Sport.pl

Biatlon. Tomasz Sikora dla Sport.pl: Kończę karierę albo...

Trener Roman Bondaruk po ośmiu latach pracy opuszcza Polskę, bo ma dość podjazdowych wojenek działaczy. - Nie chcę polskiego szkoleniowca. Albo kończę karierę, albo będę trenował się sam - mówi Sport.pl i ?Gazecie? Tomasz Sikora, który z Bondarukiem zdobył medal MŚ, olimpijski i stanął na podium PŚ.
Bondaruk nie chce jeszcze potwierdzić oficjalnie, że odchodzi. Powie to dopiero w połowie kwietnia na posiedzeniu zarządu Polskiego Związku Biatlonu. Tajemnicę odkryli jednak ukraińscy dziennikarze. Gazeta.ua podała, że pracujący u nas od 2002 r. ukraiński szkoleniowiec wraca do ojczyzny i od nowego sezonu będzie dyrektorem wykonawczym tamtejszej federacji. Ma odpowiadać m.in. za wybór trenerów.

- Spodziewałem się takiej decyzji. Widziałem zniechęcenie Romana, ale, niestety, nie udało mi się go zatrzymać. To wspaniały fachowiec. Problem polegał jednak na tym, że za granicą cieszył się większym szacunkiem niż w kraju. U nas była zawsze totalna krytyka wszystkiego, co robił. Prawda jest taka, że dla polskiego biatlonu zrobił bardzo dużo. Trzeba mu serdecznie podziękować za pracę - mówi Zbigniew Waśkiewicz, prezes związku biatlonowego.

Bondaruk, mimo dobrych wyników z Sikorą, był od lat krytykowany przez część regionalnych działaczy m.in. za to, że nie potrafi wychować jego następców. - Ale głównie za to, że był niezależny i nie kłaniał się im w pas, czego oczekiwali. To było tradycyjne polskie piekiełko - mówi nam anonimowo jeden z sojuszników Bondaruka ze związku.

Prezes Waśkiewicz nie potrafi odpowiedzieć, kiedy wyznaczony może być nowy trener ani kto mógłby nim zostać, bo formalnie Bondaruk ma ciągle umowę z Polakami. Nowy szkoleniowiec będzie jednak potrzebny na pewno. Nawet dwóch, bo razem z Bondarukiem odejdzie też jego żona Nadia Biłowa, która opiekowała się polskimi kobietami. Doprowadziła je do podium PŚ i miejsc w pierwszej dziesiątce na igrzyskach w Vancouver.

Na razie w związku szykuje się tradycyjna przedwyborcza wojenka. Pod koniec maja część działaczy spróbuje obalić obecnego prezesa Waśkiewicza, który Bondaruka bronił. Z wzajemnością. Opozycja to głównie przeciwnicy Ukraińca, którzy pewnie zgłoszą swojego trenera, Polaka Jana Ziemianina.

- Nie chcę polskiego trenera. To bez sensu. Mam już dość użerania się z działaczami. Przerabiałem to przez 20 lat i chcę na starość mieć trochę spokoju. Jeśli prezesem nie zostanie znów Zbigniew Waśkiewicz, to kończę w czerwcu karierę - mówi "Gazecie" Tomasz Sikora. Przy Waśkiewiczu się upiera, bo podkreśla, że to w polskim sporcie ewenement - prezes młody, wykształcony (rektor AWF Katowice), znający języki, sprawny menedżer. - Z trenerem Bondarukiem odniosłem największe sukcesy. Wprowadził w Polsce profesjonalny sztab, pojawili się klasowi serwismeni, czego wcześniej nie było. Dziękuję mu. Myślę, że odchodzi, bo był już zmęczony. Jeśli w czerwcu zdecyduję, że ścigam się dalej, to trenował będę się sam. Już kiedyś tak było, że sam opracowywałem plan przygotowań, a z trenerem tylko się konsultowałem. Poradzę sobie. Nie chcę tylko szarpaniny z działaczami - dodaje wicemistrz olimpijski z Turynu.

Decydujące zdanie w biatlonowej wojence o stołek prezesa, posadę trenera i przyszłość Sikory mogą mieć sponsorzy. Sikora jest umówiony na negocjacje z firmą Viessmann, która wykłada pieniądze na polski biatlon od dwóch lat i pewnie uzależni dalsze wsparcie dla związku od kontynuowania kariery przez najlepszego zawodnika.

To już przesądzone: Trener Sikory odchodzi »


Więcej o: