Ekstraklasa.tv: Wisła sensacyjnie przegrywa z Arką » Paweł Brożek od kilku lat jest niekwestionowanym królem Krakowa, jedynym właściwie prawdziwym napastnikiem Wisły. Krążą wokół niego jak jego własne księżyce Małecki (braki w psychice), Boguski (kontuzje), Ćwielong (już sprzedany) czy ostatnio bułgarski wynalazek Christow - ale to on jest jedyną gwiazdą. Na nim opiera się od miesięcy gra i sukcesy Wisły.
Ale ten sam Paweł Brożek ostatniego ligowego gola strzelił 24 października 2009 r. (od tego czasu nie trafił w pięciu meczach). Więcej niż jednego gola w meczu ligowym strzelił 17 maja 2009. Licząc łącznie cztery poprzednie sezony, jego średnia goli jest wyższa niż 15 w sezonie. Dziś po niemal dwóch trzecich rozgrywek ma zaledwie 5. A grał w 15 meczach i tylko dwukrotnie był zmieniany - w 86. i w 89. min. W reprezentacji nie trafił od trzynastu miesięcy, gra w niej incydentalnie.
Kiedy w ataku Wisły grali Maciej Żurawski z Tomaszem Frankowskim, w rundzie jesiennej sezonu 2003/04 potrafił Paweł Brożek - tylko raz wychodząc w podstawowej jedenastce i biorąc udział tylko w ośmiu meczach ligowych - strzelić dwa gole i zaliczyć cztery asysty. Tylko że wtedy miał 20 lat, nie zarabiał kokosów i prawdopodobnie jeszcze mu się chciało.
Brożek i Wisła zawsze czekali. Od co najmniej trzech lat po każdym sezonie krakowscy kibice z nabożeństwem wyliczają kluby, które przysłały ponoć oficjalne oferty dla Brożka. A to Anderlecht
Bruksela, a to Trabzonspor, a to Rubin Kazań, a ostatnio Fulham. Kitów ubieranych przez niepoważne media w sformułowania typu: mówi się, że - tu nazwa klubu - chce sprowadzić - tu nazwisko zawodnika - nawet nie liczę.
Co lato jest ten sam problem - czy Brożek odejdzie. W 2009 r. jego transfer do Fulham (Anglicy dawali 2 mln funtów, w Krakowie chcieli 3 mln - "niektórzy mówią", że nawet 4, ostatecznie strony miały się spotkać w połowie drogi) zablokowały władze Wisły, które postanowiły, że jeszcze raz zaatakują Ligę Mistrzów.
Rozstanie Brożka z Wisłą było naprawdę blisko. Odbyło się nawet spotkanie, na którym oba kluby były reprezentowane przez dwóch działaczy, a piłkarz przez menedżera. Kiedy klub powiedział "nie" - Brożek, jeśli nawet był rozczarowany, szybko wrócił do swojej niewzruszonej równowagi wiecznego stoika. - Liczyłem na ten transfer. Ale nie mam zamiaru się obrażać. Będę dalej robił swoje, czyli strzelał gole dla Wisły - wyjaśniał.
Bijące z tych słów pogodzenie z losem każe jednak podejrzewać, że napastnik z jednej strony nie jest na tyle stanowczy czy wręcz ambitny, by postawić sprawę na ostrzu noża i bezwarunkowo zażądać, by go sprzedano, z drugiej zaś - że przez brak nowych wyzwań stacza się w marazm, by nie powiedzieć - minimalizm. I nawet w siermiężnej polskiej ekstraklasie trafia coraz rzadziej, bo coraz mniej mu się chce. Nawet na zmiany we własnym życiu też ma pewnie już niewielką ochotę.
- Rozmawiałem z trenerem przez cały rok o transferze. Doszliśmy do wniosku, że to najlepszy moment - nie ukrywał Brożek, kiedy trwała medialna burza wokół jego przejścia do Fulham. Czy to oznacza, że dziś górę zaczynają jednak brać pretensje do Macieja Skorży? - Nie idzie mi w lidze, więc całą frustrację zrzucę na szkoleniowca. Na nim odbiję wszystkie swoje niepowodzenia. To w końcu także przez niego nie wyjechałem - czyżby tak myślał i reagował Paweł Brożek? Trener jest oczywiście najbliżej, ale czy nie jest to również żal do klubu. Tego, w którym pierwszy raz pojawił się już dwanaście lat temu. I tego, który, owszem, płaci mu boskie jak na polskie warunki niemal 300 tys. euro rocznie, ale który też - jak czuje dziś gracz - zamyka go w złotej klatce.
Brak motywacji może wynikać z fatalistycznego podejścia do świata, ale może też mieć swoje źródło w zrozumieniu, że w Wiśle niczego więcej już nie dokona. A kiedy zestawić to z faktem, że Brożkowi bije właśnie ostatni dzwonek (za chwilę skończy 27 lat), jeśli zagranicznego transferu miałby nie traktować w kategoriach trzeciego filaru - nic dziwnego, że zawodnikowi wrze pod czaszką.
