkowiczów na stadionach widać też około 200 żołnierzy ubranych w jednolite stroje w jednakowych czapkach, ale bez obowiązkowych znaczków z portretem Wielkiego Przywódcy w klapie, klaszczących karnie na znak dowódcy. Na pytanie reportera o nazwiska piłkarzy, jeden z nich szczerze odpowiedział: - Nie znam żadnych nazwisk!

- To Chińczycy, którzy bardzo często wyjeżdżają kibicować sąsiadom, gdy w rozgrywkach zabraknie rodzimych sportowców - tłumaczy Levi. Korea jako uczestnik mundialu otrzymała pulę biletów, które państwowe biura podróży mogły sprzedać w zaprzyjaźnionych Chinach.

Nauka Jonga Tae-se w szkole Chongryon przekonała władze w Pjongjangu, że można mu dać paszport - o co się starał, odrzucając południowokoreańskie obywatelstwo - i powołać do reprezentacji.

- Jong Tae-se wymyślił sobie widocznie, że bardziej będzie się wyróżniał jako piłkarz Korei Płn. Na Południu byłby jednym z wielu piłkarzy, na Północy jest gwiazdą - mówi Levi. - Ale jest z innego świata. Na co dzień mieszka w Japonii i jest Japończykiem, używa życia, jeździ wielkim hummerem. Kiedy przyjechał na zgrupowanie do Korei i przywiózł ze sobą nintendo czy grał na komórce w szatni, nikt w drużynie nie miał pojęcia, co to jest. W Korei dopiero rok temu utworzono sieć komórkową, ale dostęp ma do niej zaledwie 53 tys. wyselekcjonowanych osób. Żadnych piłkarzy.

W porównaniu z szarymi obywatelami futboliści i ich trenerzy mają w Korei klawe życie. Selekcjoner dostał 200-metrowy apartament w stolicy, piłkarze mieszkania po 150 metrów - to właśnie nagrody za awans do mundialu - plus samochody, zazwyczaj fiaty lub nowe mercedesy. To znaczy modele są z lat 70., ale wciąż produkuje się je w koreańskich fabrykach. Właśnie takie mercedesy lubił Wielki Przywódca.

Anioł stróż patrzy

Na wyjazd do RPA reprezentanci dostali diety w wysokości 5000 dol. Ale jeśli wychodzą poza mury ośrodka lub hotelu, zawsze towarzyszy im opiekun.

- Jeśli wychodzą samopas, muszą napisać raport. Przede wszystkim są zobowiązani do nieopowiadania w kraju o tym, co widzieli za granicą - mówi Levi.

Piłkarze i trenerzy nie mogą wypowiadać się na konferencjach prasowych na żadne tematy poza sportem. Pytania w stylu: - Czy to pan ustawi drużynę, czy Wielki Przywódca? - były przed meczem z Brazylią blokowane przez moderatora FIFA na prośbę Koreańczyków. Podobnie było po meczu, gdy padło pytanie o możliwą transmisję telewizyjną kolejnych spotkań. Korea otrzymała prawa transmisji za darmo, ale pokazuje tylko skróty meczów wieczorem.

Standardem w czasie eliminacji do mundialu było to, że działacze koreańscy zbierali od dziennikarzy pytania na kartce i informowali, że odpowiedzą w późniejszym terminie.

Opiekunowie towarzyszą sportowcom nie tylko w czasie zgrupowań i turniejów. Mają ich nawet piłkarze na stałe występujący w innych krajach, mimo że piłkarze "zagraniczni" pochodzą zwykle ze sprawdzonych rodzin nomenklaturowych. Jedynie Jong Tae-se nie ma swojego czerwonego anioła stróża w japońskim klubie Kawasaki.

Opiekun partyjny mieszka w pokoju hotelowym kapitana Hong Yong-jo w Rostowie nad Donem. Podobnie jest z kilkoma innymi piłkarzami koreańskimi - niekadrowiczami - którzy grają na Łotwie (nie wiadomo, jakim cudem, bo Łotwa nie ma stosunków dyplomatycznych z Koreą Płn.), w Szwajcarii, Serbii, Macedonii i oczywiście w Japonii. Za ich pobyt płaci zwykle ambasada Korei w danym kraju. Wszyscy mają też regularne zajęcia ideologiczne, czyli czytanie myśli Wielkiego Przywódcy zawartych w jego książkach. - Takie samo szkolenie przed treningami mają piłkarze reprezentacji. Nie można tych lekcji zlekceważyć, bo na zgrupowaniach są oczywiście partyjni komisarze - mówi Levi.

Władza musi bowiem być pewna, że reprezentant nie zdradzi tak jak selekcjoner reprezentacji sprzed siedmiu lat Moon Ki-nam, który uciekł do Korei Płd. - Rodzina Moona znalazła się w obozie. Władza za najgorszą zdradę, czyli ucieczkę, karze rodzinę dezertera w dwóch pokoleniach plus szeroki krąg przyjaciół - mówi Levi.

Moon opowiadał, że na zgrupowaniach stosowano kary cielesne.

- Nie sądzę, aby tak było naprawdę. W Korei w ramach kary za złą postawę zastosowano by np. wyłączenie prądu na trzy dni albo zamknięcie w pokoju bez klamek - mówi Levi. - Natomiast jest bardzo prawdopodobne, że Koreańczycy korzystali z niedozwolonego dopingu tak, jak miało to miejsce w 1966 roku.

Wygraj Mundial! Załóż drużynę na Sport.pl i zgarnij 11 tys.! »


Więcej o: