Fot. LM Otero APMecz gwiazd NBA. Dwyane Wade i komisarz NBA David Stern
Koszykarze Miami Heat wygrali z mistrzami NBA Los Angeles Lakers 114:111, a do rozstrzygnięcia spotkania potrzebna była dogrywka. Mimo porażki "Jeziorowcy" utrzymali prowadzenie w tabeli Konferencji Zachodniej.
Lakers nie pomogło 39 punktów zdobytych przez Kobe Bryanta. W decydującej akcji meczu sędziowie odgwizdali jego faul ofensywny na Jermaine'ie O'Nealu. Najwięcej punktów dla Heat zdobył Dwyane Wade - 27 (miał też 14 asyst).
Spotkanie było najbardziej wyrównanym meczem NBA w bieżącym sezonie. Aż 19 razy na tablicy rezultatów widniał remis, a prowadzenie zmieniało się 31 razy - najwięcej w sezonie 2009/10. Nie zaskakuje to jednak obserwatorów - każde z ostatnich czterech starć Lakers-Heat rozstrzygało się trzema lub mniej punktami. W grudniu w Los Angeles gospodarze wygrali 108:107, a o wyniku przesądził rzut za trzy punkty równo z końcową syreną Bryanta. Tym razem kluczowe okazało się dobre wykonywanie rzutów wolnych.
Fenomenalna czwarta kwarta w wykonaniu Utah Jazz dała drużynie z Salt Lake City wyjazdową wygraną nad Phoenix Suns 108:116. W ostatniej odsłonie zdobyli 41 punktów, a "Słońca" - tylko 22. Jeszcze na niespełna osiem minut przed końcem meczu przegrywali 11 punktami, ale zdołali odnieść 39. zwycięstwo w sezonie.
"Rywale cały czas prowadzili, ale trener Jerry Sloan powtarzał - walczcie dalej, walczcie dalej" - powiedział skrzydłowy CJ Miles, który zdobył 15 punktów.
Chicago Bulls ulegli u siebie Memphis Grizzlies 96:105 i była to trzecia z rzędu porażka "Byków". Doskonale w ekipie gości spisał się Zach Randolph - zdobył 31 punktów i zebrał 18 piłek.