Oficjalna wersja lekarska mówi jednak, że Brożek od miesięcy zmaga się nie z własną głową, lecz z przywodzicielem. Niby uraz dokuczliwy i trudny do wyleczenia. Ale z drugiej strony wielu fachowców w piłkarsko-medycznej branży twierdzi, że okolice pachwiny to jedyne miejsce na ciele piłkarza, którego nie da się jednoznacznie potwierdzić (lub wykluczyć), że jest kontuzjowane.
Następny element układanki jest taki, że według dobrze poinformowanych źródeł Paweł Brożek ostro się ostatnio skonfliktował z trenerem.
Maciej Skorża miał ponoć do niego olbrzymie pretensje, że nie utrzymał wagi w czasie świątecznej przerwy. Dodatkowe kilogramy przełożyły się na scysje, które doprowadziły do tego, że Brożkowa nieobecność w składzie Wisły w meczu przed tygodniem w Bełchatowie spowodowana była nie słabym zdrowiem napastnika, lecz słabymi nerwami szkoleniowca. W odwecie Paweł Brożek plus ci, którzy go popierają (był trzeci w wewnętrznych wyborach kapitana, a więc zaplecze w zespole z pewnością ma), wypowiedzieli posłuszeństwo Skorży. I stąd wiosenne porażki, stąd słaba gra. - Nie ukrywam, że sytuacja jest poważna - wykrztusił przez zaciśnięte zęby Skorża po wpadce z Arką Gdynia.
W historii futbolu piłkarze zwolnili niejednego trenera, w konfliktach na linii trener - zespół klubowe władze niemal zawsze biorą tę stronę, którą trudniej wymienić. Od biedy można zrozumieć, że mało ambitni polscy grajkowie doprowadzają na przykład do zwolnienia w Wiśle zamordystę (w ich mniemaniu) Dana Petrescu. Ale kiedy nie chcą również pracować ze sprawiającym wrażenie nieelektrycznego, dobrze wychowanym, otwartym i w pozytywnym znaczeniu układowym Maciejem Skorżą - to znaczy, że naszym futbolem rządzi piłkarz. I to nie pan piłkarz. Byle piłkarz.
Paweł Brożek 21 kwietnia skończy 27 lat.
Według oficjalnego biogramu waży 72 kg.
Z Wisłą zdobył 6 mistrzostw Polski, 2 Puchary Polski, 2 razy był królem strzelców.
W ekstraklasie rozegrał 175 meczów, zdobył 75 goli.
Jak zatrzymać Brożka W tym sezonie to bardzo proste. Wystarczy pilnować go między 20. a 30. minutą każdego meczu, w którym bierze udział. Wszystkie pięć ligowych goli zdobył właśnie w tym czasie.
279 Po tylu dniach Lech znów rozegrał ligowy mecz na własnym stadionie w Poznaniu.
825 Po tylu dniach Jagiellonia wygrała wyjazdowy mecz w ekstraklasie. Jeden z kibiców z Białegostoku policzył, że w drodze na 32 spotkania, których Jagiellonia nie wygrała, pokonał ponoć 29 tys. km.
Cytaty kolejki Moi boczni obrońcy grali poniżej swoich możliwości, o ile w ogóle grali.
Orest Lenczyk, trener Cracovii, po meczu z Lechem.
Nie ukrywam, że mam częsty kontakt telefoniczny z Franciszkiem Smudą, ale to ja jestem trenerem i ja podejmuję decyzje.
Marek Bajor, szkoleniowiec Zagłębia Lubin.
Grzyb do kadry? - Moim zdaniem to najlepszy defensywny pomocnik w lidze i szczerze polecam go trenerowi kadry Franciszkowi Smudzie. Może on się w pewnym momencie trochę życiowo pogubił, ale piłkarsko jest bez zarzutu - powiedział po meczu Śląsk - Jagiellonia
Michał Probierz, trener zespołu z Białegostoku.
O kim tak powiedział? O 27-letnim Rafale Grzybie, który w przerwie zimowej przeszedł do Jagiellonii z Polonii Bytom i we Wrocławiu debiutował w nowej drużynie. Ten sam Grzyb przed dwoma miesiącami został oskarżony o udział w sprzedaniu meczu (miał przyjąć 1300 zł) przez trzecioligową Wierną Małogoszcz Motorowi Lublin w 2005 r. Piłkarz przyznał się do zarzutów i zgodził na dobrowolne poddanie karze - roku i trzech miesięcy więzienia w zawieszeniu na 2 lata plus 3 tys. zł grzywny.
Grzyb był jednym z trzech zawodników Jagiellonii w meczu ze Śląskiem, którym postawiono prokuratorskie zarzuty korupcyjne. Pozostali to Hermes i Jarosław Lato.