Sport.pl

Vancouver 2010. Hokej: Złota Kanada!

Łukasz Cegliński
01.03.2010 , aktualizacja: 01.03.2010 07:37
A A A Drukuj

28.02.2010, godzina 21:15

USA

- -
  • na żywo

Canada Hockey Palace

Kanada

Vancouver 2010. Radość hokeistów Kanady

Vancouver 2010. Radość hokeistów Kanady (Fot. Gene J. Puskar AP)

Sidney Crosby strzelił złotego gola, który jest znany na taflach NHL jako nagła śmierć, w 8. minucie dogrywki i Kanada pokonała USA 3:2 w fantastycznym finale turnieju hokejowego!
To było niesamowite zakończenie tych niesamowitych igrzysk - relacja Z czuba »

Po 40 minutach było 2:1 dla Kanadyjczyków, którzy na początku trzeciej tercji w ciągu dwóch minut dwukrotnie obili oba słupki amerykańskiej bramki. Gospodarze prowadzili i kontrolowali grę, a ich bramkarz Roberto Luongo bronił świetnie. Po każdej interwencji kilkanaście tysięcy ubranych na czerwono fanów wyło "Luuuuuuuuu!", a Kanada była bliżej złota.

Amerykanie, którzy po raz pierwszy w tym turnieju musieli odrabiać straty, nie składali jednak broni. Bramkarza Ryana Millera - MVP całego turnieju - wycofali już 77 sekund przed końcem. I wyrównali! Szalony atak przyniósł skutek 24 sekundy przed syreną - Zach Parise dobił z bliska uderzenie obronione przez Luongo. Mecz meczów, wymarzony finał turnieju, ale i całych igrzysk, miał się zakończyć w fantastyczny sposób.

W dogrywce zaryzykowali Kanadyjczycy - ruszyli do zdecydowanego ataku i choć Miller dokonał kilku cudów, to jednak w końcu skapitulował. Pokonał go Crosby - "The Next One", następca Wayne'a Gretzky'ego, który w fazie pucharowej zawodził. W najważniejszym momencie trafił. Jest bohaterem, został nim na zawsze.

"Przygotujmy się na bitwę o 49. równoleżnik" - pisały przed meczem gazety w obu krajach dodając, że spotkanie o złoto będzie największym starciem od czasów konfliktu granicznego w połowie XIX wieku.

Hokeiści mieli jednak świeższe rachunki do wyrównania, te z przełomu XX i XXI wieku - w 1996 roku Amerykanie zdobyli mistrzostwo świata pokonując w finale Kanadyjczyków na ich terenie, ci zrewanżowali się osiem lat później zwyciężając w finale igrzysk w Salt Lake City.

W finale w Vancouver spotkały się drużyny znakomite, ale jakże od siebie różne! Kanadyjczycy to mistrzowie ataku, Amerykanie - potęga defensywy. Kanada to zespół gwiazd z sumą pensji w NHL na poziomie 127 mln dolarów - niemal połowa hokeistów gospodarzy to kapitanowie swoich drużyn w lidze zawodowej. Amerykanie to ekipa zgranych i młodych wyrobników, z których każdy miał zawodowy kontrakt o 3 mln niższy niż przeciwnik, ale i wielkie serce do gry, które milionów nie potrzebuje.

Amerykanie, którzy jako jedyny zespół na igrzyskach wygrali każdy poprzedni mecz, zawsze pierwsi strzelali gola, a ich bramkowy bilans w pierwszej tercji wynosił 11:1, zaatakowali wściekle W piątkowym półfinale już po 20 minutach zgnietli Finlandię 6:0, w sumie wygrali 6:1. W niedzielę chcieli to powtórzyć.

W pierwszych 10 minutach mieli przewagę, nacierali mocniej. W 10. minucie Luongo zatrzymał krążek przyciskając go łyżwą do słupka, a potem wsunął go sobie za nogę. Pełna kontrola czy szczęście? Do linii bramkowej brakowało centymetrów

W 13. minucie, po kilku spokojniejszych momentach, Kanadyjczycy zrobili to, czego zabrakło im tydzień wcześniej, w przegranym 3:5 meczu z USA w fazie grupowej - zaatakowali w drugie tempo. Agresywnie siedli na rywali, odzyskali krążek i zbombardowali bramkę Ryana Millera - bramkarz odbił strzał Marka Richardsa, ale przy perfekcyjnej dobitce Jonathana Toewsa był bezradny.

Amerykanie przegrywali po raz pierwszy w turnieju i czuli się z tym nieswojo - obrońcom zdarzało się popełniać błędy, podczas gry w osłabieniu Kanadyjczycy łatwo spychali ich pod bramkę, a sami Amerykanie, kiedy już grali w przewadze, nie potrafili zagrozić Luongo. Kiedy w 8. minucie drugiej tercji Corey Perry wykończył piękną kontrę Kanady wyglądało na to, że Amerykanie mogą mieć problem z nawiązaniem walki.

A jednak się podnieśli! Dwie świetne okazje zmarnowali, ale pięć minut po stracie drugiego gola, strzelili pierwszego swojego, po akcji, która wcale nie zapowiadała się wyjątkowo. Ryan Kesler z niesamowitym wyczuciem musnął jednak krążek po podaniu z prawego skrzydła i Luongo skapitulował.

W świetnej końcówce tercji oba zespoły mogły strzelić po dwa gole, ale bramkarze - szczególnie Miller - byli fantastyczni. Amerykanin bronił tak, jakby miał magnesy w rękawicach. Wyłapywał krążki po uderzeniach Kanadyjczyków, choć przed nim kłębili się obrońcy i napastnicy.

Przed ostatnią tercją Kanada nie mogła być pewna swego - w piątek prowadziła przecież z dużo słabszą od USA Słowacją 3:0, ale rywale strzelili dwa gole i nerwowo było do końca.

I tak było także tym razem. Znów z happy endem.

W meczu o trzecie miejsce Finlandia pokonała 5:3 Słowację. Po dwóch tercjach Finowie przegrywali 1:3, ale w trzeciej strzelili trzy gole w cztery minuty, a czwartego dołożyli w ostatnich sekundach, kiedy Słowacy wycofali bramkarza.

To czwarty medal Finlandii na pięciu ostatnich igrzyskach. Słowacja osiągnęła najlepszy wynik w historii.

Tyle medali jeszcze nikt nie zdobył - Kanada z rekordem wszech czasów  »


Zobacz więcej na temat:

  • Vancouver 2010. Wspaniale Igrzyska mj63 01.03.10, 01:16

    Wspaniale Zimowe Igrzyska Olimpijskie 2010 dobiegaja konca.Zaczely sie tragicznie na torze saneczkowym. Z czasem igrzyska te jednak nabieraly tempa. Atmosfera, ludzie na ulicach wszedzie »