M¦ 2010. Piłkarski ¶wiat wspomina "Cud na trawie", czyli amerykańskie Wembley

Wayne Rooney i Fabio Capello

Wayne Rooney i Fabio Capello (Fot. Kirsty Wigglesworth AP)

60 lat temu amerykańscy nauczyciele, listonosze i pomywacze upokorzyli aroganckich Anglików - na mundialu w Brazylii pokonali ich 1:0. W USA nie było transmisji telewizyjnej, pierwsze informacje o wyniku, przesyłane dalekopisem, odczytywano jako błędne - Amerykanom wydawało się, że to Anglia wygrała 10:0 albo 10:1.Mecz nazwano "Cudem na trawie". Co wydarzy się w sobotnim meczu Anglia - USA?
Sobotni mecz Anglia - USA (20.30) na mundialu w RPA z racji gigantycznego zainteresowania ¶wiatowych mediów urasta do rangi jednego z najciekawszych wydarzeń pierwszej fazy turnieju. W tym kontek¶cie i w Anglii i w Stanach Zjednoczonych przywoływany jest wci±ż "tamten mecz", legendarny "Cud na trawie" z 1950 roku.

Pojedynki Amerykanów z Anglikami zawsze maj± dodatkowy kontekst - przecież Ameryka była przez ponad 100 lat brytyjsk± koloni±. Nawet dzi¶ międzynarodowe media wspominaj±, że szykuje się nowe "picie herbatki" (tea party). Boston Tea Party - "bostońskie picie herbatki" z 1773 roku - gdy Amerykanie zbuntowali się przeciw aroganckim Brytyjczykom - to symboliczny pocz±tek Amerykańskiej Rewolucji.

"Byliby¶my uradowani z porażki 0:2"

Na mistrzostwa do Brazylii w 1950 roku Anglicy - dumni synowie ojczyzny futbolu - jechali po zwycięstwo. Ich powojenny bilans wynosił 23 zwycięstwa, trzy remisy i cztery porażki. Amerykanie siedem ostatnich spotkań przed turniejem przegrali - strzelili w nich dwa gole, stracili aż 45. Niewielu jednak się tym przejmowało, bo piłka nożna długo była w USA sportem egzotycznym.

Anglicy mieli w składzie tyle gwiazd, że zmiecenie Amerykanów z boiska wydawało się pewne. Angielskie gwiazdy ubezpieczono przed mundialem na zawrotn± wówczas sumę 3 mln dolarów. Piłkarze z USA? Tylko niektórzy dostawali po 25 dolarów za mecze w lokalnych ligach, większo¶ć w piłkę grała amatorsko, po pracy. Przed mistrzostwami Amerykanie przegrali m.in. 0:5 z Besiktasem Stambuł w St. Louis.

- Przed meczem z Angli± wiedzieli¶my, że byliby¶my uradowani z porażki 0:2 - wspominali po latach uczestnicy tamtego spotkania z kadry USA.

W pierwszych spotkaniach M¦ Anglia pokonała 2:0 Chile, a Amerykanie przegrali 1:3 z Hiszpani±. Ale dali sygnał, że mog± być groĽnym rywalem - jeszcze 10 minut przed końcem prowadzili 1:0.

"To jaki¶ cholerny absurd!"

Nadszedł dzień wielkiego meczu. 29 czerwca 1950 roku w Belo Horizonte Anglicy już po 90 sekundach mieli ¶wietn± okazję do strzelenia gola, w pierwszych 12 minutach nie wykorzystali już sze¶ciu bardzo dobrych sytuacji - dwukrotnie trafili m.in. w słupek.

Anglia napierała przez ponad dwa kwadranse, ale nagle nadeszła 38. minuta i niespodziewana bramka dla USA. Nawet po kilkudziesięciu latach trwaj± jeszcze dyskusje, czy gol dla Amerykanów był wynikiem przypadku czy zamierzonej akcji. Na bramkę Berta Williamsa strzelał z daleka Walter Bahr - angielski bramkarz ruszył w stronę piłki, ale Joe Gaetjens dotkn±ł jej głow±, czym kompletnie zmylił Williamsa.

W drugiej połowie Anglicy kilka razy byli bliscy wyrównania, domagali się podyktowania rzutu karnego, ale gola ostatecznie nie strzelili.

"Przegrali¶my z zespołem, o którym nie mieli¶my pojęcia, że umie grać w piłkę" - pisał "Daily Mail".

- To jaki¶ cholerny absurd! Czy jutro możemy zagrać z nimi jeszcze raz? - pytał angielski skrzydłowy Wilf Mannion. - Kurczę, szkoda mi tych drani. Jak oni będ± żyć z my¶l±, że ich pokonali¶my? - ¶miał się Amerykanin Harry Keough.

Strzelec gola zamordowany

Zwycięstwo USA w Belo Horizonte obserwował tylko jeden amerykański dziennikarz, a że nie było transmisji telewizyjnej, to pierwsze informacje o wyniku, przesyłane dalekopisem, odczytywano jako błędne - Amerykanom wydawało się, że to Anglia wygrała 10:0 albo 10:1.

Po latach mecz stał się amerykańsk± legend±, tak±, jak dla Polaków jest zwycięski remis na Wembley w 1973 roku. Spotkanie z Belo Horizonte nazwano nawet "Cudem na trawie", a jego ¶ladem potem hokejowu "Cud na lodzie" z 1980 roku. W 2005 roku nakręcono film o piłkarskiej reprezentacji USA z 1960 r. pt. "Mecz ich życia".

Wielu bohaterów już go nie doczekało, ze strzelcem bramki na czele. Historia jego życia nadaje się zreszt± na osobny film - Gaetjens urodził się na Haiti i choć w wieku 16 lat wyjechał do USA, to nigdy nie starał się o amerykańskie obywatelstwo. Ówczesne zasady piłkarskiej federacji USA pozwalały mu jednak na grę w reprezentacji, a międzynarodowe władze futbolu nie dociekały pochodzenia zawodników.

Po mistrzostwach w Brazylii Haitańczyk grał m.in. we Francji, ale w 1964 roku został zamordowany przez służby haitańskiego dyktatora Francoisa Duvaliera. Piłkarz był dalekim krewnym jego konkurenta politycznego. Jego ¶mierć owiewa jednak tajemnica i jej data wcale nie jest pewna.

Anglia jak Harlem Globtrotters?

Po pokonaniu Anglii Amerykanie przegrali 2:5 z Chile i nie awansowali do drugiej rundy. Podobnie zreszt± jak Anglicy, który ulegli 0:1 Hiszpanii w ostatnim meczu grupowym. W 1966 roku Anglia zdobyła jednak mistrzostwo ¶wiata goszcz±c M¦ we własnym kraju, a USA nie zagrały na mundialu przez następne 40 lat.

M¦ w RPA s± jednak dla Amerykanów szóstym finałowym turniejem z rzędu, a takiej serii Anglicy teraz nie maj±. To jednak oni s± w sobotę faworytem i to nie tylko dlatego, że po 1950 roku maj± z USA bilans zwycięstw i porażek 7-1, a bramkowy 35-7. Jedyna wygrana Amerykanów to 2:0 w Foxborough w 1993 roku.

Przed sobotnim meczem agencja AP pisze, że USA s± dla Anglii takim przeciwnikiem, jakim był każdy z rywali dla Harlem Globtrotters - pokazowa drużyna koszykówki, która prezentuj±c techniczne sztuczki zwykle o¶miesza rywali. "Na przedmeczowej konferencji trener Anglii Fabio Capello w ogóle nie musiał odnosić się do kwestii amerykańskiej drużyny. Anglia jest w ¶wiatowym rankingu ósma, USA s± 14., ale równie dobrze można powiedzieć, że oba zespoły zajmuj± odpowiednio pierwsz± i 207. pozycję" - dodaje agencja AP.



"Jak znów wygramy, to już nie będzie cud"

Amerykańscy piłkarze mówi± o narodowym duchu, który nigdy nie pozwala im przestać wierzyć w wygran±, publicy¶ci pisz± o pięknie nieprzewidywalnego sportu. Niektórzy zauważaj± jednak także, że żaden zawodnik z reprezentacji USA nie znalazłby się nie tylko w pierwszej jedenastce Capello, ale nawet w całym 23-osobowym składzie.

Korespondent Sport.pl na M¦ Michał Szadkowski pisze, że Amerykanom brakuje indywidualno¶ci i gwiazd, że trener Bob Bradley wybiera z piłkarzy, którzy nie decyduj± o losie swoich ¶rednich europejskich klubów, ale zauważa jednak: "Amerykanie już dawno przestali być uważani za outsiderów, na zeszłorocznym Pucharze Konfederacji pokonali Hiszpanię, a w finale prowadzili z Brazyli± 2:0, by przegrać 2:3."

- Imponuj±ce zwycięstwa z Hiszpani± i ¶wietna połowa z Brazyli± sprawiły, że oczekiwania wzrosły. W meczu z Angli± nie pójdziemy na ¶cięcie tak, jak szli¶my 60 lat temu. I to już nawet nie będzie cud, je¶li to spotkanie wygramy. Doszli¶my do punktu, w którym możemy sobie wyobrazić równ± grę z czołowym zespołem ¶wiata - pisze David Hirshley, amerykański autor ksi±żek o futbolu.

Zgadza się, wygrana USA z Angli± cudem nie będzie. Ale pięknym rozdziałem dopisanym do legendy "Cudu na trawie" już tak.



Zobacz także
  • Siphiwe Tshabalala strzela pierwsz± bramkę mundialu M¦ 2010. Tshabalala, bohater Bafana Bafana, który zrównał się z Pele
  • Wayne Rooney M¦ 2010. Joe Cole wymaga od Lamparda bramek
  • Lionel Messi M¦ 2010. Maradona: Messi może być największy

Najnowsze informacje