Mięciel grał w Legii w latach 90-tych i na początku obecnej dekady. Po latach spędzonych w Niemczech i Grecji latem wrócił do Warszawy i był jedynym wzmocnieniem klubu przed sezonem. Działacze, którzy musieli rozwiązywać umowy z niechcianymi Hiszpanami zabezpieczyli się jednak przed ewentualną wpadką transferową i z 34-letnim napastnikiem podpisali roczną umowę z klauzulą o przedłużeniu gdy Mięciel rozegra półtora tysiąca minut.
Choć piłkarz limitu nie wypełni to niekoniecznie pożegna się z klubem, który i tak ma pierwszeństwo w negocjowaniu z nim nowej umowy. Dziewięciu piłkarzom Legii kończą się kontrakty i działacze zapowiadają, że z większością nie zostaną przedłużone. Ale Mięciel latem umówił się z Legią, że po zakończeniu kariery będzie pracował w klubie jako trener młodzieży. Z drugiej strony jeszcze kariery kończyć nie chce. - Czuję się na siłach pograć w piłkę jeszcze jeden sezon. Wracałem do Legii nie po to, żeby zaraz z niej odchodzić. Na pewno nie chcę jeszcze kończyć z grą w piłkę, a więc trzeba będzie poszukać sobie nowego zespołu - mówi.
Podobną klauzulę w kontrakcie ma Tomasz Jarzębowski, który, by przedłużono z nim umowę, musi zagrać 900 minut. I wciąż ma szansę bo uzbierał ich w tym sezonie 444, a ostatnio regularnie gra w pierwszym składzie.