Po kompromitacji w eliminacjach Ligi Mistrzów drużyna Skorży mozolnie próbowała odzyskać zaufanie właściciela klubu i rundę skończyła z pięcioma punktami przewagi. Roztrwoniła ją jednak już w dwóch pierwszych meczach rundy wiosennej. - Jesteśmy w bardzo niewesołej sytuacji - przyznaje Skorża.
Porażka z Arką to już trzecia poważna wpadka, po której rozważano jego zwolnienie. Po przegranej z Levadią
Tallin Cupiał w kuluarach krytykował warsztat Skorży, ale klub nie był przygotowany na wyjście awaryjne - jedynym pomysłem było zatrudnienie Franciszka Smudy, ale wtedy ten szkoleniowiec liczył na stołek selekcjonera reprezentacji i nie zamierzał wiązać się z klubem na lata.
Smuda ciągle ma wysokie notowania u Cupiała, co może mieć ogromny wpływ na przyszłość... Skorży. Selekcjoner ma teraz więcej czasu i jego relacje z właścicielem klubu są bardzo przyjacielskie. A nie jest tajemnicą, że Skorża i Smuda, delikatnie mówiąc, nie przepadają za sobą. Zaczęło się dwa lata temu, kiedy Wisła nie potrafiła wyeliminować Tottenhamu
Londyn. Smuda stwierdził, że jego Lech poradziłby sobie z Anglikami i chciał na nich trafić w fazie grupowej.
Sytuacja zaogniła się w czerwcu na gali Ekstraklasy SA po zakończeniu sezonu. Tam Smuda miał powiedzieć, że Wiśle w obronie tytułu pomagali wszyscy, łącznie z sędziami. Skorża nie chciał zdradzić, co usłyszał od Smudy, ale później przyznał: - Moje stosunki ze Smudą były dobre aż do zakończenia poprzedniego sezonu, kiedy powiedział jedno zdanie za dużo. Od tej pory nasze relacje się popsuły.
Cupiał bardzo ceni zdanie Smudy. Z naszych informacji wynika, że selekcjoner miał udział w wyrzuceniu z klubu dyrektora sportowego Jacka Bednarza. Smuda był w piątek na meczu z Arką, który oglądał w towarzystwie m.in. Krystiana Rogali, byłego członka rady nadzorczej Wisły i kolejnego bliskiego znajomego Cupiała.
W tym sezonie Skorży idzie jak po grudzie. Po klęsce w Tallinie ziemia drugi raz zatrzęsła się mu pod nogami po skompletowaniu porażek w prestiżowych meczach: z Legią, Lechem i Cracovią. Choć zespół był liderem, zawieszono rozmowy o przedłużeniu kontraktu (obecny kończy się w czerwcu). O ich wznowienie Skorża miał walczyć wiosną, ale zaliczył falstart.
Klub nie jest przygotowany na tak fatalny początek. Co prawda w styczniu zatrudniono Jakuba Jarosza, dyrektora wykonawczego, ale na razie nie prowadzi żadnych negocjacji ze szkoleniowcami. To jednak nie musi oznaczać, że trener zostanie w klubie, bo w podobnych sytuacjach Cupiał stosował dwie metody.
Skorża mógłby zostać zwolniony nawet dziś, a zastąpiłby go jeden z trenerów młodzieży. Taki wariant przejściowy był stosowany dwa razy w sezonie 2006/2007. Po zwolnieniu Dana Petrescu drużynę kilka dni prowadził Kazimierz Moskal, który dla najstarszego stażem Arkadiusz Głowackiego (w Wiśle gra już 10 lat) jest kolegą z boiska. Na stanowisko Moskal wrócił pół roku później, gdy nie wypaliły eksperymenty z Dragomirem Okuką i Adamem Nawałką. Efekt roszad był taki, że Wisła zajęła w lidze ósme miejsce, najniższe za czasów Cupiała. Teraz mistrz Polski wciąż ma szansę na obronę tytułu.
Nie można wykluczyć jednak, że właściciel Wisły już wydał polecenie poszukiwania nowego szkoleniowca i zwolnienie Skorży jest kwestią czasu. Tak było w 2004 roku, gdy pod wodzą Henryka Kasperczaka krakowianie w eliminacjach Ligi Mistrzów nie dali rady przeciętnemu Anderlechtowi
Bruksela, a w Pucharze UEFA odpadli ze słabą Valerengą
Oslo. Ku zdziwieniu kibiców, szkoleniowiec zachował jednak stanowisko, ale w klubie po cichu szukano dla niego zastępcy. Kasperczak został zdymisjonowany dopiero na koniec rundy, choć Wisła była liderem.
Zmianę szkoleniowca może jednak zablokować brak pieniędzy. Mistrzowie Polski zmagają się z największym kryzysem finansowym za czasów Cupiała. Dziura powstała po porażce z Levadią, a może być jeszcze większa, bo sponsor, który był na koszulkach - bet-at-home nosi się z zamiarem wycofania i raczej nie będzie ich stać na fachowca z wielką renomą. Problemem jest również brak kandydatów. W grę wchodziliby tylko trenerzy z zagranicy, bo wszyscy cenieni Polacy są zajęci.
W ogień nie pójdą? Fatalna gra Wisły to nie tylko wina szkoleniowca, ale również piłkarzy. Skorża usprawiedliwia ich... brakiem zgrania, ale z Arką zawodnicy jakby nie mieli w planach walki o zwycięstwo. Mobilizacji nie wymógł także trener, choć jeszcze rok temu zawodnicy wspominali o reprymendach, po których aż bali się spojrzeć w stronę Skorży. - Przegrana z Arką to kolejne upokorzenie w tym sezonie - podsumował
Paweł Brożek.
Mistrzowie Polski próbują się tłumaczyć urazami podstawowych graczy. Kontuzje długo leczyli Radosław Sobolewski, Arkadiusz Głowacki, Paweł Brożek i Rafał Boguski, część okresu przygotowawczego stracili Marcelo i Wojciech Łobodziński, a urazy wyeliminowały Issa Ba i Clebera.