Fot. Bartosz Bobkowski / AGXu Jie i Natalia Partyka
Xu Jie piąty raz stanęła na najwyższym stopniu podium mistrzostw Polski w tenisie stołowym. Jej pierwszą trenerką w Tiencinie była mama. Zawodniczka GLKS Nadarzyn o pracy w roli szkoleniowca nie myśli, bo - jak twierdzi - nie ma cierpliwości.
28-letnia Xu Jie jako nastolatka przyjechała do Polski. Występowała w Częstochowie, potem grała we Francji i Niemczech. Nad Wisłą zagrozić jej może tylko jedna rywalka - pochodząca również z Chin Li Qian. - To raczej ja jako jedyna w Polsce mogę zagrozić Li Qian - precyzuje Xu Jie, która rok temu uległa Li Qian w finale MP w Ostródzie.
W Polsce jest troje zawodników chińskiego pochodzenia, którzy odgrywają czołową rolę w krajowym ping-pongu. W gronie mężczyzn wyróżnia się Wang Zeng Yi, ale on - podobnie jak Li Qian - nie zagrał w Sosnowcu.
Wśród kobiet Xu Jie nie miała sobie równych. W pięciu spotkaniach straciła tylko trzy sety. Dla większości przeciwniczek jest... profesorką. - Mnie grać uczyła mama, ale ja do trenerki nie mam cierpliwości. Po dziesięciu minutach bym oszalała. Może kiedyś się przekonam do tej pracy i zmieni się mój charakter - stwierdziła.
Matka Xu Jie mieszka sama w Chinach. - Tata zmarł w 2008 roku. Przed ubiegłorocznymi świętami Bożego Narodzenia mama przyjechała do mnie na dwa tygodnie. Na dłużej nie ma sensu, bo co tutaj miałaby robić, kiedy mnie nie byłoby w domu? Chiny i Polska to zupełnie dwa różne światy. Na pewno nie zdecydowałabym się na sprowadzenie jej na cały rok, tak jak swoich rodziców ściągnął do Polski Wang Zeng Yi - dodała.
- Czasem zastanawiam się, co będę robiła po zakończeniu zawodniczej kariery. I wychodzi mi, że nie chciałabym mieć nic wspólnego z tenisem stołowym! Ale po głębszej analizie uświadamiam sobie, że to moja praca, mój zawód. Chyba że pomyślę o jakimś własnym biznesie - zakończyła Xu Jie.