Sport.pl

Rafał Stec: Maksimum Jopa

Mariuszowi Jopowi po wtorkowej katastrofie współczujemy, Jopa pocieszamy, przypominamy mu, że jutro też wzejdzie słońce, i z tych wyrazów wsparcia możemy być my, Polacy, dumni, człowiekowi w biedzie należy pomóc, jako społeczeństwo znów w trudnych chwilach zdajemy egzamin celująco.
Więc felietonów na blogu Rafała Steca

Dlatego nie zakłócę chyba nastroju, jeśli uspokoję zatroskanych o stan psychiczny Jopa uwagą, że to zawodnik twardy, wielokrotnie doświadczony przez los, który na pewno zdążył już przywyknąć, iż na boisku wszyscy usiłują zrobić z niego głupka, zwłaszcza wtedy, gdy trafi mu się mecz o niebagatelną stawkę.

Wiosną 2003 roku Wisła dopłynęła najdalej za czasów Cupiała w europejskich pucharach. W czwartej rundzie Pucharu UEFA zagrała z Lazio, a Jop również wsparł przeciwników efektownym samobójem.

W następnym sezonie Wisła chciała awansować do Ligi Mistrzów, ale na drodze stanął Anderlecht. W krakowskim rewanżu gola ostatecznie odbierającego szansę strzelił Aruna Dindane, który najpierw zabawił się z Jopem. Ten numerek też możemy sobie przypomnieć. W 2006 roku Jop nie tylko pojechał na mundial, ale jeszcze zagrał w meczu otwarcia z Ekwadorczykami. Ekwadorczycy byli zadowoleni, Jop zasłużył się zwłaszcza przy pierwszym golu. Trener Janas przemyślał sprawę i w następnych meczach Jopa już na boisko nie wpuścił.

W 2008 roku Jop nie tylko pojechał na mistrzostwa Europy, ale jeszcze został wpuszczony na boisko w meczu o wszystko z Austrią. I postanowił zrobić wszystko, by ostro przećwiczyć Boruca. Trener Beenhakker przemyślał sprawę już w przerwie i drugiej połowy już Jopowi nie dał.

Wreszcie latem roku 2009 Jop wrócił z rosyjskiego wygnania i ponownie zadebiutował w Wiśle w pamiętnej batalii z Levadią Tallin o Ligę Mistrzów. Tym razem wdzięczny mu był niejaki Nikita Andriejew, napastnik odrzucony przez Legię jako Legii niegodny, oczywiście z powodu miernych umiejętności. Z Jopem zatańczył zgrabnie i jeszcze gola załadował.

Lazio, Anderlecht, Ekwador, Austria, Levadia. Pięć ważnych meczów, pięć razy klapa. A wyjąłem na szybko tylko te najbardziej pamiętne i międzynarodowe, w których mogliśmy zaprezentować Jopa światu. Nadal sądzicie, że takiego pechowca, który zawsze umiał się podnieść, załamie byle co? Ja bym typował inaczej - Jop się otrząśnie, wygodnie usiądzie, zanalizuje własną przeszłość, zapyta samego siebie, ilu piłkarzy trzy razy mistrzem Polski było i jeszcze ojczyznę na mundialu oraz Euro reprezentowało. Zapyta retorycznie, lista równie zasłużonych długa przecież być nie może. A teraz wicemistrzostwo (chyba) Jopowi wpadło! Moim zdaniem podsumowanie wypada okazale - jak na numery, które Jop wycinał, wycisnął z kariery maksimum.

Wideo, bramki i skróty z ekstraklasy w serwisie Ekstraklasa.tv »

Więcej o: