Sport.pl

MŚ 2010. Największym przegranym meczu Serbia - Ghana jest trener Rajevać

Jeszcze przed rozpoczęciem meczu Serbia - Ghana było wiadomo, kto - bez względu na wynik - będzie w nim największym przegranym: serbski trener Milovan Rajevać, który prowadzi Afrykańczyków. Od dawna zapowiadał, że podczas meczu w Pretorii zapomni na chwile, że jest Serbem. W Ghanie mu nie wierzą i w każdej decyzji wietrzą spisek. Za to w Serbii pamiętają. Niedawno zrównano mu z ziemią dom górskim kurorcie jako samowole budowlaną. Tego zwycięstwa rodacy mu nie podarują
Poprowadź swoją drużynę w RPA i Wygraj Mundial! »

Dom z pokojami do wynajęcia stał w regionie Zlatibor w Alpach Dynarskich na posiadłości wartej 1,5 mln dolarów. Do rozbiórki doszło w kwietniu po nieobecność Rajevaća, który akurat gdzieś w świecie obserwował piłkarzy Ghany w akcji. O wszystkim dowiedział się przez telefon od żony, która własną piersią usiłowała powstrzymać buldożery. Lokalne władze oświadczyły, że rozbiórka samowoli nie ma nic wspólnego jakiej drużyny trenerem jest aktualnie jej właściciel.

Ale Rajevać nazwał to elementem kampanii przeciwko niemu, by zmusić go do rezygnacji z prowadzenia Ghany. Oznajmił, że po pierwsze ma wymagane dokumenty, a po drugie wokół stoi mnóstwo samowoli, a zniszczono akurat tę jego. Dodał, że od kiedy okazało się, że oba zespoły zmierzą się ze sobą, dostał wiele gróźb telefonicznych. Nieznajomi przekonują, że jeżeli jest patriotą to porzuci Ghanę, ponieważ wie o serbskich piłkarzach wszystko. Inni grozili, że jeżeli Serbia przegra, trenera spotka krzywda. Rajevać zapewnił w mediach, że zastraszyć się nie da, a władze Zlatibora pozwał do sądu.

Myliłby się jednak ten, kto by pomyśleć, że "szykany" we własnym kraju przysporzyły trenerowi sympatii w Ghanie. Wręcz przeciwnie. Dzienniki w Akrze uważają, że każda decyzją dotyczącą selekcji "Czarnych Gwiazd" Rajevać robi wszystko, by dopomóc Serbii wygrania pierwszego, historycznego meczu na mistrzostwach świata. Powoła tego - źle, zostawi go na kolejny mecz - jeszcze gorzej. Zarzucają mu za mało radosny, defensywny styl gry i patrzenie przez palce na wybryki piłkarzy. Ale gry raz spróbował ich zdyscyplinować poniosły się głosy, że psuje atmosferę w drużynie. Po co miałby sam sobie szkodzić? Ano po to, żeby wygrała Serbia Nie oskarżono go tylko o przyczynienie się do kontuzji największej gwiazdy "Czarnych Gwiazd" - Michaela Essiena, bo ten urazu nabawił się w Chelsea.

Podejściu do pracy Rajevaća rzeczywiście można by postawić sporo zarzutów, ale akurat nie o próbę sabotowania własnej drużyny. Media ujawniły m.in., że jego rodak i przyjaciel Goran Milovanović, agent piłkarski, prowadzący firmę menedżerską namawiał przed mundialem wielu zawodników Ghany, do podpisania z nim kontraktu. Nie sugerował wprawdzie, że to może ułatwić powołanie na mistrzostwa świata, ale piłkarze domyślali się, że raczej nie zaszkodzi. Ostatecznie na mundial pojechało ich czterech, a przeciwko Serbii wystąpiło dwóch - bramkarz Richard Kingson oraz obrońca John Mensah.

Inną aferę wywołał podczas zgrupowania 30-osobowej kadry, po którym miał ogłosić skład na mundial. Ghańskie media informowały, że sponsor dostał listę szczęśliwców jeszcze zanim piłkarze zjechali się na zgrupowanie. Federacja i selekcjoner zaprzeczyli, ale kibice wiedza swoje. Mało tego, podczas ogłoszenia składu, pominięty Laryea Kingston wyzwał trenera od idiotów i ruszył na niego z pięściami. - Bóg mi świadkiem, nie jesteś dobrym trenerem. Nic nie wiesz o futbolu - wykrzykiwał 30-letni pomocnik. Serba uratował wiceprezes związku Fred Pappoe, zasłaniając go własną piersią. W sprawie Kingstona interweniowała mama piłkarza, parlamentarzystka, która nakrzyczała publicznie na ministra sportu.

Po zwycięstwie z Serbią - jako pierwszej afrykańskiej drużyny na mundialu na "Czarnym Lądzie" pewnie mu zapomną w Ghanie wszystkie grzechy. I całe szczęście dla Rajevaća, bo będzie potrzebował spokojnej przystani. Do ojczyzny nie ma co wracać. Póki co wciąż stoi jeszcze część jego górskiej rezydencji. Ale pewnie niedługo.

Wrażenia naszych specjalnych wysłanników do RPA - znajdziesz na blogach Rafała Steca i Michała Pola

Więcej o